Dramatyczna końcówka. KSZO - Śląsk 2:1 (0:0)

Piłkarze Śląska po raz kolejny powrócili do Wrocławia bez zdobyczy punktowej. Na zakończenie serii porażek na wyjeździe kibice WKS-u muszą poczekać co najmniej do wiosennego meczu z ŁKS-em Łomża. Do szczęścia wrocławianom zabrakło kilkudziesięciu sekund i innej interpretacji przez sędziego Radziszewskiego sytuacji w doliczonym czasie gry. Wrocławianie nie dość, że zostali ukarani rzutem karnym to Ulatowski będzie musiał pauzować za czerwoną kartkę. Paradoksalnie zespół Śląska rozegrał najlepsze od dłuższego czasu spotkanie. Mimo trudnych warunków, piłkarze grali ambitnie, walczyli i zostawili na murawie dużo zdrowia, szkoda, że nie zostalo to zwieńczone chociaż 1 punktem. Po końcowym gwizdku zawodnicy WKS-u sfrustrowani opuszczali plac gry. Po tej kolejce drugiej ligi Śląsk znalazł się w strefie spadkowej.


 

Trener Żurek nie mógł skorzystać w tym meczu z Dudka i Naskręta, którzy nie są w pełni zdrowi, za cztery żółte kartki pauzował Chrobot. Wobec takiej sytuacji wyjściowy skład Śląska nie był zaskoczeniem. W pierwszej połowie więcej z gry mieli gospodarze, jednak przewagi nie potrafili udokumentować celnym strzałem. Piłkarze KSZO często próbowali zaskoczyć Janukiewicza strzałami z dystansu, jednak brakowało im precyzji. Wrocławianie także nie potrafili wypracować sobie klarownej sytuacji strzeleckiej. Najbliższy szczęścia był Szczot, ale przegrał pojedynek z Kapsą. Tuż przed przerwą gospodarze domagali się rzutu karnego, po tym jak ich zdaniem Sourek dotknął piłki ręką w polu karnym.



Po przerwie na murawie w miejsce Ostrowskiego pojawił się Wan i wniósł on sporo ożywienia do gry Śląska. Chwile po rozpoczęciu drugiej części gry Szewczuk znalazł się oko w oko z Kapsą, ale i tym razem górą był ostrowiecki bramkarz. Tuż po tym zaatakowali gospodarze i po interwencji Wołczka znów domagali się rzutu karnego, ale gwizdek arbitra milczał. W 58 minucie piłka po raz pierwszy zatrzepotała w siatce. Ulatowski zaatakował z głębi pola, rozpędzony minął trzech rywali, wbiegł między kolejnych i silnie uderzył zza pola karnego. Bramkarz próbował interweniować, ale nie zdało się to na wiele i futbolówka wpadła do siatki. Niespodziewanie wrocławianie objęli prowadzenie, ale nie nacieszyli się nim długo. W 65 minucie z rzutu wolnego w pole karne dośrodkował Rogalski, Kanarski wygrał pojedynek z Solarzem i z bliska głową skierował piłkę do bramki. Fakt ten rozwścieczył trenera Żurka i po chwili Solarz siedział już na ławce rezerwowych, a jego miejsce zajął Rudolf. Żaden z drużyn remis nie zadowalał i zawodnicy obu zespołów dążyli do strzelenia decydującej bramki. Do końca meczu nie dotrwał Szczot, który z grymasem bólu na twarzy pokazywał w stronę ławki trenerskiej, że prosi o zmianę – zastąpił go Witkowski. Wydawało się, że mecz zakończy się remisem, gdy w doliczonym czasie gry po dośrodkowaniu w pole karne interweniujący Janukiewicz został ostro zaatakowany przez Nidzierskiego, który trącił futbolówkę, a piłkę zmierzającą w stronę bramki zatrzymał Ulatowski – zdaniem arbitra uczynił to ręką i gospodarze otrzymali rzut krany. Decyzja arbitra wzbudziła sporo kontrowersji, wrocławianie protestowali, ale nie zdało się to na wiele. Z 11 metrów celnie uderzył Rogalski i po chwili arbiter zakończył mecz.


KSZO Ostrowiec Świętokrzyski - Śląsk Wrocław 2:1 (0:0)



0:1 - 58' Ulatowski

1:1 - 65' Kanarski

2:1 - 90' Rogalski (karny)




KSZO : Kapsa - Nidzierski, Kiczyński, Rogalski, Wojtal (69' Franczak), Miąsko (46' Wójcik), Sojka, Copik, Łatkowski, Robaszek, Kanarski.



Śląsk: Janukiewicz - Solarz (67' Rudolf), Sourek, Ignasiak, Wołczek - Szczot (78' Witkowski), Rosiński, Sztylka, Ostrowski (46' Wan) - Szewczuk, Ulatowski.





Sędzia: Artur Radziszewski (Warszawa))



Widzów: 1500

źródło: własne

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.