EURO: Nie popełnić tych samych błędów (FELIETON)

EURO: Nie popełnić tych samych błędów (FELIETON)

fot.: youtube.com/ŁączyNasPiłka

Koniec mistrzostw, do widzenia. Ten mem z Jackiem Gmochem z 2002 roku na swój sposób mnie prześladuje. Jestem z pokolenia urodzonego w latach 90., któremu turnieje z udziałem kadry kojarzą się ze stałym schematem: nadzieja, ostatnia szansa, o honor. Mam jednak wrażenie, że tu sytuacja jest zgoła odmienna, choć ostatecznie wynik jest taki sam. A jesteśmy w momencie, gdy możemy naszą piłkę określić na długie lata.



 

Jesteśmy przegrywami. Powiedzmy sobie szczerze. Jako naród piłkarski mamy uwielbienie do zwycięskich remisów, rozpaczliwej defensywy i jednoczenie jesteśmy przeorani rozczarowującą piłką klubową. W studiach raz po raz wypowiadają się eksperci z lat dawno minionych. Jan Tomaszewski opowiada swoje ostre, ale raczej mało związane z rzeczywistością mądrości. Potem wyjdzie selekcjoner Antonii Piechniczek i będzie opowiadał o piłce, choć zatrzymał się na tej z poprzedniego wieku. Ostatecznie nawet rządzący PZPN Zbigniew Boniek będzie rzucał, tak jak wczoraj, analogie do kadry Jacka Gmocha. 

Żyjemy przeszłością, patrzymy wstecz, przy każdym sukcesie obracamy się za plecy poszukując demonów, które nas nękają. Choć najczęściej są elementem naszej wyobraźni i braku rozważenia, analizy, skąd się problemy wzięły. 

Dreptanie w kółko 

Wish You Were Here jest utworem, który dla mnie idealnie oddaje sytuację w naszej piłce. Ślepo popełniamy te same błędy, miotając się od ściany do ściany. Żyjemy mitem, że Polacy, to tylko 4-4-2 i defensywka. Dokonujemy sami na sobie piłkarskiej kastracji, a potem się dziwimy, że jak jedziemy na turniej, to szczytem marzeń jest wyjście z grupy. 

Przed mundialem prezes Boniek przedstawił porównanie o wyjściu do klubu i kto, kiedy z niego wychodzi. Mam wrażenie, że z naszą mentalnością, to cieszymy się, że uzbieraliśmy 20 zł na wejście i potem stoimy pod ścianą i sączymy piwo, bo nie potrafimy tańczyć, bo nie mamy luzu, a bo coś boli. 

I tak jak żyjemy w tej kulturze piłkarskiego przegrania, tak po raz pierwszy od dawna mieliśmy kadrę, która po straconej bramce nie załamywała się. Jak żyję, skojarzenie meczu Polski z Hiszpanią to była historia o okupowaniu pola karnego byle by nie przegrać. A ten zespół pokazał, że można inaczej. Oczywiście, to nie było granie z dominacją na przeciwniku, trzeba znać swoje miejsce. Ale był pomysł, który przy odrobinie szczęścia mógł dać fenomenalne efekty. Ktoś powie, no ale to też kolejny zwycięski remis. Tak, ale osiągnięty zupełnie innym nastawieniem i środkami.

Dobre to, czego nie ma

Szczerze mówiąc, śmieszą mnie komentarze, że lepszy by był Brzęczek, bo byśmy wygrali ze Słowacją, bo może byśmy coś urwali Szwecji i poszli dalej. No i fajnie. Tylko, że nawet to nie jest pewne, bo nie wiadomo, czy ta kadra by ze sobą wytrzymała tyle czasu w toksycznej atmosferze. I czy te wyniki by przyszły, a nawet jeśli, to pewnie w 1/8 byśmy dostali znów w przysłowiowy ryj. 

Przy tym, co zaprezentował zespół Sousy, to nawet jeśli nie było wyników, to było widać pomysł na grę, na rozpracowanie przeciwnika. Mimo gry w 10 to my dominowaliśmy Słowację. Szwedzi wyprowadzili 3-4 akcje, ale to my prowadziliśmy grę. Nawet jeśli polegała ona mocno na wrzutkach, to jednak pod bramką Olsena się coś działo. To nie było bezradne granie lagą od Glika na Roberta. Tu jest potencjał, który trzeba rozwijać. Rozwinąć się w budowaniu akcji na wahadłach, na operowaniu w środkowej strefie. A mamy do tego zawodników.

Nieszczęsny 

Piłka nożna, przy niskiej liczbie zdobywanych punktów w trakcie meczu jest sportem, który mocno polega na szczęściu i pechu. Mam wrażenie, że latem kilka czarnych kotów przebiegło przed autobusem kadry na wiosennym zgrupowaniu i stąd taka dawka pecha. No bo tak: 

  • Przed turniejem wypadają: Reca, Bielik, Góralski, Milik, Piątek, kolejni przez urazy nie mogą brać udziału w sparingach; 
  • W pierwszym meczu zawodnik Słowacji zalicza świetny rajd, ale przy tym wszystkim, wykorzystując błąd indywidualny, a jeszcze piłka odbija się tak, że Szczęsny przechodzi do historii bramką samobójczą; 
  • W kluczowym meczu piłka od Isaka odbija się tak, że przelatuje obok Jóźwiaka, który normalnie by wyczyścił całą akcję;
  • I ta poprzeczka;

I okej, można mówić, że do pecha nie można ostatecznego wyniku sprowadzać, ale w tym turnieju miało to ogromne znaczenie. 

Na koniec dnia wszystko wiąże się z jednym: albo możemy dać szansę selekcjonerowi rozwijać swój pomysł, który jest wymagający albo zejść z tej obranej ścieżki by doświadczyć kolejnego już deja vu. Tylko czy to jest dobry moment na rezygnacje. To, czego każdy w życiu się raczej nauczył, doświadczył, to że trudne rzeczy wymagają czasu. Nie możemy się dziwić, że ta kadra nie zrobiła wyniku na tu i teraz.

Kibice Śląska akurat najlepiej doświadczyli, że czasem warto zaryzykować, zmienić podejście, aby zebrać owoce. Jacek Magiera też dokonuje odważnych wyborów wśród piłkarzy, też stawia na nieoczywistą formację, też stawia na piłkę ofensywną, gdzie to Śląsk ma grać swoje, a nie reagować na to, co zrobi przeciwnik. I taką ścieżką powinna podążać reprezentacja. 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.