Dziwny przypadek Mateusza Praszelika
fot.: Krystyna Pączkowska/slaskwroclaw.pl
Krótko trwała radość młodego pomocnika Śląska z powołania do reprezentacji młodzieżowej. Grę w biało-czerwonych barwach uniemożliwił mu zaskakujący wynik testu na koronawirusa.
Niemałe musiało być zdziwienie kibiców Śląska, którzy w piątkowy wieczór przeczytali komunikat informujący o zmianach w kadrze U-21 przed meczem kwalifikacji MME z Łotwą. Obok zakażonych koronawirusem ligowców, takich jak Karol Fila czy Adrian Gryszkiewicz, widniało nazwisko… Mateusza Praszelika. Sęk w tym, że były legionista przeszedł chorobę już dwa miesiące temu i dziś jako ozdrowieniec może normalnie trenować z zespołem i uczestniczyć w meczach ligowych.
"Z naszych informacji wynika, że piłkarz został poddany rutynowym testom zleconym dla kadrowiczów przez PZPN. Wynik był pozytywny, co w przypadku ludzi, którzy już uporali się z chorobą, czasem się zdarza. Tego federacja jednak nie wzięła już pod uwagę" -
- czytamy w "Przeglądzie Sportowym".
Praszelik został przebadany ponownie, tym razem w klubie, a test wskazał wynik ujemny. Dzięki temu 20-letni piłkarz Śląska mógł spokojnie przygotowywać się do rywalizacji z Górnikiem i w sobotni wieczór wystąpił w wyjściowej jedenastce. Do reprezentacji Macieja Stolarczyka, przed zaplanowanym na 17 listopada spotkaniem, jednak już nie wróci.
- Pytania w tej sprawie powinny być kierowane do PZPN, który ma swoje procedury i jak rozumiem, według nich postąpił. U nas wynik wyszedł negatywny, dlatego nie widzieliśmy przeciwwskazań do występu Mateusza przeciwko Górnikowi
- mówi nam rzecznik Śląska Tomasz Szozda.
Ofensywny pomocnik wrocławian w tej przerwie na reprezentację musiał zatem obejść się smakiem. Pozostaje liczyć, że kuriozalna decyzja PZPN będzie dla niego motywacją, która pozwoli zapracować na kolejne powołanie w marcu.