Dwugłos trenerski

Prezentujemy poniżej zapis konferencji prasowej, która odbyła się po meczu Śląska Wrocław z Widzewem Łódź. Niedługo dodamy pytania do trenerów. Czesław Michniewicz (Widzew Łódź): Nie mogę być w dobrym nastroju. Do 85. minuty wydawało się, że to my zgarniemy w tym meczu trzy punkty i że to my przełamiemy passę Śląska. Nic nie wskazywało na to, że w ciągu pięciu minut, może dziewięciu, bo sędzia doliczył cztery minuty, stracimy to wszystko na co tak ciężko pracowaliśmy. Zdobyliśmy dwie bramki na wyjeździe. Dwa gole po ładnych akcjach. Żałuję bardzo, że nie dowieźliśmy tego do końca. Trzy punkty są nam bardzo, bardzo potrzebne i były w zasięgu naszej ręki. Zabrakło koncentracji w ostatnich minutach i może trochę doświadczenia Pozwoliliśmy Śląskowi na odrobienie strat. Jest mi bardzo przykro, podobnie jak zawodnikom.
Nie można sprowadzać tego co stało się w ostatnich minutach tylko do sędziego. Rzut karny został podyktowany w 94. minucie i zdaje się 31. sekundzie według zegarka mojego asystenta. Sędzia doliczył cztery minuty, ale takie rzeczy się zdarzają. Sędziowie przedłużają czasami doliczony czas. Szkoda, że stało się to akurat w tym spotkaniu. W 94. minucie Maciej Mielcarz trzymał piłkę w rękach i gdyby wtedy zakończył się mecz, wygralibyśmy. Taka była decyzja sędziego. On wykonuje swoją pracę, a ja swoją.
Zostałem wyproszony z ławki za dwukrotne opuszczenie strefy dla trenera. Nikomu nie ubliżałem. Po raz pierwszy opuściłem strefę , kiedy w doliczonym czasie Marian Kelemen ustawił piłkę zdecydowanie dalej niż powinien, to było dla nas kluczowe. Na moje oko to było jakieś 15 metrów dalej niż miał miejsce faul. Dlaczego o tym mówię? Kiedyś, prowadząc Lecha Poznań byłem w ćwierćfinale Pucharu Polski z Legią i w doliczonym czasie gry podobnie zrobił Artur Boruc. Z rzutu wolnego piłka zagrana na szesnastkę, rzut wolny i odpadliśmy z rozgrywek. W tak kluczowym momencie sędzia powinien dopilnować, aby wykonać rzut wolny z miejsca, gdzie faktycznie był faul. Dlatego protestowałem, mając w pamięci to, co się stało. Oczywiście nie powinienem wychodzić na boisko, przeprosiłem sędziego. Po raz drugi opuściłem strefę tylko po to, żeby powiedzieć Szymankowi, że rzut karny, to jeszcze nie jest bramka. Sędzia wyprosił mnie na trybunę. Niemiła sytuacja, spotkało mnie to po raz pierwszy, mam nadzieję, że ostatni.
Mam na pewno żal, który towarzyszy również wszystkim członków w naszej ekipy. Trudno mówić o pretensjach, kiedy strzela się dwie bramki na wyjeździe. Przeanalizujemy stracone gole, widziałem tylko, że obydwa gole straciliśmy po rzutach z autu. Byliśmy na to bardzo uczuleni, na długie wrzutki i te strącenia głową Kaźmierczaka. Trenowaliśmy to cały tydzień. Wydawało się do pewnego momentu, że wszystko jest pod kontrolą. Powiedziałem zawodnikom, że jeśli prowadzisz 1:0, to musisz być bardzo skoncentrowany, gdy prowadzisz 2:0 wydaje ci się, że jest już po meczu i często dochodzi do niespodzianek. Przeciwnik potrafi zdobyć kontaktową bramkę i zyskuje przewagę psychiczną. Nagle musisz bronić, żeby nie stracić punktu, to nas dzisiaj spotkało.
To co Łukasz mówi to jego prywatna sprawa i nie będę tego komentować. Nigdy nie przestrzegam drużyny przed jednym zawodnikiem. Bo jeden zawodnik nic nie znaczy, a już na pewno nie wygrywa meczów.
Trzecia bramka definitywnie załatwiła sprawę. Chcieliśmy bronić mądrze, pięciu atakuje, pięciu broni. Chcieliśmy trzymać to ustawienie do końca spotkania. W kluczowym momencie zabrakło doświadczenia. Gdy Śląsk wykonywał w końcówce rzut z autu mogliśmy podejść trochę wyżej i uniemożliwić krótkie rozegranie. Tak gramy i tak będziemy grać w każdym meczu. Będziemy szukać goli na wyjeździe. Dzisiaj to nam się nie opłaciło, może w kolejnych meczach los zwróci nam to, co dziś straciliśmy.
Orest Lenczyk (Śląsk Wrocław): Zagraliśmy brzydko i źle. Widzew postawi l nam ciężkie warunki pod względem fizycznym, dobrze biegali. Chcieliśmy meczu nie przegrać, a okazało się to trudne. Tym bardziej że Widzew grał swobodnie, a my nerwowo. Zmieniło się to od momentu wejścia na boisko Łukasza Madeja. Proszę nie pisać, że to nos trenera, bo to był mój błąd, że zaczął na ławce. Dziękuję kibicom, że wytrwali do końca. Zostali nagrodzeni i nie wyszli ze stadionu zawiedzeni. Czeka nas za tydzień mecz z Koroną. Mamy swoje problemy. Przed meczem grypa żołądkowa powaliła Tadeusza Sochę. Mogłem przemeblować środek obrony, ale wpuściłem jednak Marka. Gdy było 0:2 żałowałem, że nie dokonałem tych roszad. Nie wiem, czy stał się cud. Swego dopiął dzisiaj ełkaesiak Łukasz Madej, który sprawił, że jego drużyna nie przegrała meczu, który był już przegrany.
Była w tym meczu kosmiczna ilość strat. Czy tylko dlatego, że gracze Widzewa szybko biegali i wyprzedzali naszych?
Nie potrafię mądrze odpowiedzieć, ponieważ graliśmy ostatnio z dobrymi zespołami i może w podświadomości zawodników było to, że dziś gramy ze słabszą drużyną, choć jest solidna. Napastnicy Widzewa ze swobodą stwarzali sobie sytuacje. Dziękuję trenerowi Michniewiczowi, ż nie wpuścił Dzalamidze od początku. Mamy problem w środku obrony. Zagrał też inny skrajny obrońca, więc i środkowi mają więcej roboty i ie są tak zgrani.
Część kibiców wyszła zdenerwowana…
Podobno wrócili…
Pan też opuścił ławkę przed końcem i podskoczył w momencie, gdy zobaczył, że wszyscy się cieszą.
Wiedziałem, że Mila będzie strzelał, a w holu jest piękny, duży telewizor i tam zobaczyłem bramkę. Udało mi się.
Czy w podświadomości piłkarzy siedziało to, że jak wygrają to będą na trzecim miejscu?
Od początku mojej bytności w tym klubie balon jest napompowany. A balon jak się za dużo pompuje, to pęka. Pomyślałem w pewnym momencie: „Szkoda, że on pęknie dzisiaj”. Udało się zremisować, ale kto wie, czy po tym meczu nie opadną emocje związane z liczeniem meczów. Mecz z Koroną też nie będzie łatwy. Jeśli przegrają jutro z Wisłą, to będą chcieli się na kimś zemścić.
Czy wprowadzenie Szewczuka nie było zbyt wielkim ryzykiem ze względu na brak asekuracji Gancarczyka?
Nie zależało mi na tym, co będzie z tyłu. Mogliśmy strzelić albo stracić gola. Czasem tak się zdarza. Pan wie, jakich mam zmienników i jaką kadrą dysponuję.
Nie ma Pan teraz pola manewru…
Zawodników mam, ale pytanie brzmi: jaka będzie jakość? Byłem złośliwy kiedyś do swoich zawodników i powiedziałem, że jak robię zmianę, to gra zaczyna się sypać. Po pierwszej zmianie padła bramka dla Widzewa, ale później Madej odwrócił losy meczu. Drużyna podzieliła się ze mną szczęściem.
