Kelemen czuje głód piłki
Nowy bramkarz Śląska Marian Kelemen to prawdziwy obieżyświat. W swojej karierze grał w rodzimej Słowacji oraz na Łotwie, w Turcji, Hiszpanii i Grecji. Teraz zakotwiczy w Polsce. Co jednak ciekawe, przez ostatnie pół roku nie bronił barw żadnego klubu i przebywał w rodzinnym miasteczku. - Trenowałem tam z miejscowym zespołem, żeby nie wypaść z rytmu. Teraz jestem głodny futbolu – stwierdza Słowak. Latem bramkarzowi skończyła się umowa z hiszpańską Numancią i o dziwo nie podpisał nigdzie kontraktu, choć wrocławski Śląsk usilnie próbował ściągnąć go na Oporowską. - Miałem dwukrotnie dojechać do zespołu, ale pojawiła się jeszcze oferta z ligi hiszpańskiej. Ostatecznie tam się nie dogadałem i zostałem bez klubu – tłumaczy zawodnik. - Jednak do trzech razy sztuka. Szybko się porozumieliśmy i cieszę się, że jestem teraz we Wrocławiu – dodaje po chwili Kelemen.
Tak jednak być nie musiało, gdyż Kelemen miał w obecnym okienku transferowym propozycje z Czech i Słowacji. - W ostatnim momencie pojawiła się także oferta z drugoligowego klubu hiszpańskiego, ale zdecydowałem, że przyjeżdżam do Polski.
Kelemen sprawia wrażenie człowieka pewnego siebie, któremu półroczna przerwa w grze nie przeszkodzi w zaprezentowaniu wysokich umiejętności. Nawet pomimo pewnego niuansu. - Odrobinę przytyłem, ale nie za dużo. Może dwa, trzy kilogramy - zdradza nowy nabytek Śląska, lecz po chwili zaznacza: - Nie będzie z tym żadnego problemu.
Świeżo upieczony bramkarz WKS-u twierdzi, że nie zasięgał opinii o Polsce u swego rodaka Jana Muchy, golkipera warszawskiej Legii. – Mimo to wiem, że jest tutaj dobry trener, a klub ma przed sobą perspektywy – cieszy się Słowak.