Deficyt zwycięstw. Radomiak - Śląsk 1:1 (1:1)

Piłkarze Śląska jechali do Radomia po zwycięstwo. Chcieli po porażce z Drwęcą i remisie z Heko wreszcie wygrać. Niestety równie ambitny plan mieli gospodarze i zakończyło się na podziale punktów. Wynik remisowy jest sprawiedliwy, jednak przy odrobinie szczęścia, a właściwie precyzji pod bramką, każda z drużyn mogła przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Mimo kolejnego meczu bez zwycięstwa, po raz kolejny rywale także pogubili punkty i WKS nadal liczy się w walce o awans. Przed meczem trener Tarasiewicz miał duży ból głowy z zestawieniem wyjściowej jedenastki. Nadmiar żółtych kartek spowodował pauzę Ignasiaka, Witkowski pozostał we Wrocławiu z powodu matury, Egharevbę zatrzymały sprawy rodzinne, a Rudolfa dopadły niespodziewane problemy zdrowotne. W tej sytuacji po raz pierwszy od pierwszej minuty na placu gry pojawił się Mróz, a na ławce rezerwowych Śląska w tym dniu zasiadło tylko 4 piłkarzy (w tym nie w pełni sił Rudolf).
Spotkanie rozpoczęło się niemrawo. Toczone było w wolnym tempie, piłka najczęściej znajdowała się w środku boiska. Pierwszą dogodną sytuację do zdobycia bramki przeprowadzili w 18 minucie gospodarze. Uss wbiegł w pole karne i kąśliwie uderzył, ale Janukiewicz był na posterunku i sparował piłkę na rzut rożny. Przez kolejne minuty znów niewiele działo się na murawie, aż do feralnej 27 minuty, gdy rozpędzonego Kalu zahaczył w polu karnym Celeban i arbiter ku rozpaczy drużyny WKS-u wskazał na punkt oddalony o 11 metrów od bramki. Do piłki podszedł kapitan Radomiaka Zbigniew Wachowicz i silnym strzałem nie dał szans Janukiewiczowi. Wrocławianie mogli wyrównać w 36 minucie, gdy soczyście z dystansu uderzył Kowal, ale czujny Borkowski końcami palców wybił piłkę poza linie końcową. Inicjatywa należała do Śląska, gospodarze prowadząc grali uważnie w defensywie i próbowali kontratakować. Piłkarze Radomiaka przeprowadzili trzy bardzo groźne szybkie ataki, jednak na szczęście dla wrocławian gospodarzom zabrakło zimnej krwi. Gdy wydawało się, że wynik do przerwy nie ulegnie zmianie, w doliczonym czasie gry piłka wreszcie zatrzepotała w siatce bramki Radomiaka. Rzut rożny egzekwował Rosiński, piłka po wybiciu przez jednego z graczy spadła wprost pod nogi Dudka, a ten nieatakowany przez rywali przymierzył i precyzyjnym uderzeniem posłał piłkę do bramki. Gol „do szatni” wzmocnił morale piłkarzy Śląska.
W drugiej części gry, by wzmocnić siłę ofensywną na murawie w miejsce Mroza pojawił się Ostrowski. Po przerwie obraz gry zupełnie się zmienił. Gra nabrała tempa, oba zespoły niezadowolone z remisu atakowały, chcąc zdobyć kolejną bramkę. Chwilę po wznowieniu gry jeszcze nie w pełni skoncentrowaną defensywę gospodarzy zmylił Ulatowski, który świetnie zagrał do Budki, ten jednak stracił piłkę. Jednak wyłuskał ją waleczny Kowal, odegrał do tylu do Rosińskiego, ale precyzja strzału pomocnika pozostawiła wiele do życzenia. Śląsk zdobył przewagę optyczną, jednak w piłce nożnej liczą się gole, a nie wrażenia artystyczne. Gospodarze nie skupiali się jednak tylko na defensywie, od czasu do czasu gorąco robiło się pod bramką Janukiewicza. W 59 minucie Kalu groźnie zacentrował w pole karne, ale z piłką minął się Brzyski, a uderzenie Ussa zostało zablokowane. By wnieść świeżość w linii ataku trener Tarasiewicz zmienił Bugaja na Kaźmierczaka. W 72 minucie znów groźnie zrobiło się pod wrocławską bramką. Świetne prostopadłe podanie otrzymał Uss, jednak zamiast strzelać padł na polu karnym, a gwizdek arbitra milczał. Tymczasem przy tej akcji napastnik Radomiaka doznał kontuzji i po zniesieniu na noszach, już na plac gry nie powrócił. Czas uciekał, a na murawie robiło się coraz bardziej nerwowo. W 76 minucie, chwilę po tym jak pojawił się na murawie, gola mógł zdobyć Sajdak, jednak z 7 metrów nie potrafił celnie uderzyć głową. W 80 minucie bohaterem meczu mógł, a wręcz powinien, zostać Kaźmierczak. Budka obsłużył napastnika idealnym podaniem, atakujący WKS-u wbiegł w pole karne i gdy wydawało się, że za chwilę piłka zatrzepocze w siatce, to Kazik strzelił tak, że bramkarz zdołał odbić futbolówkę. Była to najlepsza sytuacja dla Śląska do zdobycia bramki w meczu! Jednak i gospodarze nie zasypywali gruszek w popiele. W 85 minucie znów okazję zmarnował Sajdak (ładne dośrodkowanie Nykiela). W odpowiedzi po rzucie rożnym głową strzelał Celeban, ale piłka poszybowała nad poprzeczką. Końcowe minuty to szaleńczy atak Śląska i desperacka obrona Radomiaka. Wrocławianie w przeciągu kilku minut wypracowali sobie trzy znakomite okazje do zdobycia zwycięskiej bramki. Najpierw w 90 minucie z kilkunastu metrów przestrzelił Naskręt, a już w doliczonym czasie gry niecelnie uderzył Budka. Na zakończenie znów będąc w dobrej pozycji nie popisał się Kaźmierczak z 8 metrów trafiając tylko w boczną siatkę.
Szkoda, że Śląskowi nie udało się wygrać tego meczu, bo była realna szansa na zwycięstwo. Do końca sezonu pozostało jeszcze 7 kolejek i miejmy nadzieję, że w tych spotkaniach podopieczni trenera Tarasiewicza będą popisywać się lepszą skutecznością pod bramką rywali. Gdyby nie brak zimnej krwi w sytuacjach podbramkowych wrocławianie mieliby na swoim koncie tyle punktów, że powoli można by mrozić szampany, a tak czeka nas jeszcze wiele emocji.
Radomiak Radom - Śląsk Wrocław 1:1 (1:1)
1:0 28' - Wachowicz (karny)
1:1 45' - Dudek
Heko: Borkowski - Nykiel, Brzyski, Piętka, Bednarz, Duda, Uss (74' Sajdak), Barkaniczkow (84' Rysiewski), Cvetković (62' Kacprzak), Wachowicz, Kalu.
Śląsk: Janukiewicz - Naskręt, Sztylka
, Celeban - Mróz (46' Ostrowski) - Budka, Dudek
, Ulatowski, Rosiński - Bugaj (69' Kaźmierczak), Kowal.
Sędziował: Adam Konarski (Poznań)
Widzów: 4500+200.
źródło: własne
