Dwugłos trenerski

Zachęcamy do zapoznania się z wypowiedziami trenerów po meczu Śląsk - Legia.Maciej Skorża: Tak jak się spodziewaliśmy, bardzo ciężki bój stoczyliśmy we Wrocławiu. Śląsk miał bardzo dobry początek sezonu, to dobra drużyna. Cieszę się ze zagraliśmy lepiej, nie traciliśmy piłki, a także w obronie graliśmy spokojniej. Zawdzięczamy to Dicksonowi Choto, który wprowadził dużo spokoju do naszej gry. Dzięki temu mogliśmy utrzymać się przy piłce, rozgrywać ją i ten element gry na pewno poprawiliśmy w porównaniu do ostatniego spotkania. Mimo tej dobrej organizacji gry, nie ustrzegliśmy się błędu, Śląsk w drugiej połowie miał dwie dobre sytuacje, szczęściu zawdzięczamy to, że nie straciliśmy wtedy bramki. Mieliśmy swoje okazje, ale to bardziej były takie strzały z dystansu, nieprzygotowane. To posiadanie piłki, długa gra nią, to były dobre strony naszego występu.
Natomiast brakowało nam ostatniego zagrania, zimnej krwi. Posiadanie piłki, rozgrywanie, to nasza mocna strona, ale brakuje nam zimnej krwi pod bramką rywala. Duża radość z tych trzech punktów. Cieszę się, że to Maciej Rybus strzelił bramkę, miał ostatnio urodziny, zrobił sobie prezent.
Gdyby Choto nie miał zgody od doktora Machowskiego to by nie zagrał. Trenował z nami cały tydzień i jedynym znakiem zapytania była jego dyspozycja, ale wierzyłem, że tak doświadczony piłkarz sobie poradzi. To była dobra decyzja, że wystąpił.
Między 70., a 80. minutą meczu to był decydujący ale trudny dla nas moment spotkania, wiedziałem, że kto strzeli ten wygra. Miałem przygotowane zmiany do końca z nimi czekałem, gdy zawodnicy łapali kartki, ale wierzyłem, że tym ustawieniem zapracujemy sobie na gola.
To był czwarty mecz Rybusa na przestrzeni ostatnich kilku dni, dlatego zaczął ten mecz na ławce rezerwowych. Liczyłem, że wniesie spokój w ataku, rozerwie obronę rajdem i się na nim nie zawiodłem.
Pierwsza połowa nie była na takim poziomie mentalnym jakiego oczekiwałem od swoich zawodników. Mało znam tą drużynę by powiedzieć z czego to wynikało, ale na pewno zabrakło nam chęci zwycięstwa za wszelką cenę, dołożenia dodatkowych sił, pasji w walce o każdą piłkę. W drugiej połowie tego nie zabrakło i dzięki temu wygraliśmy mecz.
Śląsk mnie nie zaskoczył, raczej potwierdził, że jest zespołem nieobliczalnym, który ma dobrych piłkarzy i może walczyć o wysokie lokaty w tym sezonie.
Nie wypada mi narzekać po wygranym meczu na tak trudnym terenie, natomiast jestem zawiedziony tym, że brakowało nam zimnej krwi. Potrafiliśmy podejść na 30-40 metr, rozegrać tę piłkę, ale brakowało wycofania na pole karne, uderzenia i to jest materiał dla mnie do przemyśleń.
Ryszard Tarasiewicz: Uważam, że kibice obejrzeli bardzo dobre spotkanie, szkoda, że moi chłopcy, po dobrej grze, nie zostali zrekompensowani zdobyczą choćby jednego punktu. Przygotowujemy się do następnego meczu z Lechią i myslę, że jak będziemy grali w takim stylu jak do tej pory to będziemy zdobywać te punkty. Dzisiaj się tego nie udało. Dużo wysiłku włożyli moi piłkarze, tego mi szkoda, byliśmy dobrze zorganizowani, mielismy swoje klarowne sytuacje, ale można patrzeć optymistycznie po trzech meczach przed następnym z Lechią Gdańsk.
Z takimi zespołami jak Legia, z dobrą linią obrony wzmocnioną Dicksonem Choto, musimy sobie jasno powiedzieć, nie będziemy mieli dużo więcej sytuacji i takie sytuacje jakie mielismy powinno się wykorzystywać.
Choto gra bardzo dobrze. Czy przygotowany, czy nie, on ustawia się dobrze, ma taką naturalną dużą moc. Ale musze przyznać, że Vuk dobrze sobie z nim radził, może bez klarownych sytuacji, ale zastawiał się, utrzymywał przy piłce. Nie ulega wątpliwości, że Choto w obronie Legii to o 30-40 procent lepszy cały zespół z Warszawy.
Normalnie powinienem powiedzieć, jako że Sobota to mój zawodnik to powinien trafić do kadry, ale że to dopiero jego trzeci mecz w Ekstraklasie to proszę o trochę spokojniejsze opinie. Ogólnie uważam, nie tylko w sprawie moich zawodników, że trzeba poczekać, chociaż teraz tylu piłkarzy powołujemy… Jak się gra w mniejszych klubach, gdzie ta presja jest mniejsza, to piłkarzom może być łatwiej. Jednak dzisiaj widzieliśmy, że Sobota nie ma kompleksów, udźwignął on ten ciężar najtrudniejszy dla każdego sportowca, czyli pokonał tę barierę psychiczną. Chciałem już go sprowadzić dwa lata temu, ale działacze Śląska się nie zgodzili, ale może ta jego droga etapami, liga po lidze, była dobra dla niego. To bardzo uniwersalny zawodnik, może grać na prawej, na lewej stronie, a także w środku, jak w ostatnich minutach. Liczyłem, że przechwyci piłkę, pomoże w konstruowaniu akcji, miał odbierać te piłki i odbierał. Wiadomo, że tam było większe zagęszczenie pola, gdzie trudno piłkę przyjąć i ją rozegrać, ale on to potrafi i to robił.
Po zmianie w 81. minucie, gdy chciałem odciążyć zabieganą linię pomocy, która spłaszczyła się z linią obrony, doszedłem do wniosku, że trzeba bardziej zabezpieczyć linię środkową. Wiedzieliśmy, że będziemy mieli swoje sytuacje, Madej może z głębi zaatakować, Sobota dodał nam dynamiki w środku, a Ćwielong tez się dobrze trzymał. Goście mieli przewagę w środku pola jednego zawodnika, ale skutecznie ich neutralizowaliśmy w tej strefie, ale potrzeba było w tym momencie więcej dynamiki wpuszczając Madeja i potem Marka Gancarczyka i Łukasza Gikiewicza.
Na boisku wydawało mi się, że Diaz miał łatwą sytuację, ale obejrzałem powtórki i już widziałem, że piłkę dostał trochę za plecy, było to dużo trudniejsze niż myślałem. Nigdy nie mam do zawodników pretensji w takich sytuacjach, co innego gdyby miał on trzy takie sytuacje.
