Dekada Stadionu Wrocław
fot.: Adam Szyszka
Dokładnie dziesięć lat temu we Wrocławiu nie mówiło się o niczym innym, tylko o meczu Śląska. Huczne otwarcie nowej areny zgromadziło na trybunach komplet publiczności i na stałe zapisało się w sportowej historii miasta.
Stadion Wrocław w tygodniach poprzedzających piłkarską inaugurację był już areną walki Tomasza Adamka i zawodów monster trucków, wszyscy czekali jednak na pierwszy mecz piłkarzy Śląska. Zielono-biało-czerwonym nie udało się rozpocząć nowego sezonu na budowanym z myślą o EURO 2012 obiekcie na Pilczycach, bo ten na przełomie lipca oraz sierpnia był jeszcze w stanie surowym i przechodził wszystkie niezbędne odbiory techniczne. Śląsk musiał rozpocząć rozgrywki na wysłużonym, historycznym stadionie przy Oporowskiej, jednak ligowy kalendarz pozwolił na wymarzone okoliczności przenosin do nowego domu. Pierwszym w historii rywalem na Stadionie Wrocław była zaprzyjaźniona Lechia Gdańsk.
W piątkowy wieczór 28 października 2011 roku trybuny pachnącej nowością areny pękały w szwach, a gdyby dla kibiców przeznaczono jeszcze więcej niż 42 771 biletów, te pewnie również rozeszłyby się w mgnieniu oka. Na 8 miesięcy przed inauguracją wyczekiwanego EURO 2012, we Wrocławiu po raz pierwszy tak mocno i realnie zapachniało wielką piłką. Okoliczności jak na dotychczasowe standardy ekstraklasy były imponujące, mecz Śląska z Lechią zapowiadał się jednak atrakcyjnie również ze względu na formę obu drużyn we wcześniejszych tygodniach.
TRAUMA W LIMANOWEJ
Zawodnicy Oresta Lenczyka podejmowali biało-zielonych jako wicemistrz Polski i lider ekstraklasy po 11 kolejkach. W trzech ostatnich meczach w roli gospodarza zainkasowali komplet punktów tracąc tylko jedną bramkę, otwartym pozostawało jednak pytanie o to, jak odnajdą się w nowej rzeczywistości. Lechia co prawda zdążyła się już mocno poobijać w rundzie jesiennej sezonu 2011/2012 (miesiąc wcześniej odpadła z Pucharu Polski z trzecioligową Limanovią), jednak przed przyjazdem na nowy stadion Śląska imponowała grą w defensywie. Tomasz Kafarski po kompromitacji w Limanowej postawił na 18-letniego bramkarza Wojciecha Pawłowskiego, a ten w trzech ekstraklasowych meczach trzykrotnie zachował czyste konto.
Między słupkami Śląska po raz pierwszy w sezonie ligowym stanął Rafał Gikiewicz, który niemal w ostatniej chwili zastąpił kontuzjowanego Mariana Kelemena, jednak ani bramkarz gospodarzy ani jego vis-a-vis nie mieli szczególnie pracowitego wieczora. Otoczka premierowego meczu w historii Stadionu Wrocław przytłoczyła piłkarzy obu zespołów, co w przypadku Lechii mogło zaskakiwać o tyle, że ona swój nowy, piękny obiekt otworzyła już w wakacje i powinna wiedzieć, czego się spodziewać.
ZACZĘŁO SIĘ OD DUNDEE
Klarownych okazji brakowało szczególnie w pierwszej połowie, którą z uśmiechem kończyć mógł tylko Pawłowski – bramkarz gości ustanowił nowy ligowy rekord bez straconego gola w wykonaniu debiutanta. Już sześć minut po zmianie stron Śląsk objął jednak prowadzenie. Z rzutu rożnego dośrodkował Sebastian Mila, naciskany przez Marka Wasiluka bramkarz Lechii popełnił błąd, a do pustej bramki trafił Johan Voskamp. Holenderski napastnik zanotował całkiem niezłe wejście do zespołu zielono-biało-czerwonych już w debiucie zapewniając wrocławianom zwycięstwo w lipcowym meczu kwalifikacji Ligi Europy z Dundee, później jednak głównie zawodził, a na gola w ekstraklasie czekał od półtora miesiąca. Voskamp przełamał się w najlepszym możliwym momencie, a jego nazwiska z kart historii wrocławskiej piłki nożnej nie wymaże już nic.
LECHIA UTOROWAŁA DROGĘ
Gdańszczanie po stracie bramki nie mieli zbyt wielu okazji na zmianę rezultatu, zaś gospodarze nie tylko koncentrowali się na obronie dostępu do własnego pola karnego, ale szukali też kolejnych trafień. Gol Voskampa ostatecznie okazał się jedynym tego wieczora na Stadionie Wrocław i Śląsk zainkasował kolejne bardzo cenne punkty w walce o mistrzostwo Polski. Piłkarze Oresta Lenczyka w kolejnych miesiącach nie bez trudu aklimatyzowali się w nowym miejscu. Następne cztery domowe mecze przyniosły Śląskowi zaledwie punkt, skuteczność wróciła za to w końcówce rozgrywek. Wygrana z Jagiellonią w 29. kolejce na trzy dni przed końcem sezonu pozwoliła awansować na fotel lidera, a o tym, co wydarzyło się 6 maja 2012 roku w Krakowie, żadnemu kibicowi wrocławian przypominać już na pewno nie trzeba.
Lechia tydzień po wizycie na Pilczycach zwolniła Tomasza Kafarskiego, jednak wymiana na Rafała Ulatowskiego przełomu nie przyniosła. Biało-zieloni wygrali tylko jeden z pozostałych pięciu ligowych jesiennych meczów, a wiosną stoczyli twardą walkę o utrzymanie. Pamiętnym zwycięstwem z Legią (1:0) w przedostatniej kolejce jednak to właśnie zespół z Trójmiasta utorował drogę Śląskowi do drugiego w historii mistrzostwa Polski.
Śląsk Wrocław 1:0 (0:0) Lechia Gdańsk
Bramka: Voskamp 51’
Śląsk: Gikiewicz – Celeban, Fojut, Wasiluk, Pawelec – Sobota (88’ Socha), Elsner, Dudek, Mila, Madej (73’ Kaźmierczak) – Voskamp (79’ Diaz) Trener: Orest Lenczyk
Lechia: Pawłowski – Janicki, Kożans, Vućko, Andriuskevicius – Traore, Pietrowski, Surma, Nowak (62’ Wiśniewski), Hajrapetjan (88’ Poźniak) – Benson (75’ Tadić) Trener: Tomasz Kafarski
Widzów: 42 771
Sędzia: Robert Małek (Zabrze)