Galeria Gwiazd Śląska cz. VI

Kolejny odcinek przedstawia najlepszego strzelca Śląska w historii jego występów I ligowych I pucharowych oraz zawodnika, który rozegrał w barwach Śląska najwięcej spotkań w ekstraklasie.


 

Tadeusz Pawłowski – dla wielu obecnych kibiców kojarzony przede wszystkim z nieszczęsnym niewykorzystanym rzutem karnym w meczu z Wisłą w 1982 roku. Niesłusznie i niesprawiedliwie. Pawłowski to przede wszystkim najlepszy strzelec w historii klubu (w lidze i pucharach) oraz jeden z najlepszych piłkarzy. Grał w pomocy i w ataku. Był jak już wspomniałem świetnym strzelcem. Dobrze wyszkolony technicznie, grał bardzo mądrze. W latach 70 – tych tworzył świetną linię pomocy z Faberem, Erlichem, Z. Garłowskim, Olesiakiem, potem wprowadzał do drużyny Tarasiewicza, Prusika i Pękalę. Najlepiej jednak rozumiał się z Januszem Sybisem. Akcje tej dwójki były bardzo efektowne, padło po nich wiele goli. Obaj zresztą strzelili ich dla Śląska ponad 200. Takiego tandemu w Śląsku nie było i chyba już nie będzie.

Karierę zaczynał we wrocławskim Pafawagu. Od początku przejawiał duży talent. Od najmłodszych lat imponował skutecznością. Był czołowym strzelcem drużyn juniorów. Trafił do reprezentacji Polski juniorów i zadebiutował w niej 11.09.1970 w meczu z NRD w Zabrzu. Było to podczas Turnieju Nadziei Olimpijskich, cyklicznej imprezie juniorów rozgrywanej między krajami z bloku socjalistycznego (Polska zajęła w tym roku II miejsce). Debiut wypadł bardzo pomyślnie, Pawłowski strzelił jedną bramkę a jednym z jego partnerów był Janusz Sybis. W tym czasie był już zawodnikiem Zagłębia Wałbrzych. W 1971 roku zajął z tym klubem III miejsce w lidze i zadebiutował w rozgrywkach Pucharu UEFA. W tamtych rozgrywkach strzelił jedną bramkę. W swoim pierwszym sezonie był objawieniem. Grał bardzo dobrze, strzelał bramki.Kolejny rok przyniósł następne sukcesy w kadrach młodzieżowych. W pierwszym półroczu uczestniczył w Turnieju UEFA (Mistrzostwa Europy Juniorów). Polacy wywalczyli brązowe medale za III miejsce, a Pawłowski jako kapitan drużyny wystąpił we wszystkich 5 spotkaniach strzelając 1 bramkę oraz celnie strzelając z 11 metróww konkursie rzutów karnych w meczu o III miejsce z Hiszpanią (strzelił też 1 gola w eliminacjach). 15.10.1972 zadebiutował w reprezentacji młodzieżowej w meczu z Czechosłowacją i znowu zdobył bramkę. Jego rewelacyjna postawa została doceniona przez trenera Górskiego. Pawłowski znalazł się w kadrze na Igrzyska Olimpijskie. Do Monachium jednak nie pojechał – trener Górski zabrał ze sobą 18 zawodników a 4 czekało w pogotowiu w kraju. Wśród nich był Pawłowski a także Kalinowski. Na początku 1973 roku Pawłowski ożenił się. Ten fakt spowodował zastój w jego karierze. Jak sam mówi przystosowanie do nowego trybu życia zabrało mu trochę czasu. . W 1974 roku wywalczył jednak z młodzieżówką III miejsce na Młodzieżowych Mistrzostwach Europy. W sezonie 1973/74 Zagłębie spadło z ligi a Pawłowski w całym sezonie strzelił tylko 3 gole. Po sezonie chcąc grać w ekstraklasie postanowił zmienić klub. Nie obyło się bez zamieszania. Pawlowski najpierw złożył podanie o zwolnienie do Górnika Zabrze. Po krótkim czasie zmienił zdanie i postanowił przenieść się do ŁKS. Przeprowadził się nawet do Łodzi. Nie dostał jednak zwolnienia z Zagłębia, które go zdyskwalifikowało. Z pomocą przyszedł Śląsk, który szybko załatwił wszelkie formalności transferowe. Pierwszy mecz w nowym klubie rozegrał dopiero w listopadzie. Już w drugim swoim występie zdobył bramkę. w nowym środowisku szybko wrócił do dawnej dyspozycji. W pierwszym swym sezonie wywalczył ze Śląskiem III miejsce w lidze strzelając 7 bramek. Po raz pierwszy w 1975 roku usiadł na ławce rezerwowych w meczu reprezentacji A (z NRD). Wystąpił także w reprezentacji olimpijskiej w meczu z USA Rozpoczynał się okres dużych sukcesów Śląska. Debiut w Pucharze UEFA również wypadł udanie – Wrocławianie awansowali do III rundy a Pawłowski był z 4 bramkami najlepszym strzelcem drużyny, jako jedyny pokonał słynnego bramkarza Liverpoolu Raya Clemence`a. Był to pierwszy przypadek w historii polskiej klubowej piłki, że debiutant awansował do III rundy!!! W następnym sezonie Śląsk wywalczył Puchar Polski (2 gole Pawłowskiego w drodze do finału) i trafił do reprezentacji seniorów. W kadrze trenera Górskiego zadebiutował 6.05.1976 zmieniając Lechosława Olszę w meczu z Grecją w Atenach. 5 dni później ponownie zmienił Olszę w meczu ze Szwajcarią. 10.06.76 w meczu drugich reprezentacji z Koreą Ludową strzelił gola. Na Igrzyska Olimpijskie do Montrealu jednak nie pojechał, choć był w szerokiej kadrze. Piłka Nożna w podsumowaniu roku 1976 uznała Pawłowskiego II prawym pomocnikiem w kraju (za piłkarzem roku Henrykiem Kasperczakiem), przyznając mu klasę reprezentacyjną. Sezon 1976/77 był najlepszy w historii Śląska. W Pucharze Zdobywców Pucharów Śląsk awansował aż do ćwierćfinału (2 gole Pawłowskiego) a w kraju Świętowano Mistrzostwo (5 bramek)!!! Trener Gmoch jednak nie przepadał za piłkarzami Śląska (grał u niego stale tylko Żmuda, choć drużyna odnosiła sukcesy). U niego Pawłowski wystąpił tylko raz, w 1977 z Boliwią. W 1978 Śląsk zdobył wicemistrzostwo Polski, tracąc zaledwie 1 punkt do mistrzowskiej Wisły (2 gole Pawłowskiego). Od sezonu 1979/80 zaczął coraz częściej grać jako ofensywny pomocnik lub napastnik. Było to bardzo udane posunięcie. Pawłowski zaczął seryjnie strzelać bramki w lidze. Trener Kulesza, który w przeciwieństwie do poprzedniego selekcjonera miał duże zaufanie do piłkarzy Śląska. Oprócz Żmudy stałe miejsce miał Sybis, grali też Kostrzewa, Faber i Pawłowski, który jesienią 1979 wystąpił w meczach z Libią i Rumunią. W tymże sezonie 1979/80 Śląsk wywalczył III miejsce w lidze ustępując wicemistrzowskiemu Widzewowi tylko nieznacznie różnicą bramek a Pawłowski został wicekrólem strzelców ekstraklasy (16 goli). W następnym sezonie znów różnica bramek nie pozwoliła Śląskowi zająć miejsca na ligowym podium (do II miejsca zabraklo 1 punktu) W końcu nastąpił pamiętny sezon 1981/82. Na półmetku rozgrywek prowadzili beniaminkowie Gwardia Warszawa i Pogoń Szczecin, wiosną rewelacyjnie grał Śląsk oraz obrońca tytułu – Widzew. Wrocławianie wygrywali kolejne mecze, ale bezpośrednią konfrontację w Łodzi przegrali 2:1, właśnie po golu Tadka. Pawłowski był najlepszym strzelcem Śląska. W meczu ze Stalą Mielec nie wykorzystał jednak rzutu karnego. Tytuł mistrzowski ważył się do ostatniego meczu. Na 4 kolejki przed końcem rozgrywek Śląsk miał 3 punkty przewagi (za zwycięstwa przyznawano wtedy 2 punkty). W 27 kolejce doszło do bezpośredniej konfrontacji pretendentów do mistrzostwa. W Łodzi Śląsk przegrał z Widzewem 2:1 (gol Pawłowskiego). W następnej kolejce Śląsk wygrał z Górnikiem 2:0 (też bramka Tadka), a Widzew przegrał w Warszawie z Gwardią 0:1 i wszystko wróciło do normy. W przedostatniej serii spotkań Widzew wygrał z Arką 2:0, a Śląsk przegrał w Mielcu 3:1. Przed ostatnią kolejką Śląsk miał 39 punktów a Widzew 38. Śląsk grał u siebie z mającą spokojny ligowy byt Wisłą, a Widzew grał na wyjeździe z zagrożonym spadkiem Ruchem Chorzów. Wydawało się, że tytuł mistrzowski wróci po 5 latach do Wrocławia. Pewnych tego był komplet Widzów na stadionie przy ul Oporowskiej (plus wszystkie balkony w blokach przy Grabiszyńskiej oraz szczelnie zapełniona górka Pafawagu) oraz w sumie prawie cały Wrocław. Niestety Widzew zremisował a Śląsk przegrał z Wisłą 0:1 a Pawłowski nie strzelił w tym meczu karnego. Tytuł pojechał do Łodzi. Kibice swą złość skupili na kapitanie Śląska Tadku Pawłowskim. Z biegiem lat wyszły na jaw prawdziwe kulisy tego spotkania. Mecz ten był „obstawiany” zarówno przez Śląsk jak i przez Widzew – obie drużyny próbowały załatwić z piłkarzami Wisły „przyjazną” dla nich postawę. „Negocjatorem” ze strony Śląska był właśnie Pawłowski ( w Wiśle Zdzisław Kapka). Ustalono wszystkie szczegóły, łącznie ze sposobem ewentualnego strzelania przez Śląsk karnego. Tymczasem piłkarze Wisły byli także „mobilizowani” przez Widzew. Od początku meczu Wisła, ku zaskoczeniu wszystkich zaatakowała i strzeliła dość szybko bramkę. Wszyscy jednak naiwnie wierzyli, że będzie dobrze. Gdy sędzia podyktował karnego dla Ślaska Pawłowski strzelił tam gdzie miał strzelać. Bramkarz Adamczyk wiedział jak bronić i ostatecznie pogrążył Śląsk. Gdyby Pawłowski wykorzystał karnego byłby wielkim bohaterem, tak stał się w oczach rozżalonych kibiców głównym winowajcą. Pawłowski wyjechał do Francji jednak transfer nie wypalił. Wrócił do Śląska, był rezerwowym w meczu Pucharu UEFA z Servette Genewa we Wrocławiu, i wystąpił w jednym meczu ligowym. Często jednak spotykał się z niechęcią kibiców. Wkrótce przeniósł się do Admiry Wiedeń. W lidze austriackiej grał z powodzeniem kilka lat. Po zakończeniu kariery został trenerem. Szkolił austriackie drużyny seniorów i juniorów. W trakcie sezonu 1992/93 objął będący w ciężkiej sytuacji Śląsk. Jego asystentem został Janusz Sybis. Znowu para Pawłowski – Sybis była w Śląsku!!! Wiele osób zastanawiało się jak przyjęty we Wrocławiu będzie Pawłowski. Czas jednak leczy rany i nikt nie miał do niego pretensji. Dodatkowo Tadek podbił serca kibiców jednym gestem – po każdym meczu piłkarze podchodzili podziękować kibicom (ten zwyczaj dopiero wchodził na polskie stadiony). Razem z piłkarzami pod trybuny podchodził trener Śląska. Przez następnych 10 lat tylko czasem Stanisława Świerka stać było na taki gest. Pawłowski wprowadził wiele ożywienia w grę Śląska. Niestety nie czuł „pewnych klimatów” i układów. Śląsk spadł z I ligi a Pawłowski jeszcze przed zakończeniem sezonu (prowadził Śląsk w 15 meczach) wrócił do Austrii. Nie zerwał jednak kontaktów ze Śląskiem. To on załatwił leczenie po ciężkich kontuzjach Mirkowi Drączkowskiemu i Radkowi Żabskiemu, załatwił pracę Mandziejewiczowi i Nocce itd. Tradycje rodzinne kontynuował jego syn – grał w napadzie i występował także w meczach reprezentacji Austrii.

Tadeusz Pawłowski 20 razy wystąpił w reprezentacji juniorów (8 goli), 21 w młodzieżowej (7 goli), 6 w B (1 gol) i 4 w A (5 razy był rezerwowym). Dla Śląska strzeli ponad 100 bramek – jest najlepszym strzelcem w historii klubu w I lidze – 63 gole (78 ogółem) i w europejskich pucharach – strzelił w nich 13 bramek , w tym 12 dla Śląska (1 w Pucharze Mistrzów, 2 w Pucharze Zdobywców Pucharów i 10 w Pucharze UEFA). Przez długi czas był to trzeci wynik w Polsce i najlepszy w Pucharze UEFA. W pucharach rozegrał 24 mecze (21 w barwach Śląska). Strzelił także 3 gole w Pucharze Polski i 3 w Pucharze Intertoto.


Mieczysław Kopycki - jeden z najlepszych obrońców w historii Śląska, rekordzista pod względem ilości występów ligowych w Śląsku. Grał na lewej obronie. Nie był może zawodnikiem efektownym, ale był niezwykle skuteczny w defensywie – bardzo dobry w odbiorze, interweniował pewnie. Cechowała go wysoka kondycja i wytrzymałość. Przez długi okres utrzymywał równą, dobrą formę. Ewenementem jest fakt, że przez ponad 10 lat Kopycki był w podstawowej jedenastce Śląska, drużyny, która odnosiła sukcesy. W tym czasie praktycznie nie opuszczał ligowych spotkań. Był jednak zawodnikiem, który praktycznie nie strzelał bramek. Może i to przeszkodziło mu w odniesieniu większych indywidualnych sukcesów...

Kopycki jest wychowankiem Victorii Świebodzice. Jako młody chłopak grał w okręgówce i tam wypatrzyli go na początku lat 70 trenerzy Śląska. Można powiedzieć, że od jego przyjścia zaczął się w Śląsku złoty okres. Wrocławianie awansowali do ekstraklasy. Wtedy jeszcze Kopycki był rezerwowym. Wkrótce nastąpiła zmiana pokoleń i był już podstawowym zawodnikiem. Na początku grywał także w pomocy ale w tej formacji Śląsk mia wyjątkowo dużo zawodników więc na stałe przeniósł się do obrony. Wrocławianie z Kopyckim dwukrotnie zajmowali III miejsce w lidze (1975 i 1980),dwukrotnie byli wicemistrzami (1978 i 1982) i raz Mistrzami Polski (1977 – 1 gol Kopyckiego). Ponadto w 1976 roku Śląsk zdobył Puchar Polski, sezon później awansując do ćwierćfinału Pucharu Zdobywców Pucharów. Przez wiele lat tworzył bardzo mocny blok defensywny wraz z takimi zawodnikami jak Władysław Żmuda, Henryk Kowalczyk, Tadeusz Rachwalski, Krzysztof Karpiński, Ryszard Sobiesiak, Roman Wójcicki, Paweł Król, Jerzy Matys oraz bramkarzami Zygmuntem Kalinowskim, Zdzisławem Kostrzewą, Jackiem Jareckim i Januszem Jedynakiem przez lata tworzył bardzo mocny blok defensywny. Partnerzy i trenerzy się zmieniali, Kopycki wciąż grał na dobrym poziomie. W latach 1982 – 85 rozegrał 80 pełnych spotkań ligowych z rzędu. Jednego czego brakowało to powołania do reprezentacji. Zaliczył tylko konsultacje z kadrą Jacka Gmocha w Warszawie w 1976 i miał jechać na mecz z Portugalią w Porto. W 1985 roku w wieku 34 lat odszedł ze Śląska (zastąpił go powracający do Śląska Waldek Tęsiorowski) i przeszedł do II ligowego wówczas Chrobrego Głogów. Tam grał bardzo dobrze (tym razem na pozycji stopera) i należał do czołowych obrońców ligi. Co ciekawe, w krótkim czasie strzelił 4 gole. Tyle bramek nie zdobył podczas całej gry w Śląsku. Tyle że te bramki strzelał z karnych. Po zakończeniu kariery przez pewien okres był trenerem i m.in. przez parę lat pracował w Ślęzie.

Mieczysław Kopycki 289 razy grał w I lidze, wszystkie mecze w barwach Śląska i jest to klubowy rekord. 2 liga 4 II 17pe 1pkme

źródło: opracowanie własne

Autor

Jacek Bratek

Urodziłem sie w 1970 roku, a swój pierwszy mecz Śląska z trybun obejrzałem 23.04.1983 - na Oporowskiej z Szombierkami. (2:1, gole Faber i Tarasiewicz). W Śląsknecie jestem od 2002 roku. Piszę o młodzieży, oldbojach, futsalu i historii Śląska, którą się pasjonuję. Okazjonalnie także o AMP futbolu.

Śląsknet to kawał mojego życia i wielka pasja oraz super społeczność.

Staram się przynajmniej na poletku lokalnym (rzadziej jeżdżę na wyjazdy) realizować hasło "Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasz Śląsk Wrocław gra". Jestem niemal na wszystkich meczach Śląska rozgrywanych w okolicy. Od młodzików, juniorów i zespół rezerwy, oldboje, futsal, AMP Futbol i coraz częściej piłka kobiet. Jedyną przeszkodą pójścia na mecz Śląska jest inny mecz Śląska grany o tej samej porze na innym obiekcie, Dlatego tak czekam na nowy obiekt Akademii. Przeciętny tydzień to około 10 meczów WKS-u odwiedzonych na żywo, średnia roczna to około 400 spotkań. Prowadzę dokładne statystyki i w ciągu ponad 43 lat byłem na ponad 5500 meczach Śląska (we wszystkich kategoriach). Może gdybym lata temu zadbał o jakąś dokładną dokumentację, byłbym w księdze Guinessa. Tak pozostaje mi od czasu do czasu Kufel Guinessa, inicjały te same.

Wierzę we wrocławską młodzież, o której dużo piszę i wyrażam własne zdanie i marzę o chwili, gdy ludzie wychowani w klubie ze Śląskiem w sercu będą stanowić o sile klubu. Szanuję tradycję i stąd mocne więzi z oldbojami. Od 5 lat jestem fanem Ślaskowego futsalu, szacunek i podziw wywołują wojownicy z AMP Futbolu.

Oprócz Śląska regularnie kibicuję i odwiedzam mecze Ślęzy i Polaru.

Bo po prostu - moje serce bije za Śląsk.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.