Ekstraklasa, jakiej nie znamy
fot.: Paweł Lipnicki
Nie minął nawet miesiąc od powrotu piłkarzy na polskie boiska, a meczom ponownie towarzyszy obecność kibiców na trybunach. Nauka życia w nowej rzeczywistości wymaga jednak cierpliwości.
Ograniczenie możliwości wejścia kibiców do 25% pojemności stadionu mocno uderzy w średnią frekwencję na Stadionie Miejskim we Wrocławiu. Przed wybuchem pandemii zaledwie trzy razy w tym sezonie zdarzyło się, by domowy mecz Śląska z trybun oglądało poniżej 10 tysięcy ludzi, a teraz ta liczba staje się sufitem. Na pierwszym planie jest jednak bezpieczeństwo kibiców, bo otwarcie stadionów to krok do normalności, ale i duży kredyt zaufania. Jeśli zostanie nadwyrężony brakiem odpowiedniej organizacji, kolejna szansa może być bardzo odległa.
- Niezbędne jest zachowywanie dystansu społecznego, więc układ zajętych krzesełek na trybunach będzie przypominał szachownicę. Przy rozdysponowywaniu biletów priorytetowo traktujemy karnetowiczów – w ciągu pierwszych 72 godzin po rozpoczęciu sprzedaży, mieli możliwość wyboru miejsca spośród dostępnej puli
- mówi rzecznik Śląska Tomasz Szozda.
Pierwsza odsłona nowej normalności na stadionie Śląska będzie miała miejsce przy okazji przyszłotygodniowego meczu z Cracovią. I tym razem nikt nawet nie pomyśli o narzekaniu na niekorzystny termin w środku tygodnia. Takie głosy na porządku dziennym były 4 marca, gdy Śląsk w środowe popołudnie podejmował Koronę (2:1) w obecności raptem 6149 kibiców. Konia z rzędem temu, kto wtedy przewidziałby, że właśnie żegna się z nimi na grubo ponad trzy miesiące.
Na złagodzeniu ograniczeń dotyczących uczestnictwa kibiców w meczach skorzystają również dziennikarze. Po wydaniu zgód niezbędnych do organizacji imprezy masowej na danym stadionie, limit dotyczący możliwości wejścia przedstawicieli mediów wzrośnie z 15 do 25 osób, a fotoreporterów z 10 do 15.
- Kluczowy pozostaje jednak element izolacji, w związku z czym dziennikarze nadal nie będą mieli możliwości uczestnictwa w pomeczowych konferencjach prasowych ani rozmów z piłkarzami w strefach mieszanych. Takie materiały niezmiennie będą udostępniane przez kluby
- mówi manager ds. komunikacji Ekstraklasy SA Bartłomiej Orzechowski.
Maseczki, rękawiczki i mikrofony na wysięgnikach pozostaną codziennością reporterów w dobie pandemii. Zachowywany dystans społeczny w telewizyjnym obrazku wygląda zaskakująco dobrze, a nie bez znaczenia jest też funkcja edukacyjna przypominająca, że zagrożenie nadal istnieje. Na stadiony nie wracają jeszcze komentatorzy, którzy od momentu powrotu rozgrywek pracują w „dziuplach” w swoich redakcjach. Ostrożność to w tym przypadku tylko część uzasadnienia. Wbrew obawom, ich zniknięcie ze stadionów nie spowodowało znaczących uszczerbków dla jakości transmisji, zatem swoisty eksperyment można kontynuować.