Duńczycy piszą historię, Anglicy robią swoje (DZIEŃ NA EURO)

Duńczycy piszą historię, Anglicy robią swoje (DZIEŃ NA EURO)

fot.: UEFA

Turniej trwa, wspinamy się wzwyż tej drabinki, drużyn coraz mniej, a emocji coraz więcej. Wczoraj byliśmy świadkami dwóch spotkań, najpierw fantastycznie dysponowani Duńczycy podejmowali niewygodnych i świetnie zorganizowanych Czechów. A pod wieczór Ukraina mierzyła się z jednym z faworytów całego turnieju, czyli Anglią. Marzyli o niespodziance, ale różnica poziomów została brutalnie pokazana przez zespół Garetha Southgate'a.



 

3 lipca

Półfinały

Czechy 1:2 Dania

Schick 49' - Delaney 5', Dolberg 42'

Pojedynek tych dwóch drużyn to zderzenie czarnych koni tego turnieju. Zaskakująca ofensywną, atrakcyjną grą Dania podejmowała solidną reprezentację Czech. Można było się zastanawiać, jak ten mecz będzie wyglądał, czy obejrzymy kolejną kanonadę, czy jednak zwarci Czesi będą szukali sytuacji po stałych fragmentach.

Mecz się zaczął od mocnego uderzenia, bowiem już w 5 minucie Duńczycy wyszli na prowadzenie! Tym razem nie byliśmy jednak świadkami kolejnej petardy z dystansu czy akcji wahadłowych, lecz świetnie rozegranego rzutu rożnego. Piłka została dośrodkowana na 10 metr, zespół odciągnął z tamtej strefy obrońców Czech, dzięki czemu Delaney był sam i oddał precyzyjny strzał po koźle, przy którym nie miał szans Vaclik.

Logika podpowiadała, że drużyna trenera Šilhavego będzie musiała teraz mocniej zaatakować, otworzyć się, ale to też było szansą dla Duńczyków do wyprowadzenia zabójczej kontry i podwyższenia prowadzenia. I właśnie w trzynastej minucie byli blisko takiej skutecznej akcji, kiedy to Højbjerg długim podaniem wypuścił Damsgaarda, obrońca nie zdołał przeciąć piłki i pomocnik znalazł się sam na sam z bramkarzem, jednak z ostrego kąta za krótko podciął futbolówkę i drugi ze stoperów zdołał zaasekurować. Chwilę później kolejną okazję wykreowali Duńczycy. Po wrzutce Strygera znów w polu karnym odnalazł się Delaney, ale nie potrafił się odpowiednio ułożyć do uderzenia i sytuacyjnie oddany strzał minimalnie minął bramkę.

Czesi szukali swoich okazji, taką miał Holes, lecz oddał strzał wprost w Schmeichela. I to się zemściło tuż przed przerwą, po lewej stronie piłkę dostał Mæhle, prawą nogą, zewnętrznym podbiciem w biegu wrzucił na piąty metr, a tam całą akcję zamknął Dolberg, który umieścił piłkę w siatce tuż obok bezradnego bramkarza.

Na początku drugiej połowy podopieczni Jaroslava Šilhavego zaczęli grać tak, jak należało od 5 minuty. Kreowali kolejne sytuacje, ale Schmeichel czujnie interweniował po strzałach Krmencika oraz Baraka. Te strzały padały co minutę, a jak mawia klasyk - do trzech razy sztuka. I w 48 minucie kolejny cios zadał Patrik Schick, który wykorzystał dośrodkowanie z głębi pola i sprytnym strzałem tuż przy słupku strzelił bramkę kontaktową.

Od tego momentu Duńczycy nastawili się na kontry, dwie mógł skończyć bramką wprowadzony Yussuf Poulsen, ale Czechów w grze świetnymi interwencjami utrzymywał Vaclik. Po drugiej stronie także dobrze reagował Schmeichel, który interweniował przy stałych fragmentach, przez co mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 2:1 i Dania awansowała do półfinału.


Ukraina 0:4 Anglia

Kane 4' 50', Maguire 46', Henderson 63'

Nasi wschodni sąsiedzi do tego meczu podchodzili bez wielkiej presji. Oni tylko mogli kontynuować swój nieco szczęśliwy, ale jednak skuteczny rajd przez ten turniej, ale swój cel minimum tak czy inaczej osiągnęli. Z drugiej strony, Anglia mimo żelaznej defensywy i kolejnych zwycięstw, musi się mierzyć z ogromnymi oczekiwaniami co do stylu gry. To na nich ciążyła waga tego spotkania.

W takich momentach kluczowi piłkarze potrafią ten ciężar wziąć na swoje barki. Podobnie jak w meczu o 18, pierwsza bramka padła już po kilku minutach gry. Raheem Sterling ustawiony na lewej flance ściął z piłką do środka pola i zagrał penetrujące podanie między obrońcami do Kane'a. Kapitan wyszedł sam na sam z bramkarzem i strzałem tuż obok niego dał prowadzenie Synom Albionu.

Ukraina miała swoją okazję na bramkę wyrównującą po stracie Anglików w środku pola, gdy za krótkie podanie do obrońcy przechwycił Jaremczuk. Jednak przy nacisku stopera nie mógł wypracować sobie dobrej pozycji strzeleckiej i z jego uderzeniem z ostrego kąta poradził sobie Pickford.

Ten dzień na euro upłynął pod znakiem piorunujących otwarć. Tak jak Czesi potrzebowali trzech minut na zdobycie bramki w drugiej połowie, tak piłkarze Garetha Southgate'a byli jeszcze szybsi i po 60 sekundach od wznowienia gry podwyższyli. Mieli oni stały fragment po lewej stronie boiska, a głębokie dośrodkowanie na bramkę strzałem głową zamienił Harry Maguire.

Anglicy niczym polująca bestia, poczuli krew. Nie zwalniali tempa, cztery minuty i było już 3:0! Tym razem kombinacyjna akcja kolejno Mounta-Sterlinga i Shawa, ten ostatni dośrodkował do Kane'a, który strzałem głową spokojnie pokonał Buszczana. Zagadką jest, o czym myśleli stoperzy, który zdawali się być kompletnie niezainteresowani kryciem piłkarza Tottenhamu.

Po godzinie gry mógł on już mieć hat-tricka. Długą piłkę zagraną w pole karne wybił obrońca Ukrainy, jednak na tyle krótko, że poleciała wprost do Kane'a. Ten oddał fenomenalny strzał z woleja, ale tym razem świetnie na linii interweniował bramkarz. Nadal jednak było zagrożenie z rzutu rożnego. Mason Mount dośrodkował na krótki słupek, gdzie wbiegł Henderson, dołożył tylko głowę i było 4:0! Ukraina rozbita, na łopatkach.

Podopieczni Szewczenki jeszcze próbowali zdobyć chociaż bramkę honorową, ale byli w stanie jedynie oddawać strzały z dystansu, jak np. Makarenki, jednak radził sobie z nimi Pickford. Ostatecznie zabójczo skuteczna Anglia dostała się do półfinału po wygranej 4:0

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.