Jaką drogą pójdzie Magiera?

Jaką drogą pójdzie Magiera?

fot.:

Mecz Śląska z Legią był 15. rozegranym w ekstraklasie pod wodzą trenera Jacka Magiery. Jest to już odpowiedni okres czasu, aby zacząć wyciągać wnioski co do pracy trenera, ale także warto zastanowić się, jaką ścieżką będzie podążał. W poprzednich latach Mariusz Rumak czy Tadeusz Pawłowski osiągali lepsze wyniki punktowe w analogicznym okresie, a jednak dosyć szybko musieli opuszczać Wrocław. 



 

Poprawić ofensywę

Trener Jacek Magiera wypełnił lukę na ławce trenerskiej WKS-u z dwóch głównych powodów: niemocy w grze ofensywnej oraz niechęci do gry młodych zawodników w pierwszym składzie ze strony Vitezslava Lavicki. Po czasie wszyscy zgodnie mogą stwierdzić, że drugi cel został zrealizowany. Młodzi piłkarze regularnie dostają swoje szanse nie z powodu przepisów, ale podejścia trenera, który ma odwagę, by im dawać więcej szans.

Punktowo też Śląsk prezentuje się dobrze, ważne jest to, że Stadion Wrocław jest prawdziwą twierdzą ciężką do podbicia. Każdy, kto przyjeżdża do stolicy Dolnego Śląska musi liczyć się z tym, że osiągnąć korzystny dorobek punktowy będzie równie ciężko, co FC Barcelonie zmieścić się w ograniczeniach budżetowych. Oczywiście, wszyscy by sobie życzyli, aby wrocławianie weszli na wyższy poziom, który pozwoli utrzymywać korzystne wyniki, unikać remisów w końcówkach. Sobotnia wygrana może być tą jaskółką czyniącą wiosnę, wskazującą, że i w tym elemencie zaszedł progres. 

Myślę, że jest wiele różnic w kadencji trenera Jacka Magiery, a trenerów wymienionych w nagłówku, co powoduje, że kibice mogą z optymizmem patrzeć w przyszłość. 

Zawalone letnie okienko

Kiedy Mariusz Rumak zjawił się we Wrocławiu, miał jedno zadanie - zagwarantować spokojne utrzymanie w Ekstraklasie i zbudowanie zespołu, który długofalowo będzie liczył się w walce o wyższe cele. I trzeba przyznać, że podobnie jak Jacek Magiera, w pierwszym etapie wykonał swoje zadanie. Początkowo Śląsk grał dosyć prosty, ale skuteczny futbol, symboliczne były wrzuty z auty, które były niezwykle groźnym narzędziem ofensywnym. Do tego były szkoleniowiec Lecha dotarł do głowy Ryoty Morioki, dzięki czemu ten się odblokował i regularnie nękał obrońców, a przede wszystkim bramkarzy strzałami z kilkunastu metrów. W jedenastu meczach sezonu 15/16 Rumak ze Śląskiem zdobywał średnio 2 punkty na mecz.

Trzeba więc zadać sobie pytanie, co się wydarzyło, że tak się to skończyło? Że z 2 punktów na mecz spadł o 1,1-1,2? Wymaga to szerszego spojrzenia. Latem ze Śląska odeszło kilku kluczowych zawodników jak Tom Hateley, Tomasz Hołota, którzy pracowali na swobodę Morioki. Ten był mocno rozczarowany brakiem transferu na zachód stał się bardzo nieregularny, mocno zaczął pokazywać swoje humory.

Dodatkowo skończyło się wypożyczenie Bence Mervó i jeszcze chwilę trwała cała historia wokół jego powrotu, a jak już się to wydarzyło, to nie odnalazł nigdy swojej pierwotnej formy. Portugalskie trio Augusto-Goncalves-Alvarinho okazało się rozczarowaniem, a drugi środkowy pomocnik - Ostoja Stjepanović nie był tak dobry, jak za czasów Wisły Kraków. Do tego Mario Engels jak i Joan Roman mieli problem z odnalezieniem się w fizycznej Ekstraklasie.

Ostatecznie Śląsk był przewidywalną drużyną, ograniczoną w ofensywie, nieregularną i musiało się to skończyć tak, a nie inaczej. Spóźnione “wzmocnienia”, problemy zdrowotne i fochy piłkarzy. Kto wie, gdyby lepsze narzędzia, to może Mariusz Rumak byłby w stanie nawiązać do dyspozycji z wiosny. 

Legenda powraca

Po Mariuszu Rumaku pojawił się Jan Urban, który we Wrocławiu nie osiągnął wyjątkowych wyników. Gra Śląska to było przeciętne punktowanie z pojedynczymi wyskokami. Przez całą kadencję trener ten nie przekroczył średniej 1,5 punktu na mecz. Po ponad 40 meczach zakończył przygodę ze Śląskiem i powrócił ten, który osiągał zaskakujące wyniki kilka lat wcześniej - Tadeusz Pawłowski

Nie było to jednak tak piorunujące wejście, jak wcześniej opisywanego Mariusza Rumaka. Raczej starał się on poukładać klocki na swój sposób, początkowo notując remisy lub porażki. Natomiast końcówka była znacznie lepsza. W grupie spadkowej wygrał 6 z 7 meczów i w w dobrych humorach można było rozjechać się na wakacje.

W nowym sezonie powtórzyła się jednak historia, jak u Rumaka. Zawodnicy sprowadzeni latem z I ligi potrzebowali czasu, aby wywalczyć miejsce w podstawowym składzie, a Farshad Ahmadzadeh okazał się dużym niewypałem transferowym. Dokładając do tego transfer Jakuba Koseckiego do Turcji, siła ofensywna została mocno ograniczona. Chwilami duet skrzydłowych tworzyli Robert Pich i Kamil Dankowski, który nigdy wybitnym pomocnikiem nie był. Do tego pamiętać trzeba o niepewnym Igorsie Tarasovsie, który też swoje minuty wtedy zagrał. To co łączy tamten i obecny Śląsk, to poza Pichem postać Wojciecha Golli, który wtedy z Piotrem Celebanem tworzył podstawowy duet stoperów.  

Lepsze transfery, szersza kadra

Zdaje się, że to co najważniejsze, zostało poprawione. Letnia rekrutacja pozwoliła wprowadzić kilku ciekawych zawodników, jak Victor Garcia MarinCaye Quintana czy Diogo Verdasca. Dwaj ostatni pewnie potrzebują jeszcze czasu, aby wejść na wyższy poziom, albo po prostu czasu na grę, ale zwłaszcza Portugalczyk w meczu z Legią dał bardzo dobrą zmianę i pokazał, że już wkrótce może zacząć pukać do pierwszego składu. Co ważne, też latem Śląsk nie osłabił się. Trzon zespołu został zachowany i odpowiednio obudowany. 

Zadanie jakie stoi przed trenerem Magierą to zachować tak skuteczną i przemyślaną grę z czołówką ligi, a do tego prezentować ofensywny futbol ze słabszymi przeciwnikami. Ofensywny, skuteczny, który pozwoli uniknąć uwikłania w fizyczną przepychankę i chaos. Sukcesy w lidze osiąga się regularnie punktując z tymi słabszymi, tego także zabrakło Vitezslavowi Laviczce do dłuższej pracy we Wrocławiu. 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.