Drwęca N.M.L.- Śląsk 1:2. (0:0)

Przed meczem trener Tarasiewicz stwierdził: - Pozycja w tabeli zobowiązuje. Jednak przez większą część spotkania Śląsk grał tak słabo, że miejscowi kibice zastanawiali się jak to możliwe, że WKS jest wiceliderem. Wrocławianom wystarczyło kilkanaście minut przyspieszenia, by to Śląsk mógł cieszyć się z kompletu punktów. Duża w tym zasługa trenerskiego nosa.


 

Pierwsza połowa była nudna jak flaki z olejem. Wystarczy powiedzieć, że żadna z drużyn nie oddała strzału w światło bramki! Głównym aktorem widowiska był sędzia, który często przerywał grę z powodu fauli, jednak przewinienia widział z reguły tylko u graczy Śląska. Mimo ostrej gry z obu stron arbiter nie pokazał żadnej żółtej kartki, by uspokoić sytuację. Małe boisko nie pozwalało wrocławianom rozwinąć skrzydeł, gra toczona była głównie w środku pola, panował spory chaos. Śląsk grał bez konceptu, a jedyna okazja do zdobycia bramki to strzał głową Dudka po dośrodkowaniu Ostrowskiego. Gospodarze prezentowali się zdecydowanie lepiej, jednak czujny Janukiewicz nie dał się zaskoczyć. Gracze Drwęcy próbowali uderzeń z dystansu, ale tego dnia mieli rozregulowane ceowniki.



Na drugą połowę oba zespoły wyszły bez zmian. Pierwsze minuty tej części nie przyniosły zmiany gry. Gospodarze widząc, że Śląskowi nie idzie śmielej zaatakowali i szybko przyniosło to efekt. W 53 minucie jeden z najlepszych w tym meczu graczy Drwęcy - Piotr Bazler prostopadle podał do Iheanacho, a ten ze spokojem precyzyjnie uderzył technicznie i Janukiewicz był bez szans. Stracony gol podrażnił graczy Śląska. Był impulsem, który spowodował, że wrocławianie wrzucili w końcu piąty bieg. Gospodarze ciesząc się z prowadzenia próbowali opóźniać grę. Doszło nawet do tego, że golkiper w ostrych i nieparlamentarnych słowach zrugał chłopca do podawania piłek za to, że pobiegł po futbolówkę. Stojący obok asystent arbitra nie zareagował. Natomiast sędzia główny zaczął w końcu widzieć także przewinienia gospodarzy i w drugiej połowie statystyka fauli nie wyglądała już tak bardzo na niekorzyść WKSu. Śląsk częściej atakował flankami, być może miało na to wpływ zmęczenie gospodarzy. Aktywny był Adrian Budka i to właśnie on w 70 minucie dośrodkował z prawej strony na drugi słupek, gdzie był już Rosiński, który bez wahania huknął z woleja. Piłka po drodze odbiła się jeszcze od jednego z graczy Drwęcy i wpadła tuż przy słupku do bramki. Wyrównanie jeszcze bardziej dodało Śląskowi skrzydeł. Kilka minut później mogło być 2:1. Dudek wypuścił Ulatowskiego, ten dośrodkował do Budki, ale Adrian został zablokowany. Gospodarze zrewanżowali się strzałem Domżalskiego, ale Janukiewicz bez problemów złapał piłkę. Jeszcze nim padł gol dla Śląska trener Tarasiewicz zdecydował się na nieoczekiwaną zmianę. W miejsce Kowala na murawie pojawił się Witkowski. Decyzja o wprowadzeniu młodego gracza, który niedawno leczył kontuzję, a nie Marcina Wielgusa była sporym zaskoczeniem. Szkoleniowiec jednak wiedział co robi. W 83 minucie wrocławianie wywalczyli rzut wolny z odległości ok. 25 metrów na wprost bramki strzeżonej przez Talika. Piłkę mocno uderzył Rosiński, a bramkarz Drwęcy nie chwycił jej, lecz odbił przed siebie. Do futbolówki dopadł Witkowski i skierował do siatki. Po chwili oszołomiony tonął w objęciach kolegów z drużyny. Od tego momentu role się zmieniły i to wrocławianie nie musieli się spieszyć. Mimo, że sędzia doliczył 4 minuty więcej goli nie padło.



Zwycięstwo cieszy, jednak gra Śląska była daleka od ideału. Fakt, że mimo słabej gry i straty gola zespół zwycięża pokazuje, że WKS ma klasę. Wrocławianie oddali 3 celne strzały, a dwukrotnie bramkarz rywali zmuszony był wyjmować piłkę z siatki. Świetne wejście po przerwie spowodowanej kontuzją miał Witkowski.



Drwęca-Śląsk 1:2 (0:0)

1:0 Iheanacho (53.)

1:1 Rosiński (70.)

1:2 Witkowski (83.)


Śląsk: Janukiewicz – Ostrowski, Ignasiak, Rudolf – Budka, Sztylka, Szewczyk, Dudek, Rosiński – Ulatowski, Kowal (67. Witkowski).


Drwęca: Talik - Wróbel, Święcki, Unierzyski, Wódkiewicz - Sawala, Wincel, Bazler (73' Filipek), Wojtaś (60' Domżalski) - Bała (87' Gołębiewski), Iheanacho.

źródło: własne

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.