Hokejowy wynik w sparingu

W meczu towarzyskim pomiędzy Śląskiem a IV-ligową Ślęzą Wrocław podopieczni trenera Oresta Lenczyka bez problemu wygrali aż 9:0 (6:0). Dzień po zwycięstwie nad Dundee United szkoleniowiec zielono-biało-czerwonych postanowił dać szansę gry zawodnikom, którzy we wczorajszym spotkaniu grali krótko lub wcale. Powrót na boisko po kilku latach zaliczył były gracz Inkopaxu Łukasz Czajka, obecnie... członek sztabu szkoleniowego. Mecz trwał 80 minut i został rozegrany na boisku treningowym za stadionem przy Oporowskiej. Piłkarze Ślęzy tylko przez pierwszych kilka minut potrafili przeciwstawić się wicemistrzom Polski, bo już po chwili było 1:0 dla Śląska. Bardzo aktywny w tym spotkaniu Tomasz Szewczuk przedarł się lewą stroną, po jego dośrodkowaniu piłka odbiła się od słupka i młody Alexandre nie miał problemu z otwarciem wyniku. W 10. minucie po kolejnej akcji Szewczuka Łukasz Madej wyszedł na czystą pozycję i na raty pokonał Marcina Gąsiorowskiego. Jedyną groźną akcję żółto-czerwoni stworzyli sobie w 13. minucie, ale strzał głową Mateusza Janasa był niecelny.
Od tego momentu grał tylko Śląsk. „Strzelający Holender” Johan Voskamp dwukrotnie zmarnował świetne sytuacje do zdobycia gola, by w końcu po prostopadłym zagraniu Waldemara Soboty w sytuacji sam na sam pewnie umieścić piłkę w siatce. Po chwili Sobota sam wpisał się na listę strzelców, a zdobyta przez niego bramka byłaby ozdobą niejednego stadionu – były gracz MKS-u Kluczbork przelobował Gąsiorowskiego technicznym strzałem z ponad trzydziestu metrów. Sobota formą błysnął także w 30. minucie, kiedy idealnie podał do Madeja i było już 5:0. Wynik do przerwy ustalił Alexandre, po którego strzale piłka odbiła się od słupka i wpadła do bramki.
Na ławce rezerwowych Śląska zasiadło tylko dwóch zawodników i obydwaj pojawili się od początku drugiej połowy. Dosyć nieoczekiwanie trzecim nowym graczem był asystent trenera Lenczyka Łukasz Czajka, który przed laty był solidnym piłkarzem III-ligowego Inkopaxu. Śląsk długo nie potrafił sobie stworzyć dobrej okazji do pokonania golkipera Ślęzy. Jako pierwsi ciekawą akcję stworzyli sobie goście za sprawą Grzegorza Rajtera, ale dobrze w bramce zachował się Rafał Gikiewicz. Dopiero po pół godzinie gry Śląsk podwyższył prowadzenie – po podaniu Dariusza Sztylki gola głową zdobył Marek Wasiluk. Niespełna minutę później dobrą okazję zmarnował Marcin Staszewski, ale w 80. minucie Radosław Parossa musiał wyciągać piłkę z siatki po strzale Madeja, dla którego była to już trzecia bramka w tym meczu. Wynik ustalił Wasiluk, który popisał się potężnym uderzeniem z rzutu wolnego.
To był bardzo pożyteczny mecz dla podopiecznych trenera Lenczyka, który powinien mieć jeszcze większy ból głowy z wyborem jedenastki na rewanżowy mecz przeciwko Szkotom. Z bardzo dobrej strony pokazali się przede wszystkim Madej i Sobota, sygnał szkoleniowcowi dali także Szewczuk i Sztylka.
Śląsk Wrocław 9:0 (6:0) Ślęza Wrocław
Bramki: Alexandre 5, 38, Madej 10, 30, 78, Voskamp 21, Sobota 28, Wasiluk 70, 80
Śląsk: Żukowski (41' Gikiewicz) – Pawelec, Sztylka, Wasiluk, Szuszkiewicz – Madej, Sobota (41’ Czajka), Cetnarski, Szewczuk – Alexandre, Voskamp (41’ Staszewski)
Ślęza: Gąsiorowski (41’ Parossa) – Wróblewski (41’ Brusiło), Kątny, Rejmer, Łątka – M.Pałys (41’ Wiaderkiewicz), Jaskólski, Synowiec (41’ Żarski), Jamrozowicz – Janas, Rajter
