EURO: Wspaniałe było, nie zapomnę go nigdy! (PODSUMOWANIE)

EURO: Wspaniałe było, nie zapomnę go nigdy! (PODSUMOWANIE)

fot.: wembleystadium.com

Cóż to był za turniej. To EURO oglądałem tak, jakbym wsiał w pociąg nostalgii i przeniósł się w te wyidealizowane czasy ze wspomnień, kiedy to każdy mecz zdaje się fenomenalny, jest mnóstwo historii, które dodają jeszcze większej głębi. Warto sobie to zebrać w całość. 



 

Jestem z tego pokolenia, któremu tata opowiadał o Mundialu 74 i że kiedyś to były turnieje, a teraz to nie ma. Jeśli kiedyś będę miał dziecko, to już je przepraszam za to, ale nadejdzie taki moment, że będę z równym rozrzewnieniem opowiadał o Euro, które zakończyło się wczoraj. A opowiadał będę w ten sposób zapewne.

A ten Donnarumma, to był kot 

W międzyczasie zdążył dopiąć transfer do PSG. Ale przede wszystkim zagrał fenomenalny turniej. Nie miał interwencji wiele, ale kiedy już miały one miejsce, to były one do wykonania przez kogoś w szczycie formy. Czy to w meczu z Belgią, gdy zatrzymywał rozpalonych żądzą sukcesu piłkarzy Czerwonych Diabłów, czy w finale rzutów karnych. Bramkarzowi łatwiej jest funkcjonować pod ostrzałem. Tylko wybitne jednostki potrafią utrzymać koncentrację przy długich fazach spokoju. A Gianluigi to robił.

Ktoś może powiedzieć: chłopie, stuknij się w głowę, taki ofensywny turniej, a Ty dajesz bramkarza na piłkarza turnieju? A ja się stuknę w głowę i powiem: tak.  

Duńczykiem być 

Tak jak sobie nie wyobrażam, że Kwinto mógłby działać bez Duńczyka, tak samo nie wyobrażam sobie tego turnieju bez fenomenalnej historii, jaka została napisana przez podopiecznych Kaspera Hjulmanda. Pamiętam, jak ten mecz oglądałem w barze z kumplem i jak zobaczyliśmy co się dzieje na Parken, jaka cisza zapanowała. Tam, na stadionie, u nas, w barze. Wszystko się zatrzymało na chwilę w oczekiwaniu na rozwój sytuacji. Szczęściem w nieszczęściu było to, że już opuszczając murawę Christian Eriksen wrócił do nas wszystkich.

Ale Ci Duńczycy... kto się spodziewał, że potencjalnie pozostawieni bez swojego lidera będą grali tak wspaniale. Będą prezentowali tak ofensywny futbol, a walczyli do ostatniego momentu o wyjście z grupy. Że Højbjerg stanie się kreatorem gry. Że tak fenomenalne wahadła będą pracowały jak tłoki silnika. Może to i lepiej nawet, że odpadli z Anglią w półfinale. Bo mogli to zrobić z podniesionym czołem, a jednocześnie odczuwali trudy EURO. Kto wie, czy przez to finał niebyłby jednostronny. Jednak nadal, są dla mnie największym zespołowym zaskoczeniem tego turnieju.

Wątpliwej jakości kebab 

Czarny koń. 

Czarny koń. 

Czarny koń. 

Raczej czarne źrebie, takie co stoi na tych swoich kikutach cienkich ledwo co. Tyle było oczekiwań, taki tam miał być potencjał i kilka gwiazd. Pokładano nadzieje w Yilmazie, który przyczynił się od ogromnej niespodzianki we Francji i miał pomóc swoim rodakom teraz. Może mógł być tym bohaterem Calhanoglu, który okrzepł we Włoszech?

Ostatecznie jedynie im się udało trzy razy zebrać oklep, a potem można jechać na wakacje. Rozczarowanie jak pewien kebab w okolicy rynku, który jako jedyny działa nad ranem blisko Pasażu Niepolda. W tym wszystkim jest jednak pewien pozytyw. Dzięki ich obecności na tym turnieju polskie problemy były mniej zauważalne. Tak czy inaczej, są dla mnie największym rozczarowaniem. 

Siła sentymentu 

Ah, gdyby tylko Jerzy Brzęczek został. Wygrywamy ze Słowacją, Szwedom urywamy punkty, a potem? Potem może zdarzyć się wszystko. Świat by mówił nie o Danii, tylko fenomenalnie zorganizowanych Polakach, którzy optymalnie wykorzystali to co mieli i dostali się do finału. No prawie wygrali! Brzęczek wiedział co robi. 

Ta reakcja wielu osób na zakończenie udziału Polski w Euro na fazie grupowej była absurdalna. Można zrozumieć wiele, Sousa też popełnił błędy, mógł podjąć inne decyzje. Ale wzdychanie do Jerzego Brzęczka, bo miał dobre mecze w 19 roku to był absurd. Nagle pech na turnieju zamazał wspomnienia i logiczne myślenie. Nie miało już znaczenia, że byliśmy bezradni z Holandią, nie byliśmy w ogóle w stanie wyjść z własnej połowy. Nie miało znaczenia to, że z rywalami podobnego kalibru do nas potrafiliśmy się bronić i wypuścić 2 kontry, ale ogólnie to było więcej szczęścia w tym, niż taktyki. 

Zagraliśmy turniej niezły, w którym mieliśmy sporo nieszczęścia i popełniliśmy indywidualne błędy. Ale to nie tak, że wyglądaliśmy tak źle, jak w 2008 czy 2012. Taki mecz jak z Hiszpanią wtedy był marzeniem. Wierzę, że taką radość, jak powyżej jeszcze kilkukrotnie tej jesieni zobaczymy. Natomiast największym minusem tego turnieju są dla mnie eksperci, którzy niedawno kamienowali poprzedniego selekcjonera, a teraz znów zapałali do niego miłością niezmierną. 

28 czerwca 2021, co to był za dzień 

Jak żyję, tak wspaniałego piłkarsko dnia nie pamiętam. Już kilka turniejów zaliczyłem, ale tu było wszystko. Wiele bramek: tych z gatunku absurdalnych jak, samobójcza Pedriego, jak i tych przepięknych, jak pocisk ziemia-powietrze Pogby. Trenerzy, którzy dokonywali świetnych zmian, jak Zlatko Dalić, którego rezerwowi wyrwali remis już przed 90 minuty. Był też Didier Deschamps, który postanowił zmienić formację na trójkę w obronie i od początku był widoczny dyskomfort w grze jego zespołu.

Była tu też swoista równowaga w wydarzeniach. Z jednej strony Chorwacja dogoniła faworyta, ale ostatecznie nie była w stanie przechylić szali na swoją stronę. Z drugiej, był ten szwajcarski kopciuszek, który sprawił ogromną niespodziankę. Futbolowi bogowie stwierdzili, że od osiemnastej do północy zmieszczą wszystko, co najlepsze w futbolu. I zrobili to bosko.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.