Generalna klapa: Polonia Trzebnica - Śląsk II 0:0

Zespół Śląska II dzięki punktowi wywiezionemu z Trzebnicy zawansował na pozycję lidera dolnośląskiej IV ligi, bowiem niespodziewanie Orzeł przegrał 2:3 w Oławie. Ząbkowiczanie mają jednak do rozegrania jeszcze zaległy mecz. Potwierdziło się, że na stadionie Polonii trudno jest gościom zdobyć komplet punktów. Trzebniczanie nie doznali jeszcze w tym sezonie porażki na własnym obiekcie, wygrać nie udało się także drużynie Śląska, w barwach którego po raz pierwszy po powrocie z wypożyczeń zagrali Marek Kowalczyk i Robert Szczot . To pozytywne aspekty tego meczu. Niestety więcej było negatywnych. Pojedynek ten miał być próbą generalną przed niedzielnym meczem z Górnikiem Polkowice. Najbliższy rywal WKS-u we wtorek pokonał w 1/16 Pucharu Polski lidera ekstraklasy GKS Bełchatów, tymczasem wrocławianie nie mogli strzelić bramki czwartoligowcowi. Dobrze to nie wróży...


 

Trenerzy Śląska „na żywo” oglądali pojedynek w Polkowicach i byli pod wrażeniem gry Górnika. Po meczu w Trzebnicy miny im jeszcze bardziej zrzedły. Choć poczynaniami „rezerw” z ławki kierował Tomasz Hryńczuk, to skład został wcześniej ustalony przez Lubosa Kubika. W drużynie znaleźli się w większości zawodnicy pierwszej drużyny, dla których miało być to przetarcie przed niedzielnymi derby. Z rozpędu zapomniano, że w IV lidze na boisku w każdym zespole musi przebywać 2 młodzieżowców, jednak na szczęście w porę się zreflektowano.




Wydawało się, że drużyna złożona z ogranych drugoligowców wygra lekko, łatwo i przyjemnie, a golkiper rywali często będzie musiał wyjmować futbolówkę z siatki. Rzeczywistość nie okazała się tak różowa. Wrocławianie muszą być zadowoleni z remisu, bowiem to zespół Polonii był bliższy zdobycia bramki – piłka po silnym strzale Stasiaka trafiła w poprzeczkę. Po uderzeniach graczy Śląska piłka ani razu nie zbliżyła się tak do bramki.




Pierwsza połowa meczu nie przyniosła wielu emocji. Na strzał, który równie dobrze można by nazwać podaniem do bramkarza, trzeba było czekać do 12 minty, jego autorem był Ulatowski. Oprócz tego uderzenia warty odnotowania był także strzał Naskręta... z 40 metrów, a także uderzenie z dystansu Gula. Wrocławianie nie tworzyli dużego zagrożenia pod bramką Czerniaka. W niezłych sytuacjach piłkę źle przyjmowali Ulatowski i Szczot. Kaczmarka próbował pokonać strzałem z dystansu Delczyk, a z rzutu wolnego niecelnie uderzył Kapinos – etatowy wykonawca stałych fragmentów gry.




Po przerwie kibice byli świadkami lepszej gry. Najpierw bramkarz Polonii minął się z piłką zagraną z rzutu wolnego przez Gula, ale po chwili naprawił swój błąd. Chwilę później znów był górą, gdy młody gracz WKS-u uderzał z 25 metrów. W drugiej części gry na murawę nie wybiegli Naskręt, Ulatowski i K. Kaczmarek, a w ich miejsce pojawili się Ilków-Gołąb, Socha i Sztylka. W związku ze zmianami doszło do roszad w ustawieniu. Szewczuk został przesunięty na prawą pomoc, Szczot powędrował na przeciwległą flankę, a na pozycji rozgrywającego ustawiony został Gul.




Trzebniczanie widząc, że wrocławianie nie grają wielkiej piłki zagrali mądrze taktycznie. Byli uważni w defensywie, starali się przerywać akcje Śląska z dala od własnego pola karnego, a po przejęciu piłki wyprowadzać kontry. W 53 minucie błąd popełnił Socha , Mucha dośrodkował do Stasiaka (bardzo dobry występ napastnika), ale temu zabrakło szczęścia. Pięć minut później atakujący huknął jak z armaty z 14 metrów, a Kaczmarka uratowała poprzeczka. W grze Śląska wkradła się nerwowość, z pewnością nie oczekiwali, że rywale postawią tak trudne warunki. Choć może bliższe prawdy byłoby stwierdzenie, że rywale zagrali na swoim poziomie, a piłkarze Śląska, którzy powinni być lepsi o 2 klasy, mizernie. Z dystansu próbowali strzelać Sztylka i Gul, ale zabrakło im precyzji. Coraz śmielej poczynali sobie za to gracze Polonii. Groźnie strzelali Delczyk, Tass i Kapinos. Ostatnim zrywem wrocławian była akcja z 87 minuty. Z rzutu wolnego z boku boiska dośrodkował Wołczek, z kilkunastu metrów z woleja uderzył Szewczuk, ale piłka poszybowała obok słupka. W międzyczasie Szczota zmienił Biliński, ale tym razem młody snajper nie trafił do siatki. Arbiter do regulaminowego czasu gry doliczył 5 minut, które dla miejscowych ciągnęły się niemiłosiernie długo. Gospodarze starali się jak mogli, by „kraść” sekundy i wreszcie doczekali się na ostatni gwizdek arbitra. Oni cieszyli się z wywalczenia punktu, gdy tymczasem zawodnicy Śląska z opuszczonymi głowami człapali w stronę szatni... Ktoś niezorientowany po tym meczu mógłby stwierdzić, że najlepszym zawodnikiem WKS-u jest Bogdan Gul, który nie znajduje uznania w oczach trenera Kubika i gdyby nie wymóg gry młodzieżowców, to pewnie nie powąchałby w Trzebnicy murawy.



Śląsk: W.Kaczmarek – Wołćzek, Ignasiak, Solarz, Naskręt (46’ Socha) – Szczot (69’ Biliński), Ulatowski (46’ Ilków-Gołąb), K.Kaczmarek (46’ Sztylka), Gul – Szewczuk, Kowalczyk.

źródło: własne

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.