EURO: Śląskowe związki ze Szwecją

EURO: Śląskowe związki ze Szwecją

fot.: Adam Szyszka

Przed nami ostatnie grupowe starcie Biało-Czerwonych. Po wpadce ze Słowacją i niesamowitej walce z Hiszpanami podopieczni Paulo Sousy mają los w swoich rękach. Wygrana ze Szwecją zapewni nam udział w fazie pucharowej, każdy inny rezultat będzie oznaczał pożegnanie z imprezą. Jednak zanim rozpocznie się to starcie, przedstawiamy kilka szwedzkich wątków, które połączyły ten skandynawski kraj ze Śląskiem Wrocław.



 

Porównując do naszych grupowych rywali, zdecydowanie więcej mogliśmy się doszukać zawodników słowackich i hiszpańskich w historii Śląska Wrocław, niż graczy pochodzących właśnie ze Szwecji. Jednak kibice na bieżąco śledzący postępy zielono-biało-czerwonych z pewnością pamiętają jednego bramkarza, który jednak na długo przy Oporowskiej nie zagościł.

Ivo Vazgec – szwedzki rodzynek we wrocławskim serniku

Losy tego bramkarza, który 1 lipca 2009r. podpisał umowę ze Śląskiem od jego wczesnej młodości były zagmatwane. Urodził się bowiem na terenie dawnej Jugosławii (dzisiaj Bośnia i Hercegowina), a tamte czasy na Półwyspie Bałkańskim nie należały do najłatwiejszych, kraj pogrążył się w wojnie domowej, a przyszły bramkarz Śląska wraz z rodziną wyemigrował do Szwecji.

Co ciekawe, zagrał nawet jedno spotkanie w szwedzkiej młodzieżówce, z Finlandią (0:0). Pomimo posiadania obywatelstwa kraju trzech koron, Vazgec od zawsze deklarował, że z pochodzenia jest Chorwatem i jego marzeniem jest gra w reprezentacji tego kraju. Jego historia potoczyła się jednak inaczej. Najpierw grał na drugim poziomie rozgrywkowym w Szwecji, a po eskapadach w greckiej Larisie i duńskim Aalborgu postanowił zawitać do Polski. Ostatnim przystankiem przed Wrocławiem było IFK Norrkoping, a Śląsk pozyskał go na zasadzie wolnego transferu.

Szwedzki niewypał

Ekstraklasy jednak nie zawojował, bo wystąpił w zaledwie 7 meczach (plus 1 pucharowym), choć jego debiut przypadł na zwycięstwo z Cracovią (2:0). Powodem, dla którego Vazgec po zimowej przerwie nie powąchał już murawy, było przyjście do zespołu Mariana Kelemena, z którym 23-latek przegrał rywalizację. Efekt? Po zaledwie roku szwedzki bramkarz pożegnał się z Wrocławiem i wrócił do Szwecji. Co ciekawe, jego zatrudnienie rozważała 3 lata później Cracovia, ale najwyraźniej dla Ivo polski rozdział jego piłkarskiej historii skończył się wraz z opuszczeniem stolicy Dolnego Śląska.

Śląsk vs. Szwedzi – pucharowe potyczki

Być może nie wszyscy pamiętają, ale w europejskich pucharach Trójkolorowi mierzyli się ze szwedzkimi drużynami aż 3 razy. Zanim przejdziemy do ostatniego występu na arenie międzynarodowej przeciwko IFK Göteborg, to przenieśmy się w czasie do sezonu 1975/76, kiedy to Śląsk debiutował w Pucharze UEFA, a jego rywalem była inna drużyna z Göteborga, czyli GAIS. Pierwsza potyczka na wyjeździe zakończyła się porażką 1:2, kiedy to Pallson na 5 minut przed końcem wykorzystał rzut karny.

I chociaż starcie na Stadionie Olimpijskim również nie zaczęło się po myśli wrocławian, to wtedy do akcji wkroczył Janusz Sybis. Dwukrotnie pokonał bramkarza gości jeszcze w pierwszej połowie, a w 74. minucie skompletował hat tricka. Rywale próbowali się jeszcze podnieść, ale dzieła zniszczenia dopełnił w końcówce Tadeusz Pawłowski. Efektowne 4:2 wywołało euforię na trybunach, a przypomnijmy, że ekipa prowadzona wtedy przez Władysława Żmudę wyeliminowała w kolejnej rundzie Royal Antwerp, a przeszkodą nie do pokonania okazał się dopiero legendarny Liverpool. Jak zaczynać, to z przytupem…

Bolesne wspomnienia

Dalsze wspomnienia wrocławskich kibiców związane ze Szwecją nie są już takie piękne. Po sezonie zwieńczonym mistrzostwem kraju przyszło nam się mierzyć z Helsingborgs IF w 3. rundzie eliminacji do elitarnej Ligi Mistrzów. Niestety, było to spotkanie z rodzaju tych, o których wolelibyśmy zapomnieć. Na własnym boisku w dosyć kompromitujący sposób wrocławianie ulegli 0:3, a dodatkowo w samej końcówce drugą żółtą kartkę otrzymał Rok Elsner, osłabiając zespół w rewanżu. W Szwecji zespół Oresta Lenczyka dobrze zaczął, bo bramkę zdobył Cristian Diaz, ale nadzieje zostały zgaszone później, gdy z podróży wracaliśmy z plecakiem cięższym o 3 gole. Dalszy los dobrze znamy, 10 goli straconych w dwumeczu z Hannoverem 96 i koniec przygody z eliminacjami do pucharów.

Na sam koniec historia najnowsza, czyli wspomniany już IFK Göteborg z sezonu 2015/16. U siebie Śląsk ugrał bezbramkowy remis, natomiast wszystko rozstrzygnęło się w drugiej połowie meczu w Szwecji. Podopieczni Tadeusza Pawłowskiego w 5 minut stracili 2 gole i marzenia o Lidze Europy trzeba było odłożyć na później. Już za niedługo szansa na dobre zaprezentowanie się w eliminacjach do Ligi Konferencji UEFA, gdzie Śląsk podejmie estońskie Pajde Linnameeskond. Ale zanim ten mecz, zobaczymy, czy Biało-Czerwoni podołają zadaniu skruszenia szwedzkiego muru w Sankt Petersburgu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.