Gancarczykowie wrócą do Polkowic. Co na to prezes Kordos?
Tydzień temu napisaliśmy: „W środę toczyły się rozmowy prezesa Antoniego Kordosa z Michałem Lulkiem (dyrektorem Górnika Polkowice) w sprawie braci Janusza i Marka Gancarczyków. Nie osiągnięto jednak porozumienia, a do ponownego spotkania ma dojść w przyszły wtorek. Nie można dziwić się przedstawicielowi polkowiczan, że mając korzystne oferty m.in. z Lechii Gdańsk, stara się wynegocjować jak najlepsze warunki. Znając jednak wolę zawodników, którzy chcą grać w Śląsku, stara się znaleźć rozwiązanie zadowalające obie strony.” We wtorek jednak do ponownego spotkania nie doszło. Michał Lulek czekał na sygnał z Wrocławia, jednak nikt się z nim nie kontaktował. Lekceważony dyrektor stracił cierpliwość i wysłał na Oporowską faks, w którym napisał, że w środę chce widzieć obu piłkarzy na treningu w Polkowicach. – Nie uważam ,że to są drastyczne kroki, to chyba normalne. Obaj mają ważne kontrakty z Górnikiem, są naszymi zawodnikami. Cieszę się, że trenowali dziś na Oporowskiej, będą dobrze przygotowani do sezonu, ale nie mogę pozwolić sobie na taki obrót sprawy. Cały czas jestem w kontakcie z Lechią Gdańsk, która oferuje za nich godziwe pieniądze, Litwini dawali za Marka 100 tysięcy złotych! Ja wszystko rozumiem, że Śląsk ma tylko 200 tysięcy na transfery, ale ja nie chcę całej tej puli za Gancarczyków. Proponowałem rozwiązanie z wypożyczeniem ich na rok i Śląsk miałby prawo pierwokupu, ale nie ma żadnego odzewu. Odnoszę wrażenie, że na ich transferze bardziej zależy wrocławskim dziennikarzom, niż prezesowi. Naprawdę nie mam nic przeciwko grze braci we Wrocławiu, ale nie mogę pozwolić na takie traktowanie nas. Nawet po otrzymaniu faksu nikt się ze mną nie skontaktował – informuje Michał Lulek. 
Marek Gancarczyk podczas wtorkowego treningu na Oporowskiej
Jak całą sprawę komentują na Oporowskiej? – Zawodnicy stawią się w środę o 12:00 w Polkowicach, mam nadzieję, że po rozmowach zagrają w popołudniowym sparingu z Motobi – wyjaśnia Zbigniew Słobodzian, kierownik drużyny.
Sami zawodnicy podtrzymują zdanie z wydanego niedawno oświadczenia, że niezmiennie chcą grać w Śląsku.
Komentarz: Prezes Antoni Kordos nie rozpoczął swego urzędowania dobrze. Najpierw byliśmy świadkami komedii z ciągłym przekładaniem terminu podpisania kontraktu z trenerem Tarasiewiczem, potem rozwiązano kontrakt z Rafałem Lasockim, gdy można było uzyskać kilka tysięcy złotych za jego transfer od Wisły Płock, następnie pojawił się bezsensowny pomysł z wydawaniem tylko dwóch akredytacji dziennikarskich dla każdej redakcji, wreszcie mamy kabaret z przeciągającą się sprawą przejścia braci Gancarczyków. W tle nadal pozostaje niezałatwiona sprawa pozostania na Oporowskiej Vladimira Capa i niecierpliwiącego się prezesa Pietryszyna. O zapowiadanych 6 milionach złotych budżetu kibice powoli zapominają... Skąd jednak brać pieniądze, skoro prezes nie może dojść do porozumienia nawet z bardzo zaangażowaną marką piwa „Piast”. Jak na razie Śląsk nie ma sponsorów, nie ma także wzmocnień. Za niecałe dwa tygodnie rusza drugoligowy sezon...
źródło: fot. Delin