Jerzy Klempel nie żyje
Środowisko handballowe przeżyło szok. Odszedł wielki sportowiec, dla wielu Król piłki ręcznej, przez większość kariery związany ze Śląskiem Wrocław. Klempela podziwiałem, kiedy siedmiokrotnie z rzędu zdobywał ze Śląskiem mistrzostwo Polski, gdy rzucał mnóstwo goli w meczach pucharowych. Hala przy ulicy Saperów we Wrocławiu była centralnym miejscem polskiego handballu. W tej hali Klempel grał dla Śląska, wygrywał dla Śląska i do tej hali wrócił po piętnastoletniej przerwie po to, aby zdobyć, już w roli trenera, mistrzostwo i wicemistrzostwo kraju.
W różnych rolach był przy ukochanej drużynie aż do piątku. Do
końca sezonu przychodził na zawody, zasiadał blisko ławki
rezerwowych i - wielce podekscytowany - oglądał mecze, wykrzykując
swoje opinie. Udzielał wskazówek zawodnikom, często także sędziom.
Niekiedy sędziowie może i chcieliby zareagować na poczynania
Klempela nieco ostrzej i może raz czy drugi byli bliscy udzielenia
mu napomnienia. Jednak pozwalali na swoiste zachowanie się
człowiekowi, który - chociaż nie figurował już w protokole - do
końca prowadził swój zespół. Bo Śląsk zawsze był Jego, Kukusia,
drużyną.
Klempel rozegrał 215 meczów w reprezentacji Polski, z którą wywalczył brązowy medal na Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu (1976) i mistrzostwach Świata w 1982 r. w Niemczech, a także srebrny medal w Pucharze Świata. Kilka razy wystapił też w reprezentacji świata. Był królem strzelców na olimpiadzie w Moskwie (1980) oraz na mistrzostwach świata w Danii (1978) i Niemczech (1982).
Karierę rozpoczynał w Gwardii Opole, ale już jako 16-latek zadebiutował w Śląsku Wrocław. W latach 1976-82 siedmiokrotnie z rzędu poprowadził "Wojskowych" do mistrzostwa Polski, a w 1978 r. do przegranego finału Pucharu Mistrzów z Magdeburgiem.
Następnie grał w niemieckim Goeppingen, który został karnie zdegradowany za podpisanie profesjonalnego kontraktu z... Klemplem. W sezonach 1985/86-87/88 był trzykrotnie królem strzelców Bundesligi. Do dziś nie zostały pobite jego rekordy: 19 bramek w jednym meczu, 16 goli z gry. A wszystko to uzyskane z przeciętnym zespołem.
Wrócił do Wrocławia w 1996 r. jako trener i po roku pracy zdobył kolejny tytuł mistrzowski, a w następnym sezonie wicemistrzowski. Grał na prawym rozegraniu, rzucał lewą ręką, celowal jak nikt inny na świecie. Od dziś jest nas o jednego mniej.
Zbigniew Wyrozumski
Filip Podolski
źródło: własne