Fair play ''Tarasia'': Kmita - Śląsk 0:1 (0:1)
Aż 375 dni kibice Śląska musieli czekać na kolejną wygraną wrocławian w meczu wyjazdowym, ale wreszcie się doczekali! Piłkarze WKS-u skromnie, po bramce Marka Gancarczyka 1:0 pokonali Kmitę i zdobyli kolejne drugoligowe punkty, dzięki którym już są na 5. Miejscu w tabeli. Pojedynek w Zabierzowie nie był wielkim widowiskiem, ważne jednak, że podopieczni trenera Ryszarda Tarasiewicza wyszli zwycięsko z tej potyczki. Znów wrocławianom dopisało szczęście, bowiem mimo iż byli zespołem lepszym i kończyli mecz z przewagą zawodnika, to niewiele brakowało, by mecz zakończył się remisem. Na szczęście dla WKS-u piłka zamiast do siatki trafiła w poprzeczkę. Po końcowym gwizdku szkoleniowiec Śląska został pochwalony przez delegata PZPN Andrzeja Tomaszewskiego (to ten sam, który przerwał mecz ŁKS-Śląsk) za to, że stając przy linii bocznej podał bidon z wodą zawodnikowi Kmity.
Szkoleniowiec Śląska nie zaskoczył zestawieniem wyjściowej jedenastki, w porównaniu do piątkowego pojedynku z Pelikanem zaszła tylko jedna z miana - od pierwszej minuty na murawie pojawił się Benjamin Imeh, a na ławce rezerwowych usiadł Tomasz Szewczuk. Trener Krzysztof Piszczek nie miał przed tym meczem dużego komfortu. Zabierzowianie cały czas są w trakcie montowania drugoligowego składu, kilku piłkarzy czeka na zatwierdzenie, do drużyny dołączył między innymi Sebastian Kurowski, w wyjściowej jedenastce pojawił się także powracający do pełni sił Andrzej Bednarz, który mógł zostać bohaterem gospodarzy.
Gospodarze, którzy z pewnością chcieli pokazać się z dobrej strony przed własną publicznością , od pierwszej minuty zagrali bez respektu dla faworyzowanego Śląska. Wrocławianie wyszli na murawę jakby zbyt mało skoncentrowani i to zespół Kmity przeprowadził pierwsze groźne akcje w meczu, a w 6 minucie tylko brak zimnej krwi Chlipały zdecydował, że piłka nie trafiła do siatki. Piłkarze z minuty na minutę zaczęli grać coraz lepiej i przejmować inicjatywę. W 18 minucie bliski szczęścia był Imeh, ale uderzył nieprecyzyjnie głową. W odpowiedzi gorąco zrobiło się pod bramką Radosława Janukiewicza, ale Ankowski po błędzie Sochy zamiast strzelać próbował wymusić rzut karny. Kolejny dobry mecz rozgrywali bracia Gancarczykowie. W 32 minucie Marek dośrodkował do Janusza, ale pomocnikowi zabrakło szczęścia przy strzale głową. Ostatnie minuty pierwszej połowy to ataki piłkarzy WKS-u, którzy chcą zdobyć gola „do szatni”, jednak dwukrotnie precyzji brakuje Imehowi. W 44 minucie futbolówka wpadła wreszcie do siatki! Rosiński podał do Janusza Gancarczyka, ten wypatrzył dobrze ustawionego Imeha, po którego uderzeniu golkiper zdołał odbić piłkę, dopadł do niej jednak Marek Gancarczyk i zdobył swoją pierwszą bramkę w barwach Śląska.
W przerwie trener Tarasiewicz wprowadził Dudka za Ulatowskiego, by wzmocnić linię pomocy. Tłok w środkowej strefie spowodował, że gra straciła tempo, a oba zespoły miały problemy ze skonstruowaniem składnych akcji. W 69 minucie nie popisał się Robert Rosiński, który otrzymał świetne podanie z głębi pola od Wójcika, jednak pomocnik był chyba za bardzo zaskoczony takim obrotem sprawy i zamiast uderzać na bramkę niepotrzebnie próbował odegrać do kolegi, za co otrzymał ostrą burę od trenera Tarasiewicza. W 76 minucie drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką ukarany został kapitan Kmity i jej najbardziej doświadczony zawodnik – Dariusz Romuzga. Wydawało się, że grając w osłabieniu gospodarze nie będą w stanie odrobić strat, jednak trener Piszczek cały czas przy linii bocznej boiska podpowiadał i mobilizował podopiecznych do walki i gracze z Zabierzowa uwierzyli, że mogą jeszcze odwrócić losy tego spotkania. Piłkarze Śląska nie myśleli już o podwyższeniu prowadzenia, skupiając się głównie na „dowiezieniu” korzystnego wyniku do końcowego gwizdka, co mogło skończyć się katastrofalnie. Dwukrotnie bliski szczęścia był Andrzej Bednarz – w 85 minucie piłka po uderzeniu z rzutu wolnego poszybowała nad bramką, a w 88 minucie po jego uderzeniu głową trafiła w poprzeczkę, a z linii bramkowej futbolówkę wybił Wójcik.
Kolejny dobry mecz zagrali bracia Gancarczykowie, aktywny był także Imeh, jednak od 60 minuty widać było, że brakuje mu sił, obroną dobrze kierował Wójcik. W kolejnym meczu potwierdziło się, że główną siłą napędową akcji ofensywnych są skrzydła, nieco gorzej wygląda gra w środku pola. Trzeba cieszyć się jednak z trzech punktów i mieć nadzieję, że na kolejną wygraną Śląska na wyjeździe nie będziemy musieli czekać przez rok czasu.
Kmita Zabierzów - Śląsk Wrocław 0:1 (0:1)
Gol: M.Gancarczyk 44'
Kmita: Różalski - Ali, Bednarz, Rzucidło (35' Pokrywka), Zontek - Kurowski (46' Kępa), Romuzga, Sepioł, Lesniowski (62' Kajca) - Ankowski, Chlipała.
Śląsk: Janukiewicz - Wołczek, Socha, Wójcik, Ćap - M.Gancarczyk (67' Wan), Sztylka, Rosiński, J. Gancarczyk - Imeh, Ulatowski (46' Dudek).
Żółte kartki: Romuzga, Ankowski, Bednarz - Socha, Ćap, Dudek
Czerwona kartka: Romuzga (76' za dwie żółte)
Sędzia: Michał Mularczyk (Łódź)
Widzów : 1500
