Derby nienawiści

Nie milkną echa wtorkowych derbów Dolnego Śląska. Na tapecie znajdują się jednak nie wydarzenia boiskowe, a skandaliczne zachowanie bandytów ubranych w barwy Zagłębia i Śląska, z pobiciem Piotra Waśniewskiego na czele. Wrocławski działacz został zaatakowany po zakończeniu spotkania. Jednak drakońskie sceny rozgrywały się także dużo wcześniej. - Gdy jechaliśmy na to spotkanie widzieliśmy jak osoby odziane w barwy klubowe Śląska próbowały wymierzyć niesprawiedliwość człowiekowi w barwach Zagłębia jadącemu na mecz. Siedzącemu w samochodzie marki seat cordoba. Za samo bycie kibicem ZL – opisuje na łamach Gazety Wrocławskiej Michał Sałkowski. Jak się okazało, nie był to przypadek odosobniony. Wrocławianie zdemolowali kilka aut, 300 z nich próbowało dostać się na stadion bez biletów, zatrzymano pięciu mężczyzn, sześć osób trafiło do szpitala, w kierunku piłkarzy z Wrocławia poleciały kamienie.
Tuż przed meczem grupy pseudokibiców starły się jeszcze pod stadionem. W trakcie jego trwania lubinianie spalili flagę Śląska i urządzili racowisko. Słowna wymiana „uprzejmości” była na porządku dziennym. Podczas konferencji prasowej wyszło na jaw, że prezes Waśniewski został pobity.
Oto, co poszkodowany powiedział Gazecie Wyborczej: - Po zakończeniu meczu czekaliśmy na swoim sektorze, tak by stadion opuściła większość kibiców. Wiedzieliśmy bowiem, że emocje są ogromne, a my nie jesteśmy w Lubinie mile widziani. 25 minut po spotkaniu chciałem skorzystać z toalety, która znajduje się pod lożą VIP. Było w niej dużo osób i usłyszałem tam coś, co zapamiętam do końca życia. Jeden z kibiców krzyknął: do mnie \\\\\\\"Jak to jest być szmatą z Wrocławia?\\\\\\\". Potem inny bandyta chciał mnie legitymować, ale oszczędziłem mu tego i potwierdziłem, że jestem prezesem Śląska. Wtedy jeden z kiboli mnie złapał i próbował uderzyć głową w nos. Uchyliłem się i dlatego dostałem tylko w czoło. W tym momencie na miejscu pojawili się ubrani po cywilnemu policjanci i nas rozdzielili. Jeden z napastników zdążył jednak uciec, wykrzykując po drodze groźby pod moim adresem. W tej sytuacji mogę tylko podziękować funkcjonariuszom, że tak szybko przybyli, bo zakładam, że uratowali mi trochę zdrowia.
Michał Sałkowski pisze: - Trudno o parlamentarne słowa dla określenia kalibru czyjegoś debilizmu. Trudno będzie ogarnąć szereg zaniedbań przy zabezpieczeniu meczu podwyższonego ryzyka. Ale trzeba znaleźć winnych. A i tak smród pozostanie na lata – konstatuje dziennikarz Gazety Wrocławskiej. Wydawało się, że wraz z wkroczeniem w XXI wiek obyczaje w środowisku zmieniły się na lepsze, a wśród kibiców dokonuje się zmiana pokoleniowa, która pozwoli na przezwyciężenie stereotypu piłkarskiego kibica, a niechlubne wydarzenia z przeszłości odejdą w niepamięć. Nic bardziej mylnego.
- Tak długo jak kibole będą dla działaczy ważniejsi niż kibice, polski futbol pozostanie areną walk plemiennych, z nikłą szansą na ucywilizowanie ich uczestników - twierdzi Artur Brzozowski. Redaktor zarzuca, że kluby współpracują z kibicami, którzy obiecują porządek na stadionach. Nic takiego jednak nie następuje, na obiekcie Zagłębia dochodziło w ostatnich miesiącach do awantur. - Jak na to zareagowali działacze Zagłębia? Najczęściej tuszowali te skandale – pisze Brzozowski.
Teraz, gdy miarka się przebrała, posypują głowy popiołem. Na oficjalnej stronie Zagłębia czytamy: - Jest nam niezmiernie przykro, że z powodu chuligańskiego wybryku dwóch ludzi, których w żaden sposób nie można nazwać kibicami naszego klubu, ucierpiał nasz gość, jak również wizerunek Zagłębia Lubin( ...) Chcemy także nadmienić, że Prezes Zagłębia Lubin, Jerzy Koziński, w rozmowie telefonicznej przeprosił Prezesa Śląska Wrocław, Pana Piotra Waśniewskiego za zaistniałą sytuację.
Swoje pismo opublikowali także przedstawiciele Stowarzyszenia Fanatyków z Lubina: - Stowarzyszenie Sympatyków Zagłębia Lubin w pełni potępia akt agresji wobec prezesa Śląska Wrocław, Pana Piotra Waśniewskiego. Czyny tego typu nigdy nie znajdą aprobaty oraz usprawiedliwienia ze strony władz i członków Stowarzyszenia. Wierzymy, że ta bez wątpienia przykra sytuacja, miała charakter incydentalny i nigdy więcej nie będzie miała miejsca na lubińskim stadionie – czytamy.
- Kibole Śląska wcale nie są lepsi – kontynuuje Brzozowski. - Nie wywołują zadym na swoim stadionie, bo wiedzą, że skończy się to zakazem stadionowym. Wyżywają się więc poza nim. Wtorkowy „najazd na Lubin” zakończony wyciąganiem z samochodów przypadkowych osób i ich pobiciem to objaw całkowitego zezwierzęcenia.
Już dziś zbiera się Komisja Ligi. Podczas obrad podniesiony zostanie temat zajść na derbach. - Z doniesień medialnych wynika, że sprawa jest bardzo poważna. Będzie przedmiotem obrad Komisji Ligi, ale o możliwych rozstrzygnięciach nie chcę na razie spekulować - mówi Adrian Skubis, rzecznik Ekstraklasy SA.
Nazajutrz po spotkaniu w Lubinie swój pojedynek rozegrały drużyny młodzieżowe Śląska i Zagłębia. Po wtorkowych wydarzeniach piłkarze i sztab szkoleniowy gości w obawie o swoje zdrowie zażądali ochrony policyjnej. Po meczu schodzący z murawy przy Oporowskiej zawodnicy z Lubina wymieszali się z opuszczającymi stadion kibicami Śląska. Do niczego nie doszło.
źródło: Wyborcza / Wrocławska / własne