Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze?

Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze?

fot.:

Po starciu z Lechem jednym z najciekawszych elementów konferencji prasowej była wypowiedź trenera Macieja Skorży, który w gruncie rzeczy pochwalił Śląsk za dobry występ. Takich sytuacji w tym sezonie było więcej, dlatego w ramach #EchaMeczu zastanowimy się, dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze?



 

Początki wyjątkowo pozytywnej narracji miały miejsce jeszcze podczas pracy trenera Jacka Magiery. Wszyscy pamiętamy przecież, że “Lewkot to może być kozak”, czy “ofensywa jest kozacka”. O ile w tamtej chwili wszystkie te wypowiedzi mogły być miodem na nasze uszy, wszak Śląsk rzeczywiście grał bardzo przyzwoicie, o tyle z perspektywy czasu zestarzały się one bardzo źle. Mimo pojawienia się gorszych wyników, pozytywna narracja pozostała, co powodowało u odbiorców pewien dysonans. Najciekawszy wydaje się jednak fakt, że w tę narrację wpisywali się i wciąż się wpisują również trenerzy drużyn przeciwnych.

SPRAWIEDLIWI PRZECIWNICY, CZY KOLEDZY PO FACHU?

Pierwszym szkoleniowcem, który pokonał Śląsk bardzo wyraźnie, po czym zachowywał dużą wstrzemięźliwość przy pomeczowych wypowiedziach, był nie kto inny, niż główny pomysłodawca tego tekstu - Maciej Skorża. Po wysokiej wygranej 4:0 i deklasacji drużyny prowadzonej wówczas przez trenera Magierę, stwierdził on, że “nie wie, czy deklasacja była tak duża”, a gdyby “Śląsk utrzymał różnicę jednej bramki, to różnie mogłoby się to potoczyć”. Może była to zwykła skromność, może była to grzeczność - tak wówczas wszyscy pewnie sobie pomyśleliśmy. Gdy jednak spojrzymy na wypowiedzi innych szkoleniowców, to zaczyna zarysowywać nam się pewien schemat. 

Po innym przegranym przez wrocławian meczu, na pochwałę WKS-u zdecydował się Marek Papszun. Jego Raków wygrał co prawda we Wrocławiu zaledwie 2:1, lecz wynik końcowy nie oddawał realnej dominacji częstochowian. Na pomeczowej konferencji mówił, że “wygrać we Wrocławiu to sztuka”, a “mecz mógł pójść w dwie strony”, bo “Śląsk był lepszy w fazach przejściowych”. Oliwy do ognia dolał wówczas trener Magiera, który po spotkaniu stwierdził, że “Raków niczym nas nie zaskoczył”. Podobnie jak w przypadku porażki w Poznaniu, tutaj jeszcze taką pozytywną narrację dało się w jakiś sposób wybronić, lecz później było tylko gorzej…

ZAKŁAMANA RZECZYWISTOŚĆ

Po wspomnianych meczach Śląsk wpadł w wyraźny kryzys z przerwą na jedno zwycięstwo z Wisłą Kraków. Jednym z symptomów obniżki formy była porażka w Zabrzu z Górnikiem. Wynik 1:3 ponownie nie do końca oddaje realny przebieg tamtego spotkania - gospodarze od pierwszych minut zdominowali wrocławian, a ostateczny rezultat był najmniejszym wymiarem kary. Jak to po każdym meczu przyszła w końcu konferencja prasowa, a na niej Jan Urban stwierdził, że “Śląsk jako zespół ma dużo jakości” i “nie dziwi go, że jest tak wysoko w tabeli” (tak, jeszcze całkiem niedawno były takie czasy). 

Wówczas można było jeszcze się łudzić, że podopieczni trenera Magiery wrócą do dobrego grania, lecz takich złudzeń nie można było mieć po porażce 0:2 w Gdańsku. Po obozie przygotowawczym w Turcji Śląsk miał wejść w rundę wiosenną odmieniony, podczas gdy zagrał jedno z najbardziej niemrawych spotkań w sezonie. Co stwierdził wówczas szkoleniowiec Lechii?

“Śląsk w ostatniej rundzie miał bardzo dobre mecze i słabszą końcówkę. Uważam, że pod względem taktycznym jest to najbardziej dopracowany zespół w ekstraklasie. W tym są na bardzo wysokim poziomie, bardzo dobrze zorganizowani we wszystkich fazach, widać pomysł, widać niezwykle dużo pracy taktycznej. Zespół, który w sparingach miał wiele groźnych momentów – bardzo niskie bronienie, bardzo blisko siebie, dobrzy z kontrataku.”

- mówił na pomeczowej konferencji Tomasz Kaczmarek.

Dopracowany zespół, świetnie zorganizowany, to dlaczego tak słabo gra? Wypowiedź trenera Kaczmarka zestarzała się wręcz fatalnie - w rundzie wiosennej wrocławianie zwyciężyli przecież dopiero po zmianie trenera. 

MITYCZNE FAZY PRZEJŚCIOWE

Przytoczone dotychczas wypowiedzi można traktować jako przejaw życzliwości wobec drugiego trenera, czy solidarności z kolegą po fachu. Jest jednak jeden regularnie powtarzający się motyw, który na pomeczowych konferencjach miał miejsce nie tylko za trenera Magiery, lecz słyszeliśmy już o nim również po zmianie szkoleniowca. “Śląsk był szybki w fazach przejściowych” - mówił po przegranym 1:2 meczu Pavol Stano. Ze szkoleniowcem Wisły Płock zgodził się również ostatnio Maciej Skorża. “W niektórych fazach ta drużyna nadal jest bardzo groźna” - stwierdził po zwycięstwie 1:0 we Wrocławiu. 

Nie trzeba być Magellanem, aby odkryć, że powtarzającym się motywem w wypowiedziach trenerów są fazy przejściowe. Czym jednak właściwie one są? To nic innego niż tranzycja z obrony do ataku, lub z ataku do obrony. Analizując spotkania Śląska w bieżącym sezonie, można jednak stwierdzić, że drużyna na tej płaszczyźnie miała bardzo dużo problemów. Niezliczone są sytuacje, w których po stracie na własnej połowie zawodnicy WKS-u nie nadążali za akcją i tracili bramkę, bo byli akurat podczas fazy przejściowej. Przykład? Gole z przegranego 3:4 meczu z Bruk-Betem. Tym bardziej dziwi nas więc ogólny zachwyt nad tym elementem w grze Śląska.

LIST DO M

Tak jak w utworze Dżemu Ryszard Riedel śpiewał o tęsknocie oraz smutku zawartym w liście do matki, tak na ostatniej konferencji prasowej Maciej Skorża napisał swój list.

“Jacek Magiera wykonywał świetną pracę ze Śląskiem. Trochę szkoda mi Jacka, bo wiem, jaki to jest ambitny trener. Żałuję, że coś mu się zacięło w pewnym momencie. Uważam, że to, że Śląsk był w pucharach, to zasługa Jacka i może po części zapłacił cenę za to, że ta jesień była taka intensywna”

- mówił szkoleniowiec Lecha.

“List do M” zamienił się w list do Magiery. Po licznych “fikołkach” z sędziami, przekonywaniu, że drużyna absolutnie nie jest w kryzysie i ogólnej wiecznie pozytywnej narracji, wydawało się, że irracjonalny hurraoptymizm już za nami, lecz mimo zmiany szkoleniowca, wciąż jesteśmy przekonywani, że przecież w Śląsku było dobrze.

Dlaczego więc jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Odpowiedzi mogą być dwie - albo widzimy mniej niż trenerzy i wrocławianie rzeczywiście grają świetną piłkę, a miejsce w tabeli wynika tylko z przypadku, albo mamy do czynienia z pewnym towarzystwem wzajemnej adoracji. Oczywiście, nie ma nic złego we wspieraniu swoich kolegów po fachu, szczególnie tak trudnym fachu, jakim jest zawód trenera. W przypadku Śląska zjawisko to urosło jednak do wręcz kolosalnych rozmiarów, a znaczna część przytoczonych, ale także pominiętych wypowiedzi na temat WKS-u brzmi niezwykle absurdalnie. 

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.