Europejska przygoda odłożona o rok (FELIETON)

Europejska przygoda odłożona o rok (FELIETON)

fot.:

Kto by na początku uwierzył, że szanse na fazę grupową były tak duże? Kto się spodziewał, że Śląsk zaprezentuje ofensywną piłkę, że strzeli tyle bramek, że mecze będą zaprzeczeniem nudy i będzie od 90 minut od ostatniej rundy eliminacji. A jednak, Izraelici zamknęli Śląskowi bramy do fazy play-off, jak morze czerwone przed ścigającymi Egipcjanami. 



 

To jest dobry moment, by spojrzeć na te eliminacje z szerszej perspektywy. Po kilku dniach emocje już tak mocno nie targają, był czas, aby przeanalizować to, co się wydarzyło.

Filmowa historia... 

Warto w tym wszystkim jednak cofnąć się dalej niż do pierwszego meczu z Araratem. Wszyscy zapominamy, w jakich warunkach WKS awansował do Ligi Konferencji. To nie był rajd, sprint jak na ostatnich metrach wyścigu kolarskiego. Jeśli już, to raczej miała miejsce potężna kraksa tuż przed metą i to akurat Śląsk dzięki odpowiedniemu układowi zdarzeń zajął czwarte miejsce. Sam żartowałem przed 30. kolejką z nawet mniej nieprawdopodobnego scenariusza niż ten, który ostatecznie się wydarzył. 

Może w meczach z przeciwnikami o przeciętnej renomie zapomnieliśmy, skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy. Że ten awans nie był wywalczony w cuglach, że jesteśmy przedstawicielami ligi, która jest na peryferiach europejskiego futbolu. Przecież przed pierwszym meczem z Araratem miały miejsce rozważania, czy lepiej nastawić się defensywnie i skupić na meczu rewanżowym, czy zaatakować mimo ciężkich warunków. Jak pokazał trener Magiera, można zapomnieć o wymówkach i zagrać swoje. 

… która nie została dokończona 

Od początku tej przygody, z każdym meczem zapalała się kolejna lampka ostrzegawcza związana z postawą defensywy. Poza rewanżowym meczem z Paide, w każdym meczu przydarzały się większe klopsy, które kończyły się bramkami. W pewnym momencie blask z tych świateł alarmowych był równie mocny, jak szklarni w Siechnicach. 

Można się zastanawiać, czy gdyby nie błąd Lewkota, fatalne 7 minut, to czy bylibyśmy w stanie przejść Anarthosis. Pewnie tak, to był przeciwnik jak najbardziej w zasięgu. Jednak taki sukces, jak jesień w pucharach byłby logiczny? O ile futbol nie raz jest daleki od logiki, to w dłuższej perspektywie odziera ze złudzeń. I to dotyczyło Śląska. Zamiast scenariusza, gdzie bohater mimo słabości, przeciwności pokonuje największych wrogów (a to wszystko oczywiście dzięki mocy przyjaźni), przyszła brutalna rzeczywistość. Ten skrypt poszedł do kosza. 

Uwolnić potencjał, nabrać doświadczenia 

Trener kilkukrotnie zwracał uwagę na różnice, jakie są między nami, a przeciwnikami. Nasz skład to miks doświadczonych, ale tylko ligowców oraz piłkarzy, którzy jeszcze przed chwilą grali na niższych poziomach rozgrywkowych. Dla nich starcie o taką stawkę, pod taką presję w warunkach jak w Petah Tikvie było czymś nowym. 

Trzeba było liczyć się z tym, że może przyjść ten słabszy moment, a drużyna na wyższym poziomie, jak Hapoel Beer Sheva to wykorzysta. Że też w jednym z sześciu meczów zawiedzie skuteczność. Gdybanie o pierwszym pojedynku, gdzie skończyło się tylko 2:1 nie ma sensu. Przyszedł czas, aby teraz kolejną ligową kampanią udowodnić, że udział w eliminacjach nie był efektem układu gwiazd i planet, przypadków, tylko efektem tendencji, regularności w grze. 

Nadszedł czas zawalczyć o kolejną wspaniałą przygodę w Europie. Aby znów mieć zajęte czwartkowe wieczory i wykorzystać to ciężkie doświadczenie zebrane tydzień temu. 

Śląsk Wrocław w eliminacjach Ligi Konferencji:

  • 6 meczów;
  • 4 wygrane;
  • 1 remis;
  • 1 porażka;
  • 5 wspaniałych czwartkowych wieczorów;
  • 1 niedokończony temat;

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.