Co z tym środkiem pola (FELIETON)
fot.: Paweł Lipnicki
Ostatnie dwa mecze Śląska stworzyły mi pewien obraz braków, które są w tej drużynie, a które są niezbędne do uzupełnienia, aby porzucić łatkę solidnego ligowca. I nie będę się tutaj rozprawiał z obrońcami, bo uważam, że tu i tak notujemy progress i jest ciągle duży potencjał u występujących zawodników.
Uwielbiam grę pomocników. Mecz może skończyć się wynikiem 0:0, ale jeśli będę świadkiem płynnej gry, budowania kombinacyjnych akcji, pozwalających stopniowo przechodzić kolejne strefy aż do bramki, to nic więcej do szczęścia nie potrzebuję. W ciągu 90 minut może paść kilka bramek, ale to są chwile. Można grać ciekawie i atrakcyjnie dla kibica, albo wcisnąć 3 farfocle i niby też się wynik zgadza.
Ja rozumiem, że u nas piłka nożna jest fizyczna, że u nas dominuje doskok do przeciwnika, wymagana jest walka, zaangażowanie i jazda na pośladkach. Tylko potem się dziwimy, czemu gdy ruszamy do europejskich bojów, to średniej jakości przeciwnik wyjaśnia nasz poziom. Składne ofensywne akcje można liczyć na palach obu dłoni, a przecież w futbolu chodzi o grę w piłkę. Dobrze to podsumował były zawodnik Pogoni, Tomas Podstawski w rozmowie z tribunaexpresso.pt:
Problem polega na tym, że Polacy nadal bardzo dużo przyglądają się aspektom fizycznym i statystykom tego typu. Patrzą, ile biegał zawodnik, ile biegał pod koniec meczu i tak dalej. W Portugalii, jeśli spytam trenera, generalnie nie wie, ile kilometrów zespół przebiegł w meczu. A mój trener w Polsce powiedział mi konkretnie, że muszę biec ze średnią prędkością między 7,5 a 8,5 km na mecz. Coś niesamowitego. W Polsce trzeba przebiec 12 kilometrów na mecz, trzeba zrobić 10 sprintów po 26 kilometrów na godzinę i tak dalej. W Portugalii otworzyliby usta ze zdziwienia. Kogo to obchodzi? Jestem w trakcie gry i mam się zastanawiać, czy biegam ze średnią prędkością między 7,5 a 8,5 km?
I jeszcze o czytaniu gry:
Kiedy zawodnicy wychodzą ze struktur Benfiki, Sportingu, FC Porto, a nawet Vitorii Guimaraes i Bragi – a w Portugalii jest już wiele innych klubów dobrze funkcjonujących – mają znacznie większą bazę, o wiele większą wiedzę taktyczną. Lepiej się ustawiają i poruszają bez piłki, podają, kryją, bronią. To wszystko wie już Portugalczyk mający 16 lat, zwłaszcza gdy jest na poziomie kadry narodowej. Jest znacznie lepszy od polskiego rówieśnika, który ma wysokie umiejętności indywidualne, potrafi strzelać, potrafi dośrodkować, umie obchodzić się z piłką, ale nie umie czytać gry
I ktoś powie, że przecież chłopak odbił się od naszej ligi. Tak, ale czy nie jest to celna uwaga? Wielu z nas było świadkami meczów, gdzie były wślizgi, doskok, krycie, tylko oczy krwawiły, bo piłka była kompletnie poza kontrolą. 3-4 podania i strata. Po przegranych analizujemy kto jak biegał, czy już kolejny raz jest kilka kilometrów mniej od przeciwnika. Tak żyjemy tymi aspektami, a jak przychodzi co do czego, to zawodnik wyjeżdża za granicę i nadal ma dużo do nadrobienia w tym aspekcie i jeszcze musi dostosować się do tempa gry w piłkę.
Natomiast wracając do sobotniego meczu. Mimo, że Śląsk przegrał, to mam wrażenie, że ta kultura gry była na odrobinę wyższym poziomie. Że to drużyna Jacka Magiery zbudowała w tym starciu odrobinę więcej składnych akcji, które nie wynikały tylko z pressingu. To oznacza, że obrana ścieżka jest odpowiednia. Tylko jaki jest następny krok? Napiszę po najprościej jak się da: potrzebujemy szefa środka pola.
Z całym szacunkiem do obecnych zawodników, ale marzy mi się w tym zestawieniu osobowym pomocnik, który będzie wybijał się w skali ligi. Który będzie potrafił odpowiednio reżyserować grę, kontrolować tempo akcji, rozrzucać piłkę. Jeśli Śląsk chce się rozwijać, to poza stabilizacją w defensywie - która i tak postępuje - musi wznieść środek pola na wyższy poziom. Bez tego, ze słabszymi będziemy punktować solidnie, ale będzie brakowało jakości, aby urywać punkty silnym rywalom.