Jacek Magiera - anatomia porażki

Jacek Magiera - anatomia porażki

fot.:

Na pewno bardziej szkoda było mi trenera Lavicki niż trenera Magiery. Możliwe, że nawet bardziej niż na tego drugiego, zły jestem na siebie. Uwierzyłem w projekt Magiery, a on nas zostawił z serią ośmiu meczów bez wygranej i słowami, że nie ma podstaw by go zwalniać. Stan podekscytowania z początku sezonu znów przerodził się w rozgoryczenie. Zachwycałem się kilkoma niezłymi meczami na peryferiach europejskiej piłki, by dziś te miłe wspomnienia rozmienić na kalkulacje, jak bardzo kosztowne były w międzyczasie straty punktów z Wartą i Łęczną. Przeanalizujmy ten dziwny okres na chłodno.     



 

Osoby przesądne i wierzące w znaczenie liczb zapamiętają Magierę jako trenera pechowego. Jego bilans zdominowała liczba 13:

JACEK MAGIERA W ŚLĄSKU:

  • 39 meczów
  • 13 zwycięstw
  • 13 remisów
  • 13 porażek
  • Średnia punktów: 1,33
  • Średnia punktów w ekstraklasie: 1,25

Osoby nie przesądne, ale wciąż wierzące w znaczenie liczb, zapamiętają go jako trenera słabego, bo ten bilans jest marny i jeszcze mocno przypudrowany dorobkiem pucharowym: 4 zwycięstwa, remis i porażka. No właśnie, te europejskie puchary. Wrocław był chyba spragniony piłkarskiej rywalizacji na arenie międzynardowej i ten ciekawy epizod w eliminacjach do Ligi Konferencji zbudował mocne zaufanie do trenera Magiery. Tego nie chcemy mu umniejszać.

Spoglądając jednak szczegółowo i na chłodno, jak do tych pucharów doszło i co działo się później, uświadomimy sobie, jak bardzo nierówną drużyną był Śląsk Wrocław pod wodzą Magiery. To co w pewnym momencie wydawało się dobrze rokującym projektem, oparte było na ogromie szczęśliwych splotów okoliczności. W ramach podsumowania niemal rocznego okresu pracy trenera Magiery we Wrocławiu, podzielimy ten okres na pięć rozdziałów by unaocznić sobie, iż momenty były, ale chyba niestety nic więcej.

Rozdział 1:

Gdy chciałeś, spokojnie dograć sezon, a kończysz na miejscu pucharowym

Nie można powiedzieć iż Magiera zastał Śląsk drewniany, a tym bardziej że zostawił murowany. Bliżej prawdy jest może nawet stwierdzenie, że zastał Śląsk murowany, bo choć jego poprzednik Vitezslav Lavicka borykał się z ogromnym problemem jeśli chodzi o pomysł na ofensywę, to w obronie nawet w czasach kryzysu jego podopieczni stanowili całkiem przyzwoity monolit.

Tak prezentowała się tabela ekstraklasy w momencie, gdy w sezonie 2020/21 Śląsk Wrocław obejmował Jacek Magiera. Patrzymy na tą tabelę, potem zerkamy nieco wyżej na układ spotkań jaki pozostał nowemu trenerowi i mając w świadomości fakt, że Lavicka wcale nie pozostawiał po sobie spalonej ziemi, dochodzimy do wniosku, że warunki dla nowego trenera były bardzo komfortowe. Następca Magiery o takowych może tylko pomarzyć.

Daleki jestem od grubymi nićmi szytych teorii, iż Magiera w sezonie 20/21 jedynie przewiózł się na ciężkiej pracy Lavicki, bo drużyna pod wodzą nowego trenera ewidentnie odżyła. Jednak czysto matematycznie: puchary dla Śląska = 30 + 13. Występy w Europie to prawdopodobnie najlepsze wspomnienie jakie nam pozostało po Magierze, nie doszłoby jednak do nich bez pracy poprzednika.

Oddaliśmy Lavicce co Lavickowe, więc przejdźmy do pochwał dla Magiery za pierwszy rozdział swojej pracy. Natychmiastowo wdrożył ustawienie z trzema obrońcami i wahadłowymi, efekt nowej miotły wykorzystał na wygraną w debiucie w Białymstoku i zbudowanie morale dwoma remisami – z Lechią i Górnikiem Zabrze. Potem zobaczyliśmy pierwsze wydanie radosnego MagieraBall i wygraną 4:3 z Podbeskidziem. Nikt się jeszcze nie martwił, że tracimy 3 bramki z Podbeskidziem. Cieszyła wygrana po golu Picha w doliczonym czasie.

Pierwszy rywal z wyższej ligowej półki boleśnie zweryfikował Śląsk Magiery – w Częstochowie wrocławianie nie zrobili sztycha i przegrali 0:2. Jeszcze na konferencji przed tym meczem Magiera zapytany, czy nie niepokoi go liczba traconych bramek odpowiedział:

„Wiemy, że gra defensywna jest bardzo ważna, ale wiemy też, że atak jest bardzo ważny. Wszystko musi być ze sobą współgrać. Istotne jest to, aby drużyna dobrze reagowała na zaistniałą sytuację. W ostatnim meczu, przegrywając na osiem minut przed końcem, drużyna wyciągnęła to spotkanie na 4:3, bo zapracowała na to swoją determinacją, spokojem, grą i dostała za to nagrodę. Tak samo było w Zabrzu, gdy drużyna, przegrywając, zareagowała znakomicie. Oczywiście chcielibyśmy prowadzić i nie oddawać tego zwycięstwa do końca, ale są różne momenty, różne fazy i na wszystko trzeba zareagować z chłodną głową”

Klasyczne futbolowe carpe diem trenera Magiery: najważniejsza jest reakcja na to co się dzieje tu i teraz. Możesz tracić bramki, ale jesteś w stanie strzelić o jedną więcej, jeśli tylko jesteś gotowy - sprawdzało się to tylko do czasu. Defensywa Śląska nie udźwignęła tej brawury, a Magiera skończył swoją przygodę w Śląsku meczem, w którym desperacko grał na 0:0.

Wracając jeszcze do podsumowania rozdziału pierwszego: 5 punktów w ostatnich trzech meczach wystarczyło, by na koniec sezonu zająć czwarte miejsce. Pucharów nikt od trenera Magiery wprost nie oczekiwał, miał on tchnąć w drużynę nowe życie i postawić na młodzież. Drugi cel został spełniony poprzez odważne wprowadzenie do pierwszej jedenastki Poprawy, Bejgera i Lewkota. Gratis w postaci kwalifikacji do Ligi Konferencji tylko utwierdził w przekonaniu, że Śląsk pod wodzą Magiery będzie zmierzał w dobrym kierunku.

Rozdział 2:

Prime Magiery?

Pucharowy bonus został skonsumowany w dobrym stylu. Po domowym meczu z Paide Magiera uznał nawet, że Lewkot może być topowym piłkarzem w Polsce:

„No może być kozak, tak powiem. Jeżeli zadowoli się tym, co w tej chwili gra, to nie nadaje się na wielką piłkę. Jeżeli sobie z tym poradzi i będzie dalej tak zdeterminowany, z taką odpowiedzialnością podchodził do swoich obowiązków i popracuje nad swoją sylwetką, która ma jeszcze duże rezerwy, to polska piłka może być w przyszłości z niego bardzo zadowolona. Może będą to za duże słowa, które teraz powiem, ale liczę na niego i wierzę, że za parę lat to będzie zawodnik, o którym będziemy mówili piłkarz przez duże “P”.

Czy takie „pompowanie” nieopierzonego zawodnika było potrzebne? Lewkot kilkanaście dni później w meczu z Araratem strzelił swoją pierwszą bramkę na międzynarodowej arenie. Niestety zawiódł w kluczowym meczu w Izraelu, podobnie jak cała drużyna. O ile Magiera świetnie rozegrał Ararat na wyjeździe zmieniając taktykę na ten mecz, tak w wyjazdowym meczu z Hapoelem liczył, że uda mu się dokończyć robotę z pierwszego meczu bez żadnych zmian personalnych. Robota była niedokończona, bo 2:1 z pierwszego meczu, pod wzgląd na jego przebieg, to była żadna zaliczka. Hapoel we Wrocławiu był tylko tłem dla Śląska.

Niestety przekonaliśmy się, że Magiera nie stworzył jeszcze drużyny, która będzie metodycznie punktowała rywala mając nad nim przewagę. „Jeszcze” było wtedy myśleniem życzeniowym, dziś wiemy już, że nie stworzył takiej nigdy. Jak to się robi pokazał nam Hapoel na wyjeździe i europejską przygodę zakończyliśmy mocnym plaskaczem. W międzyczasie Śląsk wszedł w ligę zdobywając pięć punktów w trzech meczach, więc za cały ten okres trenerowi Magierze należały się brawa.

Rozdział 3:

Postizraelska rzeczywistość nie musi być smutna

Po odpadnięciu z pucharów Śląsk przedłużył serię ligowych meczów bez porażki do dziesięciu. Ba! Udało się nawet wygrać dwa mecze ligowe z rzędu. Pierwszy i ostatni raz, co pokazuje, jak nierówną drużyną był Śląsk za kadencji Jacka Magiery. Tabela po dziewiątej kolejce prezentowała się jednak na tyle dobrze, że można było nawet nieco przymknąć oko na kolejną kompromitację w Pucharze Polski.

Tak, tak, mówimy tu o obecnym sezonie. Śląsk był na takiej pozycji i z takiej pozycji ruszał na mecz do Poznania. A tam… niestety powtórka z Izraela. W następnej kolejce dobił nas Raków, pokazując, że miejsce Śląska Wrocław nie jest w czołówce. Po początkowym zaskoczeniu ligowych rywali zmianą sposobu gry, dla co bystrzejszych taktycznie drużyn Śląsk z czasem stawał się już łatwy do zneutralizowania.   

Jacek Magiera nie chciał jednak zmieniać pomysłu na granie, licząc, że „możnych” tej ligi ogra tak samo, jak ogrywał resztę. Starałem się wtedy nawet zasygnalizować problem w TYM artykule, ale czytając go teraz widzę, że wciąż byłem mocno zapatrzony w „projekt trenera Magiery”.

Rozdział 4:

Wciąż jest nieźle, gdyby nie ci okrutni sędziowie

Gdy zaczęły się pojawiać pierwsze domysły, że z tym Śląskiem wcale nie jest tak kolorowo, jak byśmy chcieli by było, to nadeszło 5:0 w Krakowie i Magiera znów dał się kochać. Dlatego, gdy w dwóch kolejnych meczach zdobyliśmy tylko punkt, raczej okazywałem zrozumienie trenerowi w krucjacie przeciw sędziom, niż martwiłem się o to, że w tych dwóch meczach Śląsk stracił sześć(!) bramek. I to bynajmniej nie z winy sędziów. Jacek Magiera, który do tej pory raczej gryzł się w język jeśli chodzi o komentarze niezwiązane z postawą jego drużyny, konferencje po obu tych spotkaniach postanowił oprzeć na pracy arbitrów:

„Bardzo dobrze weszliśmy w spotkanie, strzeliliśmy 2 gole, a jeden został nieuznany. Czy słuszny czy nie, mam wątpliwości. Patrząc na ducha gry, akcję... VAR to jedno, ale sędziuje główny arbiter, który nawet nie pofatygował się, aby sprawdzić tę sytuację.”mówił po meczu w Niecieczy, gdzie spalony, faktycznie milimetrowy i irytujący, ale jednak był.

„Sędziowanie to jedno i uważam ze dzisiaj zostaliśmy w tych dwóch sytuacjach skrzywdzeni – czerwona kartka na Praszeliku oraz faul na Exposito i trzy punkty dla nas.” – to z kolei po meczu z Jagiellonią, faktycznie sędziowanym fatalnie, ale koniec końców to nie sędzia po raz kolejny strzelił Śląskowi dwie bramki.

W wypowiedziach Magiery zaczęła pojawiać się co raz większa nerwowość. W kolejnym meczu z Pogonią Szczecin zwalania winy na sędziów już nie było, Śląsk po prostu był słabszy, jak za każdym razem, gdy Śląsk trenera Magiery grał z drużyną z góry tabeli. Ten rozdział zakończymy na wygranej ze Stalą Mielec. 27 listopada, ostatni zwycięski mecz trenera Magiery w Śląsku Wrocław.

Rozdział 5:

Epilog. Obraz nędzy i rozpaczy.

Co było dalej to niestety pamiętamy "na świeżo" i w pełni oddaje to powyższa grafika z wynikami. 8 meczów bez zwycięstwa i gwóźdź do trumny w postaci porażki na Łazienkowskiej bez oddania przez Śląsk nawet jednego celnego strzału na bramkę rywala. Niestety to nie było też tak, że w którymkolwiek z tych meczów Śląsk był naprawdę blisko zwycięstwa lub zagrał obiecujące zawody...

Mnóstwo było na konferencjach trenera Magiery słów o pozytywnym reagowaniu, byciu gotowym. Tych dobrych reakcji zaczęło brakować, doszły też niezrozumiałe wybory kadrowe – po Lewkocie rolę ulubieńca trenera przejął Janasik, który mimo, iż był pod formą, w ostatnich spotkaniach grał niemal wszystko. Nawet to sztandarowe u Magiery „stawianie na młodych” zostało wstrzymane. Z niewyjaśnionych powodów Bejger i Iskra tylko z ławki lub trybun mogli oglądać swoich starszych konkurentów do gry, będących ewidentnie bez formy.

Konferencje prasowe też przerodziły się w serię podobnie brzmiących usprawiedliwień i zapewnień o ciężkiej pracy i nadchodzącej poprawie. Trener Magiera chciał pokazać, że kontroluje sytuację, ale dysonans między słowami z wywiadów a rzeczywistym obrazem meczów był co raz większy.

Było to rozczarowujące również wobec wspomnień z pierwszych konferencji trenera Magiery, gdy był konkretny i nie zawsze uciekał w teoretyzowanie. Bardzo podobały mi się wypowiedzi trenera z początku sezonu, gdy zamiast demonizować łączenie gry w Europie z ligą, podkreślał, że dla piłkarzy to świetna informacja. Po domowym meczu z Araratem mówił:

„To jest rozwój dla Szymona Lewkota, który jeszcze niedawno grał w II lidze, a Szromnik w I i ma dopiero kilkanaście meczów w ekstraklasie. Podobnie Rafał Makowski. To jest odbierane przez nas w charakterze rozwoju i tak podchodzimy. Mamy teraz mecz ligowy z Cracovią, potem Hapoel, przygotujemy się do tego jak najlepiej, mecze w Europie mogą mieć dla nas tylko jak najwięcej korzyści."

Po ostatnim pucharowym meczu, pytany czy nie żałuje, iż poprzedzający go mecz ligowy nie został przełożony mówił:

„Nie żałuję. Nie ma lepszego treningu niż mecz. Nie ma niczego lepszego niż mecz z rywalem z innego europejskiego miasta. Dużo mówi się teraz o markerach zmęczeniowych. Zbieramy ciągle dane. Badamy kinaze, mocznik, kortyzol. To wszystko pozwoli nam na badanie zawodników pod kątem fizykalnym. To są podstawy w profesjonalnym sporcie.” 

Możliwe że mocznik i kortyzol dały złe wyniki dopiero w grudniu, gdyż po przegranej z Cracovią, pytany o wpływ ewentualnego zmęczenia pucharami na słabą formę drużyny, Magiera zmienił retorykę

„Trzeba odpowiedzieć, że jest to jedna z przyczyn. Śląsk ostatni raz grał w pucharach 5 lat temu i chyba żaden z zawodników może poza Waldkiem Sobotą nie był w takim rytmie meczowym. Ja powiedziałem i wielokrotnie będę powtarzał, że na mecze w europejskich pucharach trzeba się przygotować dwa lata przed, a nie wtedy, kiedy się awansuje do pucharu. Praca nad wszystkimi elementami jest tutaj najistotniejsza i to na pewno odczuwamy jak najbardziej, natomiast nie powiem i nikt mnie na pewno nie namówi, żeby powiedzieć, że europejskie puchary to jest pocałunek śmierci. Dzisiaj cierpimy z tego powodu, bo końcówka sezonu jest słaba i aspiracje Śląska Wrocław i możliwości tej drużyny są zdecydowanie wyżej.”

Pewnym jest, że kortyzol znacznie skoczył kibicom Śląska, bo oglądanie tej drużyny w ostatnim czasie było stresujące i irytujące. Kończąc tekst, który ma być anatomią porażki trenera Magiery trzeba też wspomnieć o roli Dariusza Sztylki. Współpraca obu panów w ostatnich miesiącach raczej nie układała się dobrze. Dyrektor sportowy Śląska nie pomógł wymiernie Magierze, by wyjść z kryzysu zimą.

Po ostatnim obozie w Turcji Magierze wyprzedano Praszelika, kazano przygotowywać się do gry bez Exposito, który nagle jednak wrócił, lecz oczywiście bez treningu i formy. Zimowe wzmocnienia zostały przeprowadzone dopiero po obozie i Magiera nie miał zbyt wiele czasu, by te klocki jakoś na nowo poukładać. Jakkolwiek jest to mocny czynnik łagodzący, to nie usprawiedliwia aż tak beznadziejnych wyników w końcowej fazie pracy.

Ten rok z Magierą to był niezły rollercoaster i za to spektrum wszystkich zaserwowanych emocji trzeba trenerowi podziękować. Ostatecznie więcej było jednak tych emocji negatywnych niż pozytywnych, zwłaszcza w ostatnich miesiącach i zmiana była tu konieczna. 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.