Jawny: Cierpliwości, wychowankowie jeszcze pomogą (WYWIAD)

Jawny: Cierpliwości, wychowankowie jeszcze pomogą (WYWIAD)

fot.: Krystyna Pączkowska / slaskwroclaw.pl

Trener Jawny w rozmowie z nami podsumowuje dotychczasowe zmagania drużyny rezerw w drugiej lidze. Poruszamy m.in wątek wypracowanego stylu, filozofii na prowadzenie drugiej drużyny oraz nie przestajemy szukać przesłanek ku lepszym występom młodzieży w pierwszej drużynie. Zapraszam do czytania!



 

Po 17 kolejkach rozgrywek drugiej ligi rezerwy Śląska zajmują 7 miejsce w tabeli. Ta pozycja odzwierciedla rzeczywisty potencjał  drużyny na tle reszty ligowej stawki?

Taka jest specyfika drużyny rezerw, że trudno ocenić jej rzeczywisty potencjał, gdyż jest tu duża rotacja zawodników. Jeśli jednak miałbym w ten sposób ocenić mój zespół to uważam, że aktualna pozycja jest dość adekwatna do poziomu większości zawodników, którzy grali w tej rundzie. Powiedziałbym nawet, że stać nas było na lepszy wynik, ale napotkaliśmy na wiele przeciwności. Pierwszy zespół na początku sezonu miał problem związany z koronawirusem i to od razu odbiło się też na nas. My nie mamy zupełnie odrębnej kadry, spora grupa młodych zawodników trenuje przez  większą część tygodnia z pierwszym zespołem.  Więc te problemy zawsze gdzieś się przenikają. Ale podsumowując minioną rundę – na pewno cieszymy się z tego wyniku. Przede wszystkim jesteśmy wysoko nad strefą spadkową, a naszym głównym celem jest utrzymanie. Chcemy zachować możliwość ogrywania zawodników na poziomie drugiej ligi, żeby nie musieli oni szukać takiej szansy na wypożyczeniach. Cieszymy się z tego co do tej pory wypracowaliśmy, ale wcale nie uważam, że to jest „sufit” dla tych młodych zawodników. Oni cały czas się rozwijają, potwierdzają to wyniki i nasze awanse od czwartej ligi.

Wspomniał trener o tych problemach kadrowych na początku sezonu. To była główna przyczyna słabego startu rozgrywek, gdy zdobyliście tylko siedem punktów w pierwszych sześciu meczach?

Ja po tych pierwszych meczach mówiłem, że z każdym spotkaniem będzie lepiej. Ci zawodnicy cały czas „idą do przodu” i uczą się tej ligi. Dla części z nich było to pierwsze przetarcie na takim poziomie, inni mieli zaledwie minimalne doświadczenia. Dlatego, po tych znikomych zdobyczach punktowych na początku, wcale zbytnio się nie martwiliśmy. Dokładając do tego wspomniane problemy kadrowe, to był to trudny okres. Poza tym zagraliśmy klika dobrych meczów, których nie powinniśmy przegrać, jak choćby inauguracyjny ze Skrą Częstochowa. Prowadziliśmy grę, stwarzaliśmy sytuację, rywal wyprowadził jedną akcję, zdobył bramkę i wygrał 1:0. Potem pojechaliśmy na Garbarnię i wygraliśmy po bardzo  dobrym meczu, z rywalem, który aktualną pozycją w lidze udowadnia, że nie jest słabeuszem. Następnie doszedł problem z zakażeniami u bramkarzy w tym samym czasie, do Suwałk pojechaliśmy w bardzo okrojonym składzie, także te problemy się piętrzyły. Nie poddawaliśmy się, staraliśmy się walczyć i ugrać jak najwięcej z tej sytuacji. Natomiast później, gdy skład już się ustabilizował, zagraliśmy fajne mecze w Rzeszowie, oraz u siebie z Chojniczanką i Polkowicami, czyli zespołami z czuba tabeli. Zespół popracował razem, zżył się, piłka nożna to sport drużynowy i jeśli w zespole zawodnicy poczują między sobą więź, to na boisku gra też wygląda lepiej. To wszystko dało nam rozpęd na tę bardzo udaną końcówkę rundy.

Mimo ograniczonej liczby wspólnych treningów w drużynie rezerw Śląska widać wypracowany styl i rękę trenera. Czy to, co udało się wypracować w tym 2,5 rocznym okresie pracy z drużyną, to już jest styl pod którym trener może się podpisać obiema rękami?

Razem z Marcinem Dymkowskim, bo wspólnie pracujemy  nad tą drużyną i dzielimy obowiązki, więc chce podkreślić też jego zasługi, wiedzieliśmy na co się decydujemy obejmując drużynę rezerw. Trochę już tych treningów i meczów było i w każdym z nich pracujemy nad swoim stylem. Chcemy być przede wszystkim bardzo dobrze zorganizowani w defensywie, a w ofensywie rozgrywać dobry jakościowo atak pozycyjny. Cieszymy się, że mimo tych wszystkich niedogodności w kwestii wspólnych treningów, nasza rękę w grze zespołu  i konstruowaniu akcji jest widoczna. Chcemy wprowadzać młodych zawodników, grać o zwycięstwo, ale zwracamy też bardzo mocno uwagę, by grać dobrze jakościowo. Piłka nożna jest dla kibiców i oni muszą mieć radość z oglądania meczów.

Myślę, że u kibica Śląska, obserwującego zarówno poczynania pierwszej i drugiej drużyny, rodzi to nawet mały dysonans. Druga drużyna skupia się na ataku pozycyjnym,  chce prowadzić grę, podczas gdy pierwszy zespół prezentuje ostatnio futbol raczej reaktywny, dostosowując się pod styl gry rywala. Czy to może być jakieś usprawiedliwienie dla młodych zawodników z rezerw, którzy wchodząc na końcówki meczów ekstraklasy, gdy Śląsk zazwyczaj kompletnie już nie chce kreować gry, często na boisku nie potrafią się odnaleźć?

Ja bym może szukał gdzie indziej przyczyny. Po pierwsze wydaję mi się, że młodemu zawodnikowi bardzo ciężko jest wejść na te 5-10 minut w ekstraklasie i w jakiś sposób zmienić przebieg meczu. Uważam, że wprowadzając młodego zawodnika, trzeba znaleźć mu mecz, w którym on dostanie szansę od początku. Wiem, że to nie jest łatwe, bo w pierwszym zespole gra się już wybitnie na wynik i on jest tam najważniejszy. My w drugiej drużynie gramy też trochę inaczej, bo mamy do dyspozycji innych zawodników. Mając młodą drużynę, zależy nam na jej rozwoju, więc nie chcemy grać takiej, jak pan wspomniał, „reaktywnej piłki”, lecz chcemy przejmować inicjatywę. Oczywiście, czasem spotkamy mocnego przeciwnika, jak to było w przypadku GKS-u Katowice, który nam na to nie pozwala. Ale jeśli tylko jest taka możliwość, to my chcemy kreować grę, konstruować akcję i narzucać swój styl. Uważamy, że w przyszłości to wyjdzie zawodnikom na dobre. A wracając do problemu zmian - być może ci młodzi zawodnicy jeszcze nie prezentują na tyle wysokiego poziomu, by wchodzić w ekstraklasie na parę minut i wpływać na przebieg meczu. To nie znaczy, że za rok lub dwa lata takiego poziomu nie osiągną. W tym ma im pomóc nasza praca w rezerwach. Podsumowując – ja widzę, że ci zawodnicy idą do przodu, robią postępy, ale jeszcze nie są na poziomie ekstraklasy, w takim sensie, że wyjdą w pierwszym składzie i będą decydować o losach spotkania. Ja wiem, że kibice może są zawiedzeni, że ci młodzi chłopcy nie wchodzą odważniej, nie grają w pierwszym składzie. Uważam, że potrzeba jeszcze zachować cierpliwość, a oni będą w końcu gwarantować jakość. A wtedy potrzeba już tylko odwagi trenerom w pierwszym zespole, żeby ich wprowadzać w większym wymiarze czasowym.

Rozliczany jest trener z wyników drużyny rezerw. Awans jak największej liczby tych chłopaków na poziom ekstraklasy również jest trenera misją?

Tak, ja bym nawet to odwrócił. Nie jest tak, że ja jestem rozliczany z wyniku, wręcz przeciwnie – stawiamy sobie za cel by jak najwięcej chłopaków wprowadzić do pierwszej drużyny. Sporo tych chłopaków już tam przeszło przez te 2 lata. Może nie mają jakieś oszałamiającej liczby występów w ekstraklasie, mam nadzieję, że to się poprawi.  To jest absolutnie podstawowy cel.  Ja myślę, że na wiosnę już na przykład Igor Maruszak, rocznik 2003, może grać dużo spotkań w drugiej lidze. Są na horyzoncie też inni zawodnicy. A jeśli przy okazji tego wprowadzania młodzieży jest też dobry wynik, to tym bardziej jesteśmy zadowoleni.

Po tej udanej rundzie jesiennej w rezerwach, widzi trener jakichś kandydatów do odegrania większej roli w pierwszym zespole w drugiej części sezonu?

Jest Szymon Lewkot, który jeśli chodzi o predyspozycje do grania to ma wszystko i teraz to zależy tylko od niego i jego głowy. Ale według mnie on już może spokojnie być wprowadzany i grać w ekstraklasie. Drugim takim zawodnikiem, który miał bardzo udaną rundę, jest  Oliwier Wypart. On jest praktycznie całe życie w naszej akademii, fajnie się rozwija, jest lewonożnym obrońcą z bardzo dobrą techniką użytkową i też ma wszelkie argumenty po swojej stronie, by z powodzeniem się przebić do pierwszej drużyny. Od dłuższego czasu z pierwszą drużynę trenuje również Piotr Samiec-Talar i to również jest zawodnik o dużej jakości. Mam nadzieję, że ci zawodnicy dostaną szansę pokazania się. Cały ten proces nie jest prosty, potrzeba trochę cierpliwości. Jeśli mógłbym się zwrócić do kibiców - mam pewność, że w przeciągu roku, maksymalnie dwóch lat, ci chłopcy wychowani w akademii udowodnią, że mogą grać na poziomie ekstraklasy i pomóc Śląskowi Wrocław.

Jaki jest stosunek trenera do zmiany przepisów, która zabrania posiłkowania się w rezerwach zawodnikami, mającymi minimum pięć  występów  w pierwszej drużynie?

Nie miałem żadnego problemu z tym przepisem, myślę, że to jest dobry kierunek, mamy tutaj pole manewru, bo ten przepis nie obejmuje młodzieżowców. Jeśli mógłbym tylko coś dodać, to chciałbym, żeby takie przepisy były ustalane wcześniej, z odpowiednim wyprzedzeniem, aby można było się na to przygotować. Podobnie jak z przepisem, który drużyny rezerw występujące w drugiej lidze wykluczył z udziału w Pro Junior System(system premiujący finansowo drużyny, które grały największą liczbą młodzieżowców i wychowanków – przyp.red). Okazało się to dosłownie tydzień przed rozgrywkami, a dla klubu był to ważny element przy organizowaniu drugiego zespołu na poziomie centralnym.

W Śląsku jest chyba jedna ofiara tego przepisu. Mathieu Scalet zaczął sezon obiecująco, przy brakach kadrowych dostał swoją szansę w pierwszej drużynie i ostatecznie to szczęście stało się trochę jego przekleństwem. Licznik jego spotkań w ekstraklasie stanął na pięciu i potem przez dwa miesiące nie zagrał już w żadnym meczu.

Jest jedna ofiara, ale jest też wielu młodych zawodników, którzy na tym skorzystali. Mat dostał szansę na początku sezonu w ekstraklasie i szybko wyczerpał ten limit, który pozwalałby mu jeszcze na występy w drugiej lidze. On na pewno rozegrałby z nami sporo spotkań, gdyby nie ten przepis. Od nowego roku ten licznik się zeruje i dopóki nie wystąpi w trzech spotkaniach pierwszej drużyny będzie mógł grać w drużynie rezerw. 

Są planowane w Śląsku jakieś wzmocnienia stricte pod drugą drużynę? Wspomniał trener, że ta kołdra bywała momentami krótka.

Oferowano nam przed sezonem dużo  zawodników, czy to bezpośrednio czy przez menadżerów, ale my nie chcieliśmy mieć zbyt dużej kadry. Chcieliśmy, żeby ci młodzi zawodnicy grali jak najwięcej. Mogą zdarzyć się niespodziewane absencje, tak jak na początku sezonu, gdy rzeczywiście, w dobie koronawirusa, był problem ze skompletowaniem meczowej kadry. Mimo to uważam, że warto mieć wąską kadrę, a w takich momentach ewentualnie wesprzeć się juniorami. Raczej nie planujemy żadnych transferów.

Na ile zawodnicy z Centralnej Ligi Juniorów mogą być wzmocnieniem drugoligowej drużyny? To przejście do seniorów to chyba jest kluczowy i najtrudniejszy przeskok na drodze młodego piłkarza.

To jest spory przeskok. Ostatnio rozmawiałem z trenerem juniorów Górnika Zabrze i on twierdził, że poziom jego zawodników kończących wiek juniora, poza tymi wiodącymi, to jest czwarta liga. Myślę, że tak jest dla większości zawodników z CLJ. Oczywiście są wyjątki, które mogą od razu wnieść jakość do drugiej ligi. My widzimy potencjał u wspomnianego Igora Maruszaka, on będzie z nami trenował.  Wcześniej swoje szansę dostawali też Michalski, Fediuk czy w bramce Budzyński. Droga dla innych zawodników z CLJ również jest otwarta, cały czas ich obserwujemy.

Przed wami długa przerwa zimowa, do gry wracacie w ostatni weekend lutego. Jakie są plany na okres przygotowawczy?

Rozpoczynamy przygotowania 10 stycznia. Na żaden obóz nie jedziemy, będziemy przygotowywać się we Wrocławiu. Prawdopodobnie zorganizujemy tygodniowy mini-obóz dochodzeniowy na obiektach Ślęzy na Kłokoczycach. Mamy zaklepane sparingi z zespołami drugiej i trzeciej ligi i będziemy przeprowadzać takie standardowe przygotowania do rundy wiosennej.

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.