Ćwielong wspomina grę w Śląsku: ''Tarasiewicz potrafił zjednoczyć szatnię''
fot.: Bartłomiej Wójtowicz
Były piłkarz Śląska Wrocław, Piotr Ćwielong, był gościem podcastu Tomasza Ćwiąkały. Skrzydłowy opowiedział m.in. o relacji z Orestem Lenczykiem, mistrzowskiej drużynie oraz aferze z udziałem Patrika Mraza.
Piotr Ćwielong więcej meczów niż w barwach Śląska Wrocław rozegrał jedynie w Ruchu Chorzów. W latach 2010–2013 skrzydłowy wystąpił w 95 spotkaniach WKS-u, zdobywając 13 bramek i notując 13 asyst. Z Wojskowymi sięgnął po:
wicemistrzostwo Polski w 2011 roku,
mistrzostwo kraju rok później
brązowy medal w sezonie 2012/13.
Nic więc dziwnego, że w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą nie zabrakło wątków związanych z jego okresem gry przy Oporowskiej - jednego z najbardziej udanych etapów w historii klubu. Wybraliśmy kilka najciekawszych fragmentów rozmowy.
O NAJLEPSZYCH ZAWODNIKACH
Jednym z pierwszych tematów była próba stworzenia najlepszej jedenastki zawodników, z którymi Ćwielong grał w trakcie całej kariery. Wśród wyróżnionych nie mogło zabraknąć piłkarzy Śląska.
- Bramkarz? Na pewno Marian Kelemen [...] Środek pola zdecydowanie Sebastian Mila. Niedoceniany bardzo był Dalibor Stevanović - piłkarsko był naprawdę niesamowity. Przemysław Kaźmierczak również byłby blisko takiej jedenastki [...] Ze skrzydłowych na pewno Waldemar Sobota
- Wymienił były gracz WKS-u.
O OREŚCIE LENCZYKU
Wątek mistrzowskiej drużyny zawsze prowadzi do osoby Oresta Lenczyka - jednego z najbardziej utytułowanych i barwnych trenerów w historii klubu. To właśnie Ćwielong nazwał go kiedyś „panem od WF-u”, choć dziś przyznaje, że był to komentarz niepotrzebny i dziecinny.
- Trener był specyficzny - to na pewno. Mnie na przykład nie pasowało, że potrafił wystawić na skrzydle napastnika, który nie potrafił minąć rywala, zamiast mnie [...] Za mistrzostwo należy mu się jednak pełen szacunek. W tym wszystkim był też bardzo inteligentnym człowiekiem
- wspomina Ćwielong.
A jak widział słynne metody treningowe? Nie ukrywa, że osoby będące poza podstawową jedenastką miały trudniej. Siłą mistrzowskiego Śląska były stałe fragmenty gry, chociaż były skrzydłowy opowiada..., że drużyna ich nie trenowała.
- Jak grałeś w pierwszym składzie, było w porządku. Ale jeśli byłeś rezerwowym, nie było lekko - trudno było się przebić, brakowało treningów, żeby się pokazać [...] Na obozie na Cyprze, mieliśmy wziąć plastikowe krzesełka, na których siadasz, aby zawiązać buty i trzymać je nad głową i prowadzić piłkę. Później jeden siadał na tym krześle, a drugi między nim balansował. Inne drużyny jak to widziały, to zaczęły nas kamerować. W końcu Przemek Kaźmierczak się zdenerwował i tak uderzył w to krzesełko, że się połamało. Chyba trener już widział, o co chodzi i skończyliśmy te ćwiczenia. [...] My nie trenowaliśmy za bardzo stałych fragmentów gry. W meczu po prostu Sebastian Mila dorzucał, a my mieliśmy najlepszych zawodników od gry głową
- nie ukrywał były skrzydłowy.
O RYSZARDZIE TARASIEWICZU I STANISLAVIE LEVYM
Lenczyk nie był jedynym trenerem, którego spotkał przy Oporowskiej. Pozostała dwójka także była barwna i o nich także wypowiedział się "Pepe".
- Ryszard Tarasiewicz to świetny człowiek, do dziś mamy dobry kontakt. Potrafił wiele przekazać piłkarsko i dobrze potrafił zjednoczyć szatnię [...] Stanislav Levy? Super trener, naprawdę. Powiedział mi wprost: podpiszesz kontrakt – będziesz grał. Nie podpisałem, a i tak występowałem w każdym meczu
- zdradził 39-latek.
O AFERZE Z PATRIKIEM MRAZEM
Jednym z najgłośniejszych tematów tamtego okresu była sprawa Patrika Mraza. Pod koniec 2012 roku Łukasz Gikiewicz miał zasugerować sztabowi, że Słowak trenuje pod wpływem alkoholu. Kilka tygodni później Mraza nie było już w klubie, a szatnia stanęła po jego stronie.
- Moim zdaniem nie powinno to wyjść. Ja nawet rozmawiałem o tym z Łukaszem Gikiewiczem, on nie widział w tym problemu. Wydaje mi się, że trzy czwarte zespołu widziało to tak jak ja. Był jednak z tego problem, wiadomo, wstawił się za nim także jego brat. Musiało minąć trochę czasu, ale początki tego były ciężkie, Łukasz nie miał łatwo w szatni
- wypowiedział się o tym były zawodnik.
Hej Śląsk 🔥🔥🔥@SlaskWroclawPl pic.twitter.com/BkvFMOHeOz
— Pepe (@PiotrCwielong) 7 maja 2022
NAJBARDZIEJ KOLOROWE OSOBY W SZATNI
39-latek wskazał dwóch graczy Wrocławian, którzy byli jednymi z bardziej barwnych postaci w szatni. Co nie jest nowością, wybrał Cristiana Diaza, oraz Mateusza Cetnarskiego.
- Uwielbiałem Mateusza Cetnarskiego. Potrafił rozładować emocje w szatni. Przyszedł w jakiś koszulkach, obklejony plastrami, jakby z NBA wracał. Cristian Diaz też lubił się pobawić. Nawet jak bywam czasem we Wrocławiu i go spotykam, to widzę, że się to nie zmienia
- wspomina.
O ODEJŚCIU ZE ŚLĄSKA
Po sezonie 2012/13 Ćwielong opuścił Wrocław, podpisując kontrakt z VfL Bochum, występującym wówczas w 2. Bundeslidze. Mimo wcześniejszych ustaleń z władzami WKS-u decyzja zapadła szybko. Co go do niej skłoniło?
- Poleciałem do Bochum, zobaczyć klub, a oni mnie od razu zawieźli też na badania medyczne. Jak widziałem, jak wygląda taki klub od środka, to wiedziałem, że chce tam trafić, a poleciałem z wakacji z żoną. Miałem już przygotowany 5-letni kontrakt w Śląsku Wrocław. Prezes Piotr Waśniewski, wraz z Grzegorzem Schetyną negocjowali ze mną. Powiedziałem, że jak wrócę z wakacji, to podpiszę na spokojnie, ale jak zobaczyłem Bochum, to mnie uderzyło mocno i wiedziałem, że to jest to
- uchylił kulisy transferu.
Cała rozmowa dostępna jest TUTAJ.
