Jaworowski jak Kuszczak: AKS - WKS 1:0 (0:0)
Zespół Śląska II pechowo przegrał w Strzegomiu po golu straconym w kuriozalny sposób. Jaworowski nie zdołał wybić piłki uderzonej prawie z linii środkowej boiska! Przedwcześnie murawę ze łzami w oczach opuścił Kosztowniak, którego arbiter ukarał czerwoną kartką, choć przy starciu chyba więcej było aktorstwa piłkarza AKS-u niż rzeczywistego cierpienia. Tym razem z powodu meczu z Piastem trener Żurek nie oddelegował wielu zawodników pierwszej drużyny do rezerw, z różnych zabrakło także kilku zawodników drugiego zespołu i z konieczności tego dnia do protokołu meczowego zostało wpisanych tylko 3 graczy rezerwowych (w tym trener Hryńczuk). Po raz pierwszy po kontuzji w meczu zagrał Jakub Małecki, który przywdział opaskę kapitana.
Mecz mógł się ułożyć dla wrocławian wyśmienicie, bowiem już w 2 minucie w dogodnej sytuacji do zdobycia bramki znalazł się Biliński, ale posłał piłkę obok słupka. Bliski trafienia do siatki był także Gul, ale dwukrotnie po jego strzałach głową futbolówka lądowała w rękach bramkarza AKS-u. Okazje na objęcie prowadzenia mieli także gospodarze. W 24 minucie parada Jaworowskiego uratowała wrocławian od straty bramki po strzale głową Wójcika. W 39 minucie wrocławskiego bramkarza uratował słupek, gdy z 25 metrów z rzutu wolnego uderzał Kaźmierczak. Dużo emocji było w ostatnich minutach pierwszej połowy. Najpierw piłka wpadła do siatki, ale na szczęście dla WKS-u arbiter dopatrzył się pozycji spalonej. W odpowiedzi najpierw z ostrego kąta strzelał Kosztowniak (bramkarz sparował futbolówkę ), a chwilę później po dośrodkowaniu centymetrów zabrakło Bilińskiemu by sięgnąć piłki.
Druga połowa rozpoczęła się od ataków Śląska. Chwilę po rozpoczęciu gry Hajdamowicz popędził z piłka kilkadziesiąt metrów, ale zabrakło mu już sił na oddanie skutecznego strzału i bramkarz nie miał problemów ze złapaniem piłki. Do siatki mógł trafić także Kostzowniak, ale dwukrotnie zabrakło mu szczęścia. W 69 minucie po prostopadłym podaniu od Małeckiego trafił wreszcie do siatki, ale sędziowie uznali, że był na spalonym. W 70 minucie padła, jak się później okazało, decydująca bramka. Gospodarze wywalczyli rzut wolny na połowie Śląska, kilka metrów od linii środkowej boiska. Bęś zauważył wysuniętego Jaworowskiego i zdecydował się na zaskakujący strzał. Wydawało się, że bramkarz WKS-u nie będzie mieć problemów ze złapaniem futbolówki, jednak piłka prześliznęła mu się po palcach i wpadła pod poprzeczkę bramki. Wrocławianie rzucili się do odrabiania strat, jednak po chwili musieli walczyć w osłabieniu. Arbiter uznał, że podczas walki Kosztowniak uderzył łokciem Miętkiewicza w brzuch i odesłał napastnika do szatni. Rezerwy, mimo, że grały w dziesiątkę, mogły ten mecz zremisować. W 78 minucie Biliński wykorzystał błąd obrońcy, przechwycił piłkę i popędził na bramkę, jednak przegral pojedynek z golkiperem. W końcówce gospodarze mogli podwyższyć prowadzenie. Najpierw Kozioł z 3 metrów strzelił w Jaworowskiego, a chwilę później bliski przelobowania bramkarza był Pawłowski. Arbiter doliczył do regulaminowego czasu gry 4 minuty, ale nie wystarczyło to wrocławianom na zdobycie gola.
AKS Strzegom – Śląsk Wrocław 1:0 (0:0)
70’ Bęś
AKS Strzegom: Ilski – Sandurski, Miętkiewicz, Bęś – Kozioł (89’ Głód), A. Matuszak, S. Matuszak (90’+3 Swidurski), Wójcik, Kaźmierczak – Pawłowski, Makara (75’ Burszta).
Śląsk: Jaworowski – Galuś, Solarz, Socha, Pedzich – Hajdamowicz, Małecki, K. Kaczmarek, Gul – Biliński, Kosztowniak.
źródło: własne
