Dwugłos trenerski

Prezentujemy poniżej zapis wypowiedzi wypowiedzi trenerów po meczu Śląska z Koroną. Pytania do trenera Tarasiewicza pojawią się nieco później.

Marcin Sasal (trener Korony Kielce): Przede wszystkim, zależało nam, po wpadce w Pucharze Polski pokazać się tu z dobrej strony i udowodnić, że Korona potrafi grać waleczny futbol. I to nam się udało, przez 90 minut prezentowaliśmy się z dobrej strony. Uważam, że zagraliśmy poprawnie i z charakterem. Myślę, że grając w 11 wygralibyśmy ten mecz. Niemniej, punkt zdobyty na wyjeździe cieszy i jesteśmy z niego zadowoleni.


 

Pytania od dziennikarzy:
Czy jadąc do Wrocławia, próbował Pan motywować swoich piłkarzy mówiąc im, że Śląsk w ostatnich meczach u siebie przegrywa i można tu powalczyć o wygraną?
Ta drużyna w ogóle ma problem z wygrywaniem w meczach wyjazdowych. Ale dzisiaj zrobiliśmy krok do przodu i udowodniliśmy sobie, że na wyjazdach też można grać dobrze.
Dlaczego nie zagrał Ed Andradina?
To była moja decyzja, taką jedenastkę wystawiłem na ten mecz i uważam, że miałem rację. I będę się upierał, że grając w pełnym składzie z Jędrzejczykiem wygralibyśmy to spotkanie. Edi na pewno nam się jeszcze przyda.
Pana zespół wygrywał, co więc tak Pana denerwowało, że toczył tak częste dyskusje z sędzią technicznym i ostro pokłócił się z Łukaszem Madejem?
Być może dla Pana jestem anonimowy i Pan tego nie rozumie, ale mam zwyczaj żyć meczem i gorąco motywować swoich piłkarzy. Nie jestem trenerem, który siedzi spokojnie na ławce rezerwowych i ogląda mecz. Czasem trzeba kogoś sprowokować, żeby utrzymać dobry wynik.
Dlaczego nazwał Pan Madeja oszustem?
A skąd Pan wie, że tak się do niego zwróciłem?
Od samego Madeja.
Jeśli Pan wierzy Madejowi…
Tak, wierzę.
Cóż, jeśli Pan mu wierzy. On w tym meczu sprowokował kilka sytuacji na żółtą kartkę. Piłka nożna jest oszustwem, tu trzeba się oszukiwać, by wygrać mecz. Jeśli Pan tego nie rozumie, to nic na to nie poradzę. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Jeśli trzeba będzie wysłać komuś kwiaty, na pewno to zrobię. Proszę tylko zostawić adres.

Ryszard Tarasiewicz (trener Śląska): Po meczu w Warszawie liczyliśmy na zwycięstwo. Dziś trafiliśmy na przeciwnika dobrze dysponowanego, który próbował nie tylko bronić, ale też grać w piłkę. Szkoda, że nie wygraliśmy. Sytuacji sobie wielu nie stworzyliśmy, choć gdy graliśmy w przewadze, nie można było oczekiwać od Korony, że będzie grała otwartą piłkę. Chciałem wszystkim wyjaśnić, że niełatwo prowadzić moim chłopcom szybką grę pozycyjną, gdy przeciwnik stoi na czterdziestym metrze. Nie mam nigdy zastrzeżeń do naszych kibiców, ale te pojedyncze głosy, które docierają do moich zawodników, nie pomagają im w grze. Nie można grać szybko, bo z tego się robią proste błędy techniczne. Atak pozycyjny jest skomplikowany i trzeba mieć duże umiejętności, żeby wygrywać pojedynki jeden na jednego i strzelać z dystansu, gdy jest niewiele miejsca. Nie mam do zawodników pretensji.

Paweł Lorenc

Autor

Paweł Lorenc

W redakcji działam od 2007 roku. W przeszłości byłem człowiekiem od wszystkiego. Przez pięć lat pełniłem rolę redaktora naczelnego. Obecnie skupiam się jako programista na aspektach technicznych. Jestem autorem największej liczby tekstów - mam ich na koncie ponad 6 tysięcy.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.