Józef Klepak: Skautingu niby nie ma, a sukcesy są
Przed świętami rozmawialiśmy o sytuacji w Śląsku z byłym trenerem WKS-u, Romualdem Szukiełowiczem. Dziś opinia od wewnątrz: prezentujemy wywiad, jakiego udzielił nam Józef Klepak – człowiek odpowiedzialny w klubie za skauting i koordynację pracy z młodzieżą. Dużym rozczarowaniem jest dopiero 13. miejsce drużyny w tabeli. Co jest tego przyczyną?
Oczywiście duży wpływ ma tu ubytek zawodników. Taki klub jak Śląsk Wrocław najlepszych zawodników musi wyprzedawać, bo nie jesteśmy w stanie ich utrzymać. To są kwestie ekonomiczne, naturalna kolej rzeczy. Myślę, że wszyscy w Polsce chcieliby sprzedać tak jak my Sobotę. Jednak ich zastąpienie jest dużym problemem. Tacy piłkarze nie rodzą się na kamieniu.
Najwięcej krytyki było pod adresem pomocników.
Stevanovicia 80% trenerów chciałoby mieć w zespole. To jest zawodnik, który nie kreuje gry, ale jest niezwykle skuteczny w grze defensywnej, odbiorze piłki, pierwszym podaniu wyprowadzającym do Mili. On pracuje na Sebastiana. My go oceniamy jako naprawdę dobrego piłkarza jak na polską ligę. Trener kadry Słowenii nie powołał go tylko za nazwisko. Katanec jest chyba dla nas jakimś autorytetem.
Co do Mili i Kaźmierczaka – my nie podpisujemy kontraktów na 3 miesiące. Zapomnieliśmy, że ci dwaj dali nam mistrzostwo, wicemistrzostwo i trzecie miejsce. To, że w tym sezonie są słabsi, to już taka kolej rzeczy. Raz, że trochę są starsi, dwa - może mają jakiś spadek formy. My jako klub podpisujemy umowy 2-3 letnie. Rozliczajmy ich za cały ten okres, a nie za to, że dzisiaj są nieco gorsi, że grają nie na tym poziomie, co poprzednio. Czy w historii Śląska ktoś zdobył 3 medale w 3 kolejnych sezonach? Nie, a dzisiaj oceniamy, że są to niepotrzebni ludzie?!
Jaki wpływ miały na wyniki kontuzje?
Proszę zauważyć, że jedynym kontuzjowanym zawodnikiem był Sebastian Mila. Miał on kontuzję mechaniczną, uraz kolana podczas meczu z Górnikiem Zabrze. A przecież nasi piłkarze rozegrali najwięcej spotkań spośród polskich ligowców, łącznie z pucharami.
Tymczasem nie miał go kto zastąpić. Brakuje zdolnej młodzieży.
Mamy 4 czy 5 ludzi w kadrze pierwszego zespołu. To nie moja wina, ani Paluszka, że ci chłopcy nie grają. Proszę o to zapytać członków sztabu szkoleniowego. Oni o tym decydują. Patrzę na zawodników, którzy wchodzą do innych zespołów w ekstraklasie i jestem przekonany, że Dankowski, Przybylski czy Juraszek – był u nas 2 lata, nie dostał ani minuty szansy, dzisiaj jest podstawowym zawodnikiem Arki Gdynia - mają warunki do tego, żeby grać na tym poziomie. Wrąbel też nie jest zauważany. Chłopak z rocznika `96 jest w kadrze pierwszego zespołu. Gwarantuję, że przy normalnym rozwoju, za 2 lata będzie on pierwszym bramkarzem w drużynie.
Czy pan sobie wyobraża, że ja piszę skład i zanoszę trenerowi kartkę? Nie chcę o tym dyskutować, bo decyzję podejmuje cały sztab, nie tylko Levy, ale też trenerzy Barylski, Czajka, Hryńczuk. Razem. Nie twierdzę, że Dankowski czy Przybylski jest wybitnym zawodnikiem, ale mam pogląd na to, kto gra w lidze.
Ale taka sytuacja trwa od długiego czasu. Z wychowanków jest tylko Tadeusz Socha.
Młodzież w spółce jest dopiero od półtora roku. Poprzednio szkolił wojskowy Śląsk. Czerpiemy z ich zasobów, z tego, co oni wyszkolili. Zrobiliśmy selekcję, przyjęliśmy naszym zdaniem najlepszych juniorów, jacy byli we Wrocławiu. Wymogi licencyjne zmusiły wszystkie kluby ekstraklasy do zakładania akademii. Ale są to tylko akademie z nazwy. Nikt nie ma na to budżetu. Zbliża się do tego Legia, zbliża się Lech. Reszta ma tylko namiastki. Wielka akademia Legii trenuje na jednym boisku. Nasza też trenuje na jednym boisku. Wszystkie zespoły! Zaczynamy ją dopiero tworzyć od półtora roku. W innych krajach takie szkółki mają po 10 boisk, w tym 2 sztuczne, oświetlenie itp. My tylu to chyba w całym mieście nie mamy.
Słabych wyników drugiej drużyny też nie da się jednak ukryć.
Racja. To nie są ludzie, którzy mogą nas zachwycić i może żaden z nich nie awansuje do pierwszego zespołu. Ale my nie mamy piłkarzy z roczników 90-93. Proszę mi powiedzieć, czy ktoś z tej generacji pochodzący z Wrocławia rozegrał 20-30 spotkań w ekstraklasie? Nie było takich. My nikogo takiego nie wyrzuciliśmy.
Kiedy zatem będą efekty pracy z młodzieżą?
Myślę, że co najmniej trzeba na to jeszcze 3 lata poczekać. Może będą to chłopcy Marka Kowalczyka, a może jeszcze młodsi. Mamy dobry system szkolenia. Gramy we wszystkich kategoriach bardzo odważną piłkę: 4-3-3. Wychodzi lepiej czy gorzej. Nie jesteśmy w stanie tego dzisiaj ocenić. Gramy w lidze makroregionalnej, spokojnie zajmujemy tam 6-7 miejsce. Poczekajmy jeszcze rok, dwa. My też się wszystkiego uczymy. Sądzę, że z rocznika `97, może ktoś z `96 wskoczy niedługo do pierwszego składu. Na to nie ma innej recepty, musimy czekać. Nie zgodzę się z tym, że nic nie robimy. Mamy 40 reprezentantów Dolnego Śląsku i paru w juniorskich kadrach kraju. Jest to jakiś wynik.
Tymczasem w innych klubach z powodzeniem grają zdolni zawodnicy z naszego regionu. Na przykład Masłowski albo Biliński, z którego Śląsk zrezygnował.
Zaraz zaczniemy obarczać winą wszystkich, którzy pracują w klubie, że Jan Tomaszewski przeszedł do Legii. Nikt nie mówi tego, że za naszych czasów Masłowski nie miał szans grać tutaj, a potem zrezygnował. Był tu na rozmowach, nie chciał. Później Grzegorz Kowalski chciał go do Kluczborka do pierwszej ligi, ale on wybrał czwartą. Może chłopak nie był przygotowany. My go widzieliśmy, rozmawialiśmy z nim. On grał w kadrach DZPN-u. Czemu nie podjął wyzwania, nie wiem? Ale nie można obarczać nas winą za to, że odszedł. Gol czy Piech byli już poza Śląskiem, kiedy my zaczęliśmy tu pracować.
Biliński miał u nas podpisany kontrakt. Był wypożyczany, między innymi do Płocka. Po powrocie sprawdzał go trener Tarasiewicz, sprawdzał go trener Lenczyk, sprawdzał go trener Levy. To co, trzech trenerów się pomyliło? Po każdym wypożyczeniu był tutaj na testach. Czy żaden z tych szkoleniowców nie jest fachowcem?
Nie korzystacie też z byłych piłkarzy związanych z klubem.
Janusz Sybis jest etatowym pracownikiem WKS-u. Ściągnęliśmy Marka Kowalczyka. To trener, który zapowiada się na dobrego fachowca. Od początku akademii jest Piotr Jawny. Najpierw trenował żaków, potem szybko wskoczył na asystenta przy drugiej drużynie. Krzysztof Paluszek pracował z młodzieżą w naszym klubie jeszcze z Janem Calińskim, kiedy w ogóle nie było pieniędzy. Założyli Młodzieżowe Stowarzyszenie Piłkarskie.
No i moja skromna osoba. Ja pracuję w Śląsku od 19 lat. Przeszedłem wszystkie szczeble drabinki trenerskiej. Od trampkarzy poprzez juniorów, drużynę rezerw, asystenta trenera Szukiełowicza. Dla niego pobyt tu to był epizod, bo nie przepracował więcej niż 3 lata.
Czy my wszyscy nie jesteśmy związani z klubem? Nie wiem, czy jesteśmy lepsi czy gorsi, słabi trenerzy czy dobrzy. Ale pracując tu 19 lat, mogę powiedzieć, że jestem bardziej związany z klubem niż ktoś, kto był tylko 3.
Kolejny poważny zarzut to brak skautingu z prawdziwego zdarzenia.
To prawda, że tego nie ma w Śląsku. Zaczął być tworzony dopiero 4 lata temu. Na początku Paluszek zatrudnił Klepaka. Powiedział: będziesz jeździł i szukał talentów. Wszyscy się tego uczyliśmy. Dostałem 2000 złotych za pół roku. To był skauting w klubie, takie były możliwości. My mamy plan działania, przedstawiamy go kolejnym prezesom: 5-6 skautów na terenie Dolnego Śląska.
Rozmawialiśmy z byłymi zawodnikami WKS-u: Tomaszem Kosztowniakiem, Grzegorzem Podstawkiem, Dariuszem Sztylką, Krzysztofem Wołczkiem. Krzysztof Szewczyk pracuje w filii w Miliczu. Jest zatrudniony w Śląsku. Mamy Marcina Dymkowskiego. Jest grupa ludzi, która rozpoczyna pracę w trenerce, jest z nami w kontakcie, podsyłają nam zawodników. Ale jeśli mówimy o profesjonalnym skautingu, to trzeba by tym ludziom zapłacić. Póki co opieramy się na wolontariacie. Nawet Remigiusz Jezierski polecił nam chłopaka z Lublina, ściągnęliśmy go, jest dzisiaj u nas. Możliwości klubu nie są na miarę tego, co my chcemy.
Mając takie problemy organizacyjne, rozwiązaliśmy to inaczej. Zobowiązaliśmy naszych trenerów prowadzących drużyny juniorów, żeby prowadzili skauting, każdy na swoim poziomie, podglądając przeciwników. My siadamy co tydzień i rozmawiamy o chłopakach, którzy są do wzięcia. Dam panu listę 25 młodzieżowców ściągniętych w ciągu półtora roku. Czy to jest mało? Bardzo dobrą współpracę mamy z klubami wrocławskimi: przede wszystkim Parasolem. Pozyskujemy tych zawodników, na których nas dzisiaj stać.
Mamy rozeznanie, tylko – jeden mały szczegół - Śląsk na dzisiaj nie ma internatu. Dzisiaj się ściąga zawodników w wieku gimnazjalnym, a my możemy brać tylko licealistów. Wszyscy nam zabierają: Zagłębie Lubin, bo ma internat, ma warunki, Lech Poznań, Legia. Oni są poza zasięgiem. Chłopcy w wieku licealnym mają po 16 lat. To już jest po herbacie.
Jeśli chodzi o skauting seniorów – zgadza się – uciekło nam paru zawodników. Ale czy myśmy ich nie widzieli? Przecież taki Mateusz Machaj grał w reprezentacji Dolnego Śląska na Regions Cup, którą ja prowadziłem. Tylko nikt nie odda zawodnika za czapkę śliwek. Zażądali za niego pewnych pieniędzy, Śląsk się nie zgodził, poszedł tam, gdzie dali. Na przestrzeni 4 lat my nie kupiliśmy zawodnika.
A czym możecie się pochwalić?
Nikt nie rozlicza nas: Klepaka, Paluszka, Tarasiewicza, Kowalskiego; za Waldka Sobotę. My w Kluczborku byliśmy chyba z 15 razy. Wszyscy pracowaliśmy nad tym, żeby on trafił do nas. Wypomina się nam, że nie ma skautingu. Czy Sobota nie jest efektem pracy tego działu?
Tomka Hołotę obserwowaliśmy z Paluszkiem już w drugiej lidze w Katowicach. Już wtedy był na celowniku. Nie jest tak, że nagle zabłysnął. Polonia Warszawa zapłaciła za niego, poszedł do nich. Kiedy pojawiła się możliwość wyciągnięcia go stamtąd, już był sprawdzony.
A Marco Paixao? Czy to nie jest działanie skautingu? Kiedy przyszedł do Śląska Kaźmierczak? Dudu? Sebino Plaku? Mógłbym wymieniać kolejnych zawodników: Adam Kokoszka, bracia Gikiewicze, Kelemen. Przecież oni wszyscy przyszli za naszych czasów. Skautingu nie ma, ale ludzie pracują. Kto ich sprowadzał do Śląska? Wszyscy. Czy efektów tej pracy nie widać? Dlaczego ktoś mówi, że my tutaj ponosimy porażki?