Feralny doliczony czas
fot.: Paweł Kot
Od uniknięcia sobotniej porażki w Niecieczy Śląska Wrocław dzieliły sekundy. Koncentracja w końcowych fragmentach spotkań nie jest w tym sezonie najsilniejszą stroną piłkarzy trenera Jacka Magiery, a brakujące punkty już teraz stanowią powód do sporego niedosytu. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.
Bramka Mateusza Grzybka na wagę zwycięstwa Bruk-Betu ze Śląskiem (4:3) była już trzecią w tym sezonie, którą wrocławianie stracili po zakończeniu regulaminowego czasu gry. Problem zaczyna robić się niepokojący, bo gorszą statystykę po trzynastu rozegranych meczach w ekstraklasie ma tylko Warta Poznań. Zieloni połowę ze swoich czterech goli w doliczonych minutach stracili jednak właśnie w poprzedniej serii gier z Lechią (0:2). Przed 13. kolejką Śląsk na równi z kilkoma innymi drużynami był pod tym względem najgorszy w lidze, a niewiarygodna puenta meczu w Niecieczy udowodniła, że nie ma w tym przypadku.
PELLE NIE ZASZKODZIŁ ŚLĄSKOWI
Wcześniejsze dwie bramki w doliczonym czasie zespół trenera Magiery tracił na samym początku sezonu. W 2. kolejce przy Kałuży jeszcze mu się upiekło, bo za golem kontaktowym Pelle van Amersfoorta nie poszło wyrównanie Cracovii (1:2), nerwów tego wieczora w stolicy Małopolski najedliśmy się jednak co niemiara. Tydzień później z Lechią tyle szczęścia już nie było, w 95. minucie spotkania na Stadionie Wrocław o swoim patencie na Śląsk przypomniał Tomasz Makowski i w meczu przyjaźni padł remis 1:1. Mając dziś o trzy punkty więcej, zielono-biało-czerwoni w piątkowym spotkaniu z Jagiellonią mogliby myśleć o awansie na podium. Bez nich też celują w zwycięstwo, ale po to, by w ogóle utrzymać kontakt z szeroko pojętą czołówką tabeli. Równocześnie mogło być jeszcze gorzej, bo w 1. kolejce Jan Grzesik właśnie w doliczonym czasie meczu Śląsk – Warta (2:2) huknął w poprzeczkę.
KŁOPOTY TEŻ W EUROPIE
Defensywne kłopoty Śląska na ostatniej prostej spotkań o stawkę dały o sobie znać również na arenie międzynarodowej. Co prawda nie w doliczonym czasie, ale sekundy przed upływem podstawowego, gola na 3:3 we Wrocławiu strzelił przecież Ararat Erywań, a niepotrzebne potknięcie w rewanżu 2. rundy kwalifikacji Ligi Konferencji Europy zabrało cenne rankingowe punkty całej ekstraklasie. W piątkowy wieczór na Pilczycach w meczu 14. kolejki spotkają się drużyny, które do decydujących fragmentów spotkań podchodzą zupełnie inaczej. Najbliższy rywal Śląska, Jagiellonia, po 90. minucie nie straciła jeszcze ani jednego gola, a podobnym osiągnięciem mogą pochwalić się tylko Zagłębie Lubin, Radomiak Radom i Lech Poznań.
Początek piątkowego spotkania 14. kolejki ekstraklasy na Stadionie Wrocław zaplanowano na godzinę 20:30.