Jeden człowiek utrzyma dwa kluby? Piasecki nie strzela goli nieważnych
fot.: Paweł Kot
W piłce nożnej wiele rzeczy można zrobić dwa razy. Strzelić dwa gole w jednym meczu, zdobywać bramki w dwóch spotkaniach z rzędu, złapać dwie żółte kartki w jednym starciu, zdobywać mistrzostwo kraju dwa razy pod rząd. Potencjalnych przykładów „dubletu”, które często się zdarzają jest jeszcze multum. Ale walnie przyczynić się do utrzymania dwóch klubów z tej samej ligi w jednym sezonie? To nawet w ekstraklasie rzadko grają. Tymczasem Fabian Piasecki może dokonać czegoś właśnie takiego. Na dodatek w kampanii kompletnie dla siebie szalonej.
Wyczekiwane przez każdego kibica WKS-u zwycięstwo w meczu ligowym wreszcie nadeszło. Grudzień, styczeń i luty, czyli teoretycznie trzy najzimniejsze miesiące w roku, były dla Śląska wyjątkowo "mroźne". Triumf w Płocku, czyli miejscu, które przynajmniej do końca zeszłego roku było dla rywali Wisły tak nieprzyjemne jak K2 zimą, czy kac po całonocnej imprezie, dał Śląskowi Fabian Piasecki.
Napastnik Śląska najwyraźniej przed meczem postawił sobie pytanie „co jest dla mnie ważniejsze, mój gol, czy wygrana drużyny?”, a po chwili namysłu stwierdził „po co wybierać?” i wziął oba. Bardzo chwalebne podejście, zwłaszcza że WKS piekielnie potrzebował wygranej, a on trafienia. Zrobił to w swoim (w Śląsku) stylu. Po wejściu z ławki, doliczony czas gry, gol dający bezcenne punkty. Uspokoił tym samym nieco całe dziejące się w tym sezonie wokół niego szaleństwo i zapunktował nieco u kibiców, a drużynie dał drugi oddech w walce o utrzymanie. Udowodnił też, że on w tej stukniętej dla siebie kampanii nie robi rzeczy nieważnych. Niezależnie, gdzie gra.
POKŁONY DLA PIASECKIEGO
Jak to bowiem z Fabianem było, wszyscy wiemy. Stwierdzenie że ma on najbardziej zdziczały sezon spośród wszystkich piłkarzy ekstraklasy, nie będzie przesadą. Jego obydwa okienka transferowe, zarówno letnie jak i zimowe, były tak niestabilne, że nawet słynący z szaleństw w tych okresach Kamil Grosicki mógłby pokiwać głową z uznaniem. Powodem był… Erik Exposito, który już dwa razy z walizkami siedział w „samolocie” poza WKS i dwukrotnie lot w ostatniej chwili odwoływano.
Piasecki zaś latem trafił w ostatniej chwili do Stali Mielec, a zimą jednego poranka dowiadywał się że zostaje na Podkarpaciu, drugiego iż jeszcze nie wiadomo, a trzeciego, że Śląsk jednak bierze go znów do siebie (oczywiście w niepewnej jeszcze roli). Cierpieli przez to w mniejszym lub większym stopniu wszyscy. Piłkarz, który nie wiedział co go czeka, Stal, niepewna czy ma szukać sobie nowego napastnika, po części Śląsk, próbujący spieniężyć Exposito i niewiedzący czy im ten Fabian w ogóle potrzebny, a także kibice obu drużyn, zmęczeni całą tą sagą. Najbardziej szalone jest jednak to, że może się tak zdarzyć, iż na koniec sezonu każda z wymienionych stron będzie mogła temu rzucanemu jak worek ziemniaków Piaseckiemu bić pokłony.
Mamy to!
— Śląsknet (@Slasknet) March 19, 2022
Dziękujemy @SlaskWroclawPl wreszcie za chwile radości
Brawo @Erikexposito23 i @FPiasecki11 pic.twitter.com/NTOPH0c5AB
PIASECKI SUPERHERO
Stal za tą fantastyczną jesień, kiedy przyjście Fabiana odmieniło ich grę. Na Piaseckim oparli ofensywę, on sam strzelił 4 gole i zaliczył 5 asyst, a mielczanie byli rewelacją rundy, co może pozwolić przetrwać trudną wiosnę na tyle, by uniknąć przypisanego im niemal przez wszystkich spadku. Jakby oczywiście symboliki było mało, jedyny mecz jaki wówczas Stal przegrała, to ten, gdy Piasecki pauzował za kartki. Ze Śląskiem 1:2, a jakże.
WKS z kolei za niezwykły talent do piekielnie ważnych goli. Ten z Wisłą Płock dał im bezcenne trzy punkty w walce o utrzymanie, ale pamiętajmy też o trafieniu jeszcze z sierpnia, gdy w ostatniej akcji meczu kapitalną przewrotką Piasecki dał wrocławianom remis 1:1 w Gliwicach z Piastem.
PIASECKI NA RATUNEK
Oczywiście stwierdzenie teraz, że WKS już się utrzymał, bo wygrał po trzech miesiącach jeden mecz, nie ma krzty sensu. Dla wrocławian końcowa faza sezonu będzie naznaczona cierpieniem, pożogą i ciągłą presją. Wystarczy chociażby spojrzeć na terminarz. Zaraz po przerwie reprezentacyjnej Wojskowi mają dwa mecze z walczącymi o tytuł Lechem Poznań i Rakowem Częstochowa, a w maju jeszcze z wizytą wpadnie trzeci zespół w „złotej” rozgrywce - Pogoń Szczecin.
Potem spotkania „o sześć punktów” z Małopolską, czyli Wisłą Kraków i Bruk-Betem Nieciecza oraz jeszcze kilka innych. Przed Śląskiem dwa najważniejsze miesiące od lat. Kto wie, czy to właśnie nie ten niechciany Piasecki okaże się tu bezcenny. Doskonały joker z nosem do ważnych goli. Może nawet jako gracz pierwszego składu, w końcu z Wisłą Płock trener Piotr Tworek potrafił postawić obok siebie Exposito oraz Caye Quintanę.
Byłby to piękny chichot historii, gdyby w tym sezonie utrzymały się i Śląsk, i Stal, a „ojcem” obu tych utrzymań stałby się właśnie Piasecki. Zakończenie jak z gry wideo, gdy główny bohater mimo przeciwności pokonuje antagonistów, ratując świat. Lub z filmu. Odpocznijmy zatem nieco od emocji w przerwie reprezentacyjnej, a po niej bierzmy popcorn i oglądajmy co nam (oraz Piaseckiemu) kampania 2021/22 jeszcze przyniesie.