Kaźmierczak: Brak lojalności u młodych zawodników to duży problem

Kaźmierczak: Brak lojalności u młodych zawodników to duży problem

fot.: Adriana Ficek

Przemysław Kaźmierczak - były piłkarz Śląska Wrocław, który reprezentował klub w jednym z jego najlepszych okresów, na początku rundy wiosennej został ogłoszony nowym dyrektorem akademii WKS-u. Jaki ma plan działania oraz jakie problemy widzi w dzisiejszych realiach młodzieżowej piłki nożnej? Zapraszamy na rozmowę.



 

Jak pan odnajduje się na nowym stanowisku, jakim jest dyrektor akademii Śląska Wrocław?

W porządku, choć mogę powiedzieć, że w jakimś stopniu ciągle się wdrażam. Pracy jest mnóstwo, zarówno administracyjnej, jak i czysto sportowej. Z mojej perspektywy uważam, że radzę sobie całkiem dobrze, choć o ocenę efektów należałoby pewnie zapytać osoby z mojego otoczenia. Jestem jednak nastawiony pozytywnie. Spodziewałem się ogromu obowiązków i to się potwierdziło. To duża akademia i wielki klub, więc zdecydowanie jest co robić.

Wielu czytelników pewnie zastanawia się, co dokładnie robi dyrektor poza ogólnym koordynowaniem Akademii. Jak wyglądają pana codzienne zadania?

Oczywiście kluczowe jest zarządzanie kadrą trenerską i koordynatorami, ale główna część mojej pracy to dziesiątki rozmów. Zajmuję się kontraktami i umowami, ale też analizami pomeczowymi i treningowymi oraz bieżącymi sprawami, które pojawiają się nagle. Do tego dochodzi ścisła współpraca z akademią męską i żeńską, drugą drużyną oraz dyrektorem sportowym, Rafałem Grodzickim, w kontekście pierwszego zespołu. Stały kontakt z zarządem sprawia, że lista zadań jest naprawdę długa. Naszym priorytetem jest takie działanie, aby wprowadzane zmiany nie odbijały się negatywnie na jakości treningów i codziennej pracy, a wręcz przeciwnie, stanowiły wartość dodaną.

Decyzja o objęciu stanowiska dyrektora była chyba sporym zaskoczeniem. W klubowych mediach wspominał pan, że odbywał staż raczej pod kątem trenerskim, a tu nagle taka zmiana

Rzeczywiście, jesienią byłem tutaj na stażu. Wtedy plan zakładał, że zostanę trenerem wyróżniających się zawodników akademii. Miałem opiekować się nimi kompleksowo od aspektów sportowych, przez szkolne, aż po dietetykę czy psychologię. Chodziło o pełne wsparcie na każdej płaszczyźnie. Ostatecznie tamtego projektu nie udało się sfinalizować, a po zmianach w strukturach klubu otrzymałem zupełnie inną propozycję. Nie ukrywam, że chwilę się zastanawiałem, bo to ogromne wyzwanie w tak dużym klubie i akademii. Postanowiłem jednak podjąć to wyzwanie i sprawdzić, jak profesjonalna piłka wygląda od środka również pod tym kątem administracyjnym.

Czyli pojawiły się lekkie wahania przed przyjęciem oferty?

Bardziej chodziło o to, że zastanawiałem się, czy podołam takiemu wyzwaniu i sprostam wszystkim obowiązkom. Nie chcę nic robić na pół gwizdka. Uznałem jednak, że jeśli nie spróbuję, to nigdy się nie dowiem, a jest to nie tylko ogromne wyzwanie, ale i szansa. Spodziewałem się, że nie będzie łatwo i że czeka mnie duży przeskok, ale działamy prężnie. Klub i akademia funkcjonują, cały czas coś się dzieje, prowadzimy wiele rozmów. Pojawiłem się w trakcie sezonu, więc tak naprawdę wszedłem do pędzącego pociągu. Teraz liczy się tylko praca i skuteczne działanie.

To jednak nie jest dla pana zupełnie nowe doświadczenie, bo prowadził już pan Gol Academy. Jak bardzo różni się zarządzanie mniejszą szkółką od pracy w tak dużej, renomowanej akademii klubowej?

Przede wszystkim poziom sportowy i organizacyjny jest tutaj nieporównywalny. Liczba osób zaangażowanych w projekt, od administracji, przez sztaby szkoleniowe, aż po samych zawodników, jest ogromna. Do tego dochodzi wieloszczeblowa współpraca wewnątrz klubu. To naprawdę potężny przeskok.

Jak pan ocenia swoje pierwsze dwa miesiące? Znalazł pan wiele rzeczy, które się nie podobały i wymagały zmiany, czy raczej kontynuuje pan pracę poprzedników?

Na ten moment bardziej kontynuuję to, co było robione wcześniej. Akademia stoi na wysokim poziomie zarówno pod względem sportowym, szkoleniowym, jak i administracyjnym. Nie ma sensu wywracać wszystkiego do góry nogami tylko dlatego, że przyszedłem na nowe stanowisko i teoretycznie mogę coś zmienić. Początek to dla mnie czas wdrażania się, poznawania struktur i kontynuacji długofalowej wizji, która tutaj obowiązuje. Oczywiście, z czasem nadejdą pewne korekty, wynikające z wyciągniętych wniosków. Zmiany będziemy wprowadzać dopiero wtedy, gdy analiza pokaże, że są one faktycznie potrzebne.

Jedną z pierwszych rzeczy, które zwykle robią dyrektorzy, jest weryfikacja kadry, z którą przyjdzie im pracować. Czy w związku z tym planuje pan lub już przeprowadził zmiany wśród trenerów i współpracowników?

Cały czas rozmawiamy z trenerami, sztabami i koordynatorami. Wyciągam już pewne wnioski, ale na ten moment nie zapadły żadne decyzje o zwolnieniach czy zmianach. Nie spodziewałbym się wielkich roszad, niemniej możliwe są pewne korekty. Na razie skupiam się na obserwacji, aby wyciągnąć jak najlepsze wnioski i dopiero na ich podstawie, po sezonie, podejmować konkretne decyzje.

Większość umów z trenerami to kontrakty roczne. Czy uważa pan to za atut, który pozwala na częstsze roszady bez konieczności rozwiązywania długich umów, czy raczej widzi w tym problem? Chciałby pan budować większe zaufanie poprzez wieloletnie kontrakty z tymi, którzy się sprawdzają?

Nie chciałbym oceniać decyzji moich poprzedników - takie po prostu obowiązywały zasady. Jeśli jednak pojawi się możliwość podpisywania dwuletnich kontraktów, ja na pewno będę chciał z niej skorzystać. Oczywiście, taka decyzja musi być poparta zaufaniem i sprawdzeniem kompetencji danego trenera, aby wybory były jak najtrafniejsze. Nie widzę jednak żadnych przeciwwskazań przed takimi umowami. Jeśli to będzie możliwe, chciałbym, aby były one dłuższe.

Wspomniał pan o zmianach strukturalnych. Podczas spotkania z kibicami omawiany był pomysł przejścia Akademii pod Fundację. Ostatecznie jednak z niego zrezygnowano. Czy niepewność wobec przyszłości nie przeszkadza panu w pracy?

Moim zdaniem, Fundacja może być wsparciem dla Akademii, a nie miejscem, do którego wszyscy zostaniemy przeniesieni. W tej kwestii dochodzą też przepisy i wymogi licencyjne PZPN. Patrzę na to raczej w kategoriach współpracy. Czy przeszkadza mi to w pracy? Nie, bo muszę skupiać się na codziennej działalności Akademii. Wokół klubu zawsze pojawia się sporo informacji, ale staram się od nich odcinać. Nie chcę, by coś wybijało mnie z rytmu i niepotrzebnie rozpraszały. Wolę poświęcić energię na merytoryczne działania. Liczy się tylko rzetelna praca każdego dnia.

Czy dostrzega pan w obecnej strukturze Akademii jakieś problemy, które wymagają naprawy? Czy są rzeczy, które chciałby pan zmienić w pierwszej kolejności?

Nie chciałbym teraz o tym mówić, bo po pierwsze analiza i rozmowy w tej kwestii jeszcze trwają, po drugie jesteśmy pod koniec sezonu, więc nie chcę swoimi słowami rozpraszać trenerów czy zawodników. Tak jak wspomniałem, teraz skupiamy się na jak najlepszym zakończeniu sezonu, a decyzje o ewentualnych zmianach będziemy wdrażać po nim.

Ten rok dla Akademii pod wieloma względami można uznać za udany. Najważniejszym celem jest promowanie wychowanków do pierwszej drużyny, czego przykładem są Ciućka, Markowski, Wojtczak czy Rostek. Jak kontynuować tę dobrą passę i co zrobić, by ci młodzi chłopcy nie byli tylko uzupełnieniem kadry, ale stali się kluczowymi postaciami w seniorskiej piłce?

Kluczowa jest ścisła współpraca z dyrektorem sportowym, to podstawa relacji między akademią a pierwszym zespołem. Do tego dochodzi wysoki poziom szkolenia, trafna selekcja oraz wymagające środowisko sportowe, które zmusza zawodników do ciągłego podnoszenia poprzeczki. Bardzo ważna w tym procesie jest nasza druga drużyna, grająca w II lidze. To idealne miejsce między wiekiem juniora a profesjonalną piłką seniorską na najwyższym poziomie. Mamy jasno określoną strukturę i stwarzamy zawodnikom konkretne możliwości. Niektórzy potrzebują więcej czasu w rezerwach, inni, jeśli trenerzy i dyrektor sportowy dostrzegą w nich odpowiedni potencjał, mogą trafić bezpośrednio do "jedynki". My dajemy im narzędzia - opiekę psychologiczną, treningi dodatkowe, siłownię czy dedykowane treningi future. Ostatecznie wszystko zależy od nich. To oni muszą rozwinąć skrzydła i mentalnie udźwignąć przeskok do dorosłej piłki. Trening to jedno, ale prawdziwą weryfikacją jest boisko i starcie z doświadczonymi seniorami. Trzeba mieć twardy charakter, dążenie do celu i konsekwencję, by podjąć tę rękawicę i sprostać wymaganiom.

Jednym z takich zawodników jest wspomniany Krystian Rostek. Świetnie wszedł w piłkę seniorską, po dobrych występach w rezerwach, gdzie zdobył trzy bramki, zadebiutował w pierwszej drużynie. Teraz jednak, według naszych doniesień, nie przedłuży kontraktu i odejdzie ze Śląska. Jak akademia może przeciwdziałać takim sytuacjom? Czy strata tak utalentowanego gracza to nie jest przede wszystkim cios w wizerunek Akademii?

Przede wszystkim to zawodnik musi chcieć zostać w klubie. Przypadek Krystiana to świetny przykład tego, że nasza ścieżka rozwoju od drużyn juniorskich, przez rezerwy, aż po debiut w “jedynce” realnie działa. My te warunki i możliwości debiutu stwarzamy, ale chęć kontynuowania tej drogi musi też wyjść od samego piłkarza. Mamy określoną strukturę płacową i budżet, których musimy się trzymać, bo trzeba być wiernym zasadom wypracowanym w klubie. Chcemy dbać i dbamy o wychowanków, ale jeszcze ważniejsze zawsze jest dobro klubu, na które składa się wiele aspektów, również ten finansowy. Nie możemy przekraczać naszych możliwości, a przez to rozmowy bywają trudne, ale zawsze na pierwszym miejscu musi być klub. Kluczowe jest, żeby zawodnik chciał budować tutaj swoją karierę, to podstawa.

Z jednej strony odejście utalentowanego wychowanka, który odnajduje się w innym zespole, jest stratą dla Śląska. Z drugiej jednak czy nie pojawia się wtedy satysfakcja? Przecież to sygnał, że szkolenie w Akademii stoi na wysokim poziomie, skoro zawodnik przeszedł przez wszystkie szczeble i wyrósł na dobrego piłkarza. Czy traktujecie to jako swoistą promocję waszej pracy?

Rzecz jasna, trochę to zależy od danej sytuacji. Co do zasady, w klubie mamy dwie ścieżki rozwoju dla wychowanków. Jedna zakłada “awans” do pierwszego zespołu i walkę o swoją pozycję w pierwszej drużynie, druga transfer, np. zagraniczny. Nie każdy absolwent akademii znajdzie swoje miejsce w pierwszym zespole, to całkowicie naturalne. Sukcesy naszych wychowanków w innych klubach to też potwierdzenie, że nasz model szkolenia oraz proces wprowadzania graczy do piłki seniorskiej, stoi na wysokim poziomie. Oczywiście zdarza się, że nie uda się zatrzymać zawodnika, którego byśmy chcieli, ale tutaj dochodzimy do dwóch kwestii – pierwsza to chęci piłkarza do kontynuowania swojej kariery w Śląsku, a druga to kwestia finansowa i struktura budżetowa, której nie możemy przekraczać. Trzymamy się tych zasad, ale na koniec każdy nasz wychowanek radzący sobie w profesjonalnej piłce to powód do dumy dla Akademii.

Kolejnym wychowankiem, który świetnie spisuje się w pierwszej drużynie, a któremu wygasa kontrakt, jest Krzysztof Kurowski. Jak ważne dla wizerunku klubu byłoby zatrzymanie akurat tego zawodnika?

Tak naprawdę w klubie zatrzymanie każdego wychowanka, który spędził we Wrocławiu wiele lat, jest dla nas priorytetem. Negocjacje to jednak złożony proces, w którym ogromną rolę odgrywają jednak kwestie, o których mówiłem wcześniej - chęć do bycia częścią projektu i ramy finansowe. Krzysztof to pełnoprawny członek pierwszego zespołu, więc nie chcę też wchodzić nie w swoje kompetencje w tej kwestii.

Wspominał pan o ramach budżetowych. Wiadomo, że w Śląsku zarobki na szczeblach juniorskich nie należą do najwyższych. Szczególnie trudne wydaje się to w przypadku drugiej drużyny. Jako rezerwom pewnie ciężko wam konkurować finansowo z klubami, dla których II liga jest tym podstawowym szczeblem i mogą zaoferować wyższe kontrakty. Jak zatem przekonujecie zawodników do pozostania u was?

Naszymi głównymi argumentami są jakość procesu treningowego, kompetencje sztabu szkoleniowego oraz poziom osób, które na co dzień pracują z tymi chłopcami nad ich rozwojem. Jak jeszcze ja grałem, dawno temu, to juniorom się nie płaciło.

Czasy się zmieniają.

Świat się zmienia, ale zastanawiam się, czy to na pewno idzie w dobrym kierunku. Dawniej najważniejsza była mentalność pracy i reżim treningowy. Jeśli chodzi o zarobki, to mam na myśli dzieciaki w wieku na przykład 15 czy 16 lat, które zaczynają rozmowę o przyszłości od kontraktu czy zarobków. I potem wybierają ten klub, który dorzuci kilkaset złotych więcej. Moim zdaniem to psuje rynek piłki młodzieżowej. Bardzo młodzi koncentrują się na pieniądzach w wieku, w którym ich jedynym celem powinien być rozwój oraz wykorzystywanie możliwości, jaką daje profesjonalna akademia. Obecnie jednak czasami walka o takich juniorów przypomina tę dotyczącą seniorów. Zdarza się, że chłopak potrafi pojechać na drugi koniec Polski do innego klubu tylko dlatego, że dostał nieco wyższą propozycję. Finanse stały się głównym wyznacznikiem, a rozwój sportowy zszedł na dalszy plan. Nie mówię, że to tylko wina tych młodych ludzi - dochodzą doradcy, agenci, a i rodzice często nie wytrzymują ciśnienia, zachłystując się propozycjami. Dla dobra tych dzieci i ich przyszłości to nie jest zdrowa sytuacja. My w Akademii narzuciliśmy sobie sztywne ramy budżetowe, bo za chwilę dojdziemy do momentu, w którym kluby nie będą w stanie udźwignąć kosztów "transferów dziecięcych". Dla mnie to sytuacja niespotykana i - nie boję się tego słowa - niemoralna.

Rywalizacja między akademiami to duży problem, a na Dolnym Śląsku jest szczególnie zacięta. Oprócz Śląska mamy Zagłębie Lubin, które słynie z promowania wychowanków, jest Chrobry Głogów czy Miedź Legnica. Wydaje mi się, że po województwie Śląskim to najtrudniejszy region do prowadzenia akademii i walki o największe talenty.

Rywalizacja sama w sobie jest dobra, ale ważne są jej zasady. Problemem jest sytuacja, w której podkupuje się zawodników, oferując nastolatkom kontrakty na poziomie, na który przeciętny człowiek musi ciężko pracować. Mówimy o nastolatkach, którzy są dopiero kandydatami na piłkarzy, daleko od pierwszego zespołu. Nikt nie ma pewności, czy dany chłopak ostatecznie w ogóle przebije się do zawodowego sportu. Przez to, że mami się rodziców i zawodników wysokimi wynagrodzeniami na tak wczesnym etapie, również budowanie lojalności i przywiązania do barw klubowych staje się niezwykle trudne. Moim zdaniem to zjawisko jest szkodliwe, ale w jakimś sensie takie są dzisiejsze realia polskiej piłki, więc rzecz jasna robimy wszystko, by funkcjonować w niej jak najlepiej.

Czy uważa pan, że młodzi zawodnicy tracą na tym, że w dzisiejszej piłce jest coraz mniej miejsca na lojalność?

Brak lojalności to problem, który wykracza poza samą piłkę. Jeśli zawodnik zmienia barwy co rok lub dwa, bo skusiło go kilka złotych więcej, traci poczucie stabilizacji i spokoju, niezbędnego do rozwoju. Są kluby, jak nasz, gdzie warunki treningowe i merytoryka stoją na bardzo wysokim poziomie i to właśnie te aspekty, wraz z jasną perspektywą awansu na kolejne szczeble, powinny być dla młodego chłopaka priorytetem. Może myślę w ten sposób, bo sam wyrosłem w innej kulturze pracy, ale jestem przekonany, że większości zawodników taka cierpliwość wyszłaby na dobre. Mamy wiele przykładów graczy, którzy od nas odeszli skuszeni obietnicami, a po czasie chcieli wracać. Okazywało się, że to „mamienie” lepszą przyszłością gdzie indziej nie miało pokrycia w rzeczywistości. Pieniądze są ważne, zmiany też są czasem potrzebne, ale nie może być tak, że to przesłania młodzieży to, co w ich wieku i rozwoju piłkarskim powinno być najistotniejsze.

Śląsk Wrocław ma imponujące CV w kategoriach młodzieżowych - liczne medale i wysokie miejsca w Centralnej Lidze Juniorów. Wydaje się jednak, że największym atutem jest druga drużyna grająca na poziomie II ligi. Jakie realne korzyści daje posiadanie rezerw na tak wysokim szczeblu i czy wiążą się z tym również jakieś problemy?

Na każdym etapie walka o medale jest ważnym bodźcem dla młodych zawodników. Jednak na koniec dnia najważniejsza nie jest gablota z pucharami, a odpowiedź na pytanie, ilu z tych medalistów trafiło do pierwszej drużyny? Ile osób przebiło się przez szczebel rezerw i realnie zaistniało w seniorskiej piłce? Medale są świetną wizytówką poziomu sportowego, ale to siła naszych wychowanków w "jedynce" oraz transfery, krajowe czy zagraniczne, weryfikują jakość pracy Akademii. Jeśli chodzi o posiadanie rezerw w II lidze, widzę niemal same plusy. To miejsce, gdzie 17/18-latkowie mogą zderzyć się z prawdziwą, twardą piłką. Nasza druga drużyna, mimo że jest jedną z najmłodszych w stawce, prezentuje się bardzo dobrze, co jest zasługą świetnego sztabu i przygotowania. Trzeba jednak pamiętać, że przeskok z juniorów do rezerw jest ogromny, zarówno pod kątem fizycznym, jak i mentalnym. To już nie jest dziecięce granie, tutaj nie wystarczy po prostu przyjść na trening i pograć.

Czy obecność rezerw na tak wysokim szczeblu nie staje się dla niektórych barierą? Przejście z poziomu juniora bezpośrednio do II ligi to rzucenie na bardzo głęboką wodę. Czy dla części zawodników proces ten nie byłby łatwiejszy, gdyby druga drużyna grała w III lub IV lidze, gdzie przeskok jest mniejszy?

Pod kątem czysto sportowym pewnie byłoby im łatwiej, bo poziom w niższych ligach jest po prostu niższy. Jednak nam chodzi o coś innego. W II lidze zawodnik realnie dotyka profesjonalnego przygotowania, większej presji i wysokiej jakości meczowej. Dzięki temu przeskok z rezerw do pierwszej drużyny jest znacznie mniejszy i mniej bolesny. Gdybyśmy grali w III czy IV lidze, różnica poziomów między rezerwami a "jedynką" byłaby przepaścią. Nam zależy na tym, aby druga drużyna jak najdłużej utrzymywała się na szczeblu centralnym. Jeśli selekcjonujemy zawodników z myślą o tym, by trafiali na sam szczyt, muszą oni jak najszybciej mierzyć się z wymagającymi przeciwnikami.

Warto dodać, że druga drużyna walczy wręcz o awans do I ligi. Patrząc jednak na kwestie organizacyjne i finansowe, jak realny byłby taki scenariusz? Czy w klubie w ogóle rozważa się awans rezerw na zaplecze Ekstraklasy, czy ten temat jest na razie odłożony na bok?

Na pewno byłoby miło, jakby się udało awansować - najpierw do baraży, a później wyżej do I ligi. Twardo jednak stąpamy po ziemi. Naszym głównym celem jest utrzymanie się na poziomie II ligi, ponieważ to środowisko gwarantuje zawodnikom optymalne warunki do rozwoju. Posiadanie rezerw na szczeblu centralnym sprawia, że stajemy się bardzo atrakcyjni i konkurencyjni na tle innych akademii. W rozmowach wewnątrz klubu zawsze podkreślamy, że najważniejszy jest dla nas wysoki poziom sportowy i stwarzanie młodzieży jak najlepszych warunków do wejścia w dorosłą piłkę. Jeśli awans stałby się faktem, na pewno wszyscy w klubie by się z niego cieszyli. Organizacyjnie myślę, że też sobie poradzimy.

Trzeba przyznać, że byłoby to duże osiągnięcie. W tym wieku nie zdarzyło się, by drużyna rezerw występowała na zapleczu Ekstraklasy.

To byłby bardzo przyjemny scenariusz - pierwsza drużyna awansuje do Ekstraklasy, a druga do I ligi. Również medialnie byłoby ciekawie, bo to faktycznie niespotykana sytuacja. Nie chcę jednak dywagować, a po prostu robić swoje i trzymać kciuki za zwycięstwa wszystkich drużyn z herbem Śląska na piersi.

Jednym z największych atutów rezerw jest trener Michał Hetel. To młody szkoleniowiec, który przejął zespół po spadku do III ligi, odbudował go i sprawił, że dziś biją się o awans do I ligi. Jak ważną postacią dla drużyny jest taki trener?

Zdecydowanie tak. Trener Michał Hetel wraz ze swoim sztabem stworzył zawodnikom doskonałe środowisko do rozwoju. Skupiają się na drużynie jako całości, na poszczególnych formacjach, ale też kładą ogromny nacisk na rozwój indywidualny każdego chłopaka. Michał ma już doświadczenie z poziomu Ekstraklasy. Nawet jeśli krótkie, to widać je w jego warsztacie. Dobór współpracowników i jakość codziennego treningu, intensywność oraz merytoryczne przygotowanie, mają kolosalne znaczenie.

Jak wygląda pana współpraca z poszczególnymi trenerami, od tych z Akademii i Michała Hetela, przez szkoleniowca pierwszej drużyny Ante Simundzę, aż po linię z dyrektorem sportowym i prezesem?

Podstawą są dla mnie regularne rozmowy i wspólne wyciąganie wniosków. W klubie piłkarskim sprawny przepływ informacji jest niezbędny, by skutecznie rozwiązywać bieżące problemy. Najważniejsze, abyśmy wszyscy, niezależnie od szczebla czy pionu, w którym pracujemy, szli w jednym kierunku.

Jest pan kolejną osobą w strukturach Śląska, która ma za sobą przeszłość w tym klubie. Cztery sezony, wiele bramek, w tym ta pamiętna z Ruchem Chorzów. Czy pana zdaniem kluczem do sukcesu jest właśnie to, by najważniejsze stanowiska obejmowały osoby, dla których Śląsk to coś więcej niż tylko miejsce pracy?

Uważam, że tak. W klubie powinny pracować osoby, które potrafią się mu w pełni oddać i którym szczerze zależy na jego dobru. Niezależnie od tego, czy na danym stanowisku jestem ja, czy będzie to ktoś inny, model zarządzania i pracy codziennej musi być spójny. Tożsamość klubu powinna być stała. Rzecz jasna profesjonalizm wymaga pełnego zaangażowania i poświęcenia dla danego klubu, w którym się pracuje czy gra, niezależnie od przeszłości. Niemniej jednak obecność ludzi związanych ze Śląskiem wcześniej, czy to jako piłkarze, czy pracownicy, jest ogromną wartością. Na Zachodzie od lat stawia się na byłych zawodników w strukturach zarządzających i to przynosi efekty. Takie osoby mają inną perspektywę, unikalne doświadczenie z szatni i boiska, co w tej pracy jest bezcenne. Cieszę się, że Śląsk od lat dba o to, by ludzie identyfikujący się z tymi barwami współtworzyli ten klub.

Czy ma pan narzucone odgórne wytyczne, czy sam wyznacza sobie konkretne punkty do zrealizowania? Przykładowo wprowadzenie określonej liczby wychowanków do pierwszej drużyny w ciągu najbliższych kilku lat?

To dzieje się niemal automatycznie, niezależnie od tego, kto akurat piastuje dane stanowisko. Akademia nie jest po to, by tylko kolekcjonować medale. Naszym nadrzędnym celem jest umiejętne przeprowadzenie zawodnika przez wszystkie szczeble, aż do pierwszej drużyny. Po to trenujemy, rozwijamy infrastrukturę i poświęcamy czas oraz nakłady finansowe, by Śląsk Wrocław mógł realnie korzystać ze swoich wychowanków. Efektem naszej pracy ma być albo obecność tych chłopców w kadrze pierwszego zespołu, albo ich transfery do silniejszych lig. Kluczowe jest, abyśmy jako Śląsk mieli w składzie zawodników, którzy tutaj dorastali.

Jan Pindral

Autor

Jan Pindral

Interesuję się piłką nożną i kibicuję Śląskowi od małego. Choć marzenia z dzieciństwa o zawodowej karierze zweryfikowały boiska B-klasy, pasja do futbolu pozostała. Poza grą, działam jako sędzia w strukturach DZPN oraz studiuję prawo. W redakcji jestem obecny od sezonu 2024/25, gdzie odpowiadam za różnorodne zadania - od pisania artykułów i tworzenia materiałów meczowych, po udział w podcastach.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.