Kasa za Wasilewskiego i Nazaruka
PIŁKA NOŻNA. Arsenał Kijów zapłacił ratę za Macieja Kowalczyka. Za to pieniędzy ze sprzedaży Sławomira Nazaruka i Marcina Wasilewskiego do Wisły Płock, które trafiły na konto byłego dyrektora Śląska, raczej na pewno klub nie odzyska. Dyrektor nie odda ich, bo prawdopodobnie nie musi
Bogdan Ludkowski, prezes zarządu Śląska, przed dziesięcioma dniami podał się do dymisji, ale wcześniej pojechał do Kijowa, by od działaczy tamtejszego Arsenału uzyskać odpowiedź na pytanie, kiedy zapłacą za Macieja Kowalczyka, którego pozyskali z wrocławskiego klubu. Chodziło o ponad 600 tysięcy złotych. Za tyle właśnie piłkarz miał trafić na Ukrainę.
Dotrzymują słowa
Ludkowski wrócił umiarkowanie zadowolony. Pieniędzy co prawda nie przywiózł, ale podpisał aneks do wcześniejszej umowy, w którym Arsenał po pierwsze uznał bezsporność roszczeń Śląska, a po drugie zobowiązał się płacić pieniądze za Kowalczyka w ratach. Wszystko ma być uregulowane do końca tego roku. Najprawdopodobniej misja prezesa zakończyła się powodzeniem, bo pierwsza rata za Kowalczyka trafiła do Śląska. W piątek Arsenał przysłał pierwszą ratę. Dzięki niej popłacone zostały bieżące zobowiązania wobec piłkarzy i trenerów. Kolejna rata powinna nadejść w najbliższym czasie bo - jak się dowiedzieliśmy - miała być wysłana wczoraj.
Działacze próbowali też odzyskać pieniądze za piłkarzy transferowanych ze Śląska do Wisły Płock - Sławomira Nazaruka i Marcina Wasilewskiego. Obu sprzedano latem za 1,5 miliona złotych, ale tylko część tej sumy trafiła na konto klubu i to wcale nie największa. Dzięki pełnomocnictwu ówczesnego prezesa Janusza Cymanka transfery przeprowadzał były dyrektor Śląska Zbigniew F. Po sprzedaży na jego prywatne konto trafiło ponad 400 tys. złotych. Były dyrektor twierdzi bowiem, że Śląsk nie zapłacił mu pieniędzy za jego pracę w klubie.
Prezes Ludkowski złożył doniesienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury. Śledztwo trwa, ale dowiedzieliśmy się, że na pewien czas przeniosło się do Płocka, bo transakcja dotyczyła tamtejszego klubu. Tamtejsza prokuratura odesłała jednak sprawę z powrotem do Wrocławia, argumentując, że jeśli zostało popełnione przestępstwo, to właśnie na terenie Wrocławia.
Równocześnie próbowano prowadzić rozmowy ze Zbigniewem F., ale nie przyniosły one rezultatów. - Był nieprzejednany, wyniosły i arogancki - powiedział nam jeden z działaczy.
Dowiedzieliśmy się, że działacze Śląska wystąpili także na drogę cywilnoprawną. I nawet został wydany Zbigniewowi F. nakaz zapłaty, ale nie odniósł skutku, bo były dyrektor zgodnie z prawem odwołał się od tej decyzji.
Pieniądze przepadły?
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że raczej trudno będzie Śląskowi odzyskać pieniądze od byłego dyrektora. Z naszych informacji wynika bowiem, że Zbigniew F., przeprowadzając transfery Nazaruka i Wasilewskiego, nie tylko miał do tego pełnomocnictwo, ale dysponował też dokumentem, podpisanym przez uprawnionego do tego działacza Śląska, który upoważniał płockich działaczy do przelania części pieniędzy za obu zawodników na konto dyrektora.
Gdy sprawa brakującej kwoty za transfery wyszła na jaw, zarząd Śląska zwrócił się o przekazanie mu wszystkich dokumentów dotyczących transferów Nazaruka i Wasilewskiego. Działacze zapewniali nas kilka tygodni temu, że nie było wśród nich dokumentu podpisanego przez uprawnioną do tego w spółce osobę, na którego podstawie Wisła Płock mogła przelać część kwoty za transfer na konto Zbigniewa F. Tymczasem nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że przy realizacji transferów taki dokument płockim działaczom przedstawiono. Było on uwiarygodniony - jak twierdzi nasz informator - podpisem działacza Śląska, który był do wydania takiego dokumentu upoważniony.
Dowiedzieliśmy się, że były prezes i udziałowiec Śląska Janusz Cymanek, który wystawił Zbigniewowi F. pełnomocnictwo na przeprowadzenie transferów obu graczy, zapewnił członków zarządu Śląska, że było to jedyne pełnomocnictwo wystawione przez niego byłemu dyrektorowi.
Dyrektor "na prawie"
Jeśli rzeczywiście działacze Wisły Płock mieli dokument pozwalający im przelać część kwot za Nazaruka i Wasilewskiego na konto Zbigniewa F., to były dyrektor jest "na prawie" i prokuratura najprawdopodobniej umorzy wobec niego śledztwo. Dyrektor pieniędzy nie odda, bo nie musi. Zostały przelane na jego konto na podstawie zgodnego z prawem dokumentu. Czy jednak nie powinno się sprawdzić, czy w Śląsku nie nastąpiło inne przestępstwo - działanie na niekorzyść spółki? I czy istnieje rzeczywiście dokument, na którego podstawie kontrahent Śląska mógł część klubowych pieniędzy przelać na konto prywatnej osoby. A jeśli jest takie pismo, to kto je podpisał?
źródło: Gazeta Wyborcza