Duża zaliczka szczypiornistów
Okazało się jednak, że nie przypadkowo to wrocławianie byli zespołem rozstawionym (więc teoretycznie silniejszym). Śląsk bez problemów zdobył przewagę, której nie sposób stracić w rewanżu. Pojedynek przyciągnął do hali Orbita ok. 1300 kibiców, którzy liczyli na ciekawe widowisko i się nie zawiedli.
Pierwszego gola meczu zdobył z rzutu karnego Maciej Dmytruszyński, który powraca do bardzo dobrej formy po kontuzji. Goście już w pierwszych minutach przekonali się o sile WKSu i chyba stracili wiarę w awans do 1/8. RK swoją pierwszą bramkę zdobył dopiero w 8 minucie, wtedy gospodarze ustrzelili ich już 8 (skutecznie atakowali Lijewski, Salami i Dmytruszyński). Macedończycy nie wykorzystali nawet rzutu karnego, swoją drogą w świetnej dyspozycji był tego dnia golkiper Śląska Artur Banisz.
Z czasem jednak w rytm meczowy wszedł bramkarz Totuńskiego – Czuparkowski, kilkakrotnie broniąc strzały wrocławian. Niewiele mógł jednak zdziałać, gdy jego koledzy z pola popełniali koszmarne błędy. Szybka gra gospodarzy powodowała, że Macedończycy uciekali się do fauli, co z kolei owocowało licznymi karami od sędziów, a Śląsk bezlitośnie wykorzystywał grę w przewadze powiększając tylko swoje konto bramkowe. Wrocławianie pewnie wykonywali także rzuty karne, a co ciekawe wykonywali je na zmianę Jacek Wardziński i Maciej Dmytruszyński.
Po takim celnym rzucie w 13 minucie trener gości poprosił o „czas”. Na tablicy świetlnej widniał wtedy wynik 10:2 i zanosiło się na pogrom. Przerwa nie pomogła graczom z Prilepu , bowiem szybkie kontry zakończone celnymi strzałami doprowadzały szkoleniowca gości do szewskiej pasji. Jednak w 20 minucie przebudzili się Macedończycy, a właściwie Laskoski, który miał najlepiej wyregulowany celownik ze wszystkich graczy RK.
Głownie dzięki jego postawie przewaga wrocławian oscylowała tylko w okolicy 10 bramek. W ostatnich minutach gole dla wrocławian zdobywali mi. Dmytruszyński, który wjeżdżał w obronę gości, jak w masło, Wardziński, Lewicki, Gudz. Gospodarze nadal pewnie wykorzystywali rzuty karne.
11 sekund przed końcem 1 połowy gracze z Prilepu zdobywają gola na 20:11, jednak szybkie rozpoczęcie gry przez zespół WKSu owocuje bramką Salamiego na 5 sekund przed końcową syreną. Tak więc na przerwę zawodnicy schodzą przy wyniku 21:11.
Druga część pojedynku to efektowna gra wrocławian i nieudolność gości, którzy jednak często wykorzystywali luki w rozluźnionej defensywie Śląska. W 2 połowie trener Karpiński do gry desygnuje Makówkę, który nie ustępował niczym w grze Baniszowi. Także udało mu się obronić rzut karny, miał kilka dobrych obron. W ataku natomiast brylował Dmytruszyński i Michał Salami. Z drugiej strony parkietu ciężar gry wziął na siebie Laskoski, ale nie miał dużego wsparcia w partnerach.
W 41 minucie wynik brzmiał 25:13, w 44 min. 27:15, w 47 min. 48:16. Nawet gdy WKS grał w osłabieniu zdobywał kolejne gole. Widać było różnice klas obu zespołów. Kilka razy wrocławianie zaprezentowali efektowne akcje, a największe owację zdobył gol Rafała Glińskiego z 54 minuty. Piłkarz zauważył wysuniętego bramkarza gości i posłał precyzyjny strzał z pod własnej bramki.
Na 30 sekund przed końcem gola zdobywają goście, jednak powtarza się sytuacja z pierwszej połowy. Szybka akcja Śląska i Gudz ustala rezultat meczu na 38:23.
Wrocławscy kibice czekają teraz na rywala w kolejnej rundzie, bowiem nikt nie dopuszcza do siebie myśli, że w rewanżu możnaby zaprzepaścić taką przewagę.
WKS Śląsk Wrocław – RK Tutunski Kombinat Prilep 38:23 (21:11)
Śląsk: Banisz, Makówka - Lewicki 1, Gliński 4, Lijewski 2, Mokrzki 0, Wardziński 7, Gudz 4, Nowak 0, Garbacz 2, Salami 9, Dmytruszyński 9.
źródło: własne
