Jak po swoje


Trochę w cieniu pucharowej gorączki Śląsk Wrocław zainauguruje sezon w T-Mobile Ekstraklasie. Do Wrocławia przyjedzie w niedzielę odmieniony z powodu oszczędności Górnik Zabrze. Adamowi Nawałce mogły latem wystąpić na czole krople potu. Mniejsza o to, gdzie szkoleniowiec gości wypoczywał. Gdy wrócił, na treningu nie zastał trzech filarów drużyny: Bonina, Jeża i Sikorskiego, którzy w komplecie przenieśli się do bogatej Polonii. W ukropie pracy on i szefowie Górnika znaleźli następców. Jak dobrych? Nie wiadomo.
Rozpoznawalną twarzą jest Daniel Gołębiewski, który na Roosevelta trafił w ramach rozliczenia z Czarnymi Koszulami. Zadziorny, waleczny, może trochę mniej skuteczny, ale w zeszłym sezonie przy Konwiktorskiej nie dostał poważnej szansy. Poza tym, ten napastnik drużynę Śląska wspomina akurat dobrze. To we Wrocławiu debiutował w ekstraklasie, a w Warszawie strzelił nam dwa lata temu gola w meczu przegranym w ostatnich minutach 2:3.
Ze Śląskiem nie zagra Izraelczyk Shriki, który ma zaległości treningowe, powinniśmy za to zobaczyć na prawym skrzydle kogoś z dwójki Thomik – Olkowski. Pierwszy to rodzimy odzysk w stylu Michała Bembena, drugi – młody talent ściągnięty z GKS-u Katowice. Z tego miasta, choć z Rozwoju, zakontraktowano również napastnika Arkadiusza Milika, który nieźle prezentował się w sparingach. Wielką przyszłość wróżą w Zabrzu także Łukaszowi Skorupskiemu, który prawdopodobnie wygryzie z bramki Borisa Peskovicia. 20-latek wiosnę spędził na wypożyczeniu w Ruchu Radzionków.
Górnik zajął w zeszłym sezonie jako beniaminek szóste miejsce, ale w Zabrzu mierzą siły na zamiary i celem na nadchodzące rozgrywki jest środek tabeli (8-10). Mierzący wysoko Śląsk powinien takie zespoły, zwłaszcza u siebie, pewnie odprawiać. Wrocławianie utrzymali kadrę, wzmocnili się i zaliczyli więcej niż solidne przetarcie przed sezonem. Mecze w Lidze Europy dały drużynie Oresta Lenczyka poważne meczowe ogranie. O zmęczeniu nie może być mowy, wręcz przeciwnie, piłkarze powinni się cieszyć na każdy mecz. W Polsce gra się przecież mało, a poza tym wicemistrzowie Polski mają szeroką kadrę.
Pokazały to właśnie mecze z Dundee i Lokomotiwem. Na ławce siedzieli już kupiony za niemałe pieniądze Cetnarski, a nawet pewniak Lenczyka – Socha. Na trybunach przesiaduje kojarzony przez każdego kibica w kraju Madej, na prawym skrzydle pasjonuje rywalizacja Gancarczyka z Sobotą. Mamy co prawda problem z atakiem, ale nie wynika on z ilości czy jakości napastników, a z kontuzji i dochodzenia do formy.
Niedzielne spotkanie 1. kolejki T-Mobile Ekstraklasy poprowadzi Adam Lyczmański. Pierwszy gwizdek arbitra z Bydgoszczy usłyszymy o godzinie 14:30.