Czas ucieka
W sobotę piłkarze Śląska pożegnali się z drugoligowymi rozgrywkami nieudaną próbą wygrania drugiego meczu wyjazdowego, okazało się że wrocławianie poza Wrocławiem zdołali wyjść zwycięsko jedynie z potyczki w Legnicy. Zespół Śląska zakończyli sezon w środku tabeli i taką pozycję trzeba uznać za porażkę. WKS po poprzednim sezonie, w którym pod wodzą Ryszarda Tarasiewicza bliski był powrotu do ekstraklasy, miał teraz skutecznie zaatakować. Niestety letnie zawirowania zakończone zatrudnieniem Lubosa Kubika okazały się być brzemienne w skutkach. Po nieudanym początku rozgrywek włodarze kluby nie zasypiali jednak gruszek w popiele. Zatrudniono Jana Żurka, nie poskąpiono pieniędzy na zimowe przygotowania, na płace dla nowych zawodników ze znanymi nazwiskami, dawno nie stworzono drużynie takich warunków. Okazało się jednak, że drużyna nadal ma dwa oblicza – zwycięskie z Oporowskiej i smutne wyjazdowe. Aby w przyszłym sezonie walczyć o ekstraklasę niezbędne są zmiany, zarówno wśród piłkarzy, jak i w sztabie trenerskim. Zawodnicy rozjeżdżają się teraz na urlopy, a tymczasem nadal nie wiadomo, kto będzie kierował w nowym sezonie z ławki poczynaniami piłkarzy WKS-u! Tarasiewicz, Zieliński, Pawłowski, Radolsky, Góra, Chojnacki, Tochel, a może jednak Żurek? Na kogo by się nie zdecydowano, to nazwisko szkoleniowca powinno być już znane od dawna! Dla dobra klubu Andrzej Mazur i władze miasta powinny dojść do porozumienia, bo czas ucieka bezpowrotnie. Jak w takich warunkach myśleć o przygotowaniach do nowego sezonu? Rywale już szukają wzmocnień, organizują obozy przygotowawcze, ustalają sparingi. W Śląsku wszystko jest obecnie w stanie zawieszenia, bo nie wiadomo, kto będzie odpowiadać za wyniki zespołu. Wrocławski klub został już na starcie w blokach, a rywale nie będą oglądać się za siebie. Obyśmy nie przeżyli swoistego deja vu i nie obudzili się z ręką w nocniku po kolejnym straconym sezonie przepełnionym drugoligową szarzyzną... 