Jest ich więcej!

Dokładnie ośmiu i każdy lepiej lub gorzej gra w piłkę. Andrzej, Tomasz, Artur, Janusz, Marek, Krzysztof, Waldemar i Mateusz. Tylu synów dochowali się mieszkający w Oławie Krystyna i Adam Gancarczykowie. Zdecydowanie powód do dumy, szczególnie biorąc pod uwagę osiągnięcia dwóch najbardziej znanych – zawodników Śląska Janusza i Marka. Obydwaj do Wrocławia trafili w tej samej chwili i od razu stali się pierwszoplanowymi graczami w talii trenera Ryszarda Tarasiewicza. Każdy z klanu braci Gancarczyków przygodę z piłką nożną rozpoczynał lub dopiero jest na jej starcie w oławskim MKS-ie. Już wtedy o Januszu mówiło się, że to spory talent i zainteresował się nim Śląsk. Pierwszy do ekstraklasy trafił jednak starszy Marek, którego pozyskał Górnik Polkowice. Po dwóch latach dołączył do niego Janusz i bracia Gancarczykowie znowu grali razem. Rozłąka trwała krótko, a ich kariery zaczęły nabierać tempa. Przez trzy sezony występów w Polkowicach Marek zyskał sobie miano solidnego skrzydłowego, mogącego również grać w ataku, a Janusz od swojego brata nie odstawał i hasał na lewej flance. Po karnej degradacji Górnika jasne było, że młodzi i zdolni Gancarczykowie szybko będą musieli znaleźć sobie nowy klub. Wolę angażu tych graczy wyraził Śląsk i były to transfery jak najbardziej trafne. Po słabszych meczach w starej drugiej lidze „Garnki” doszły do pożądanej formy, chociaż rozwój Marka ciągle hamowany jest przez przytrafiające się kontuzje. Gdy obydwaj są zdrowi należą do jednych z najszybszych zawodników w lidze, a ich rajdy dla obrońców są często nie do powstrzymania.
Januszowi i Markowi się udało, pozostali bracia talentu do piłki mają mniej, ale każdy z nich kopać potrafi. Sporo nadziei na kontynuację piłkarskich tradycji w rodzinie Gancarczyków z Oławy dają najmłodsi. O Waldemarze i Mateuszu w samych superlatywach wypowiada się ich rodzina. Oby ich talent nie został zmarnowany, ale w razie czego może ich zastąpić urodzony 5. października syn Janusza...
źródło: Piłka Nożna
