KIBICE: Wielki Śląsk dla ofiar wojny we Lwowie

KIBICE: Wielki Śląsk dla ofiar wojny we Lwowie

fot.:

Kibice Śląska Wrocław, zrzeszeni w Stowarzyszeniu "Wielki Śląsk", zorganizowali pomoc dla ofiar wojny we Lwowie. Poniżej opis akcji autorstwa stowarzyszenia.



 

"Niedawno zakończyliśmy zbiórkę darów dla ofiar wojny na Ukrainie, które podzieliliśmy na pakiety: medyczny, dla dzieci, higieniczny, spożywczy, ochronny i dla zwierząt. Po sobotnim meczu z Bruk-Betem, przyjechaliśmy do siedziby Stowarzyszenia Kibiców Wielki Śląsk przy ulicy Szewskiej i zapakowaliśmy wszystkie dary na samochód ciężarowy, którym rano delegacja Wielkiego Śląska wyruszyła do Lwowa.

Podróż do granicy minęła w miarę sprawnie. Dopiero już przed samym wjazdem na teren Ukrainy zostaliśmy cofnięci, żeby uzupełnić brakującą pieczątkę w dokumentacji przewozowej. Okazało się, że od niedzieli obowiązują nowe przepisy i straciliśmy trzy godziny na staniu w kolejce i dopełnieniu wszystkich nowych formalności. W tym samych kolejkach stały osoby, które sprowadzały używane samochody. Podsumowując - po stronie ukraińskiej na granicy panował spory bałagan. Mimo, że straciliśmy trzy godziny to i tak mieliśmy szczęście, bo byli tacy, którzy przyjechali z pomocą humanitarną i zostali zawróceni. Powodem tego były nowe przepisy i brak dodatkowej dokumentacji, która zaczęła obowiązywać od niedzieli.

Po minięciu granicy ruszyliśmy w stronę Lwowa. Po drodze dało się odczuć wojenny klimat. Przy wszystkich wjazdach do kolejnych miejscowości znajdowały się punkty kontrolne z żołnierzami. Obstawione były również wszystkie mosty i wiadukty. Po wjeździe do Lwowa minęliśmy miejsce trafione niedawno rakietami. W ostrzelanym warsztacie zginęło 7 osób. Widok tego miejsca po ostrzale rakietowym, o którym słyszeliśmy w mediach, zrobił na wszystkich wrażenie. Wtedy każdy z nas odczuł, że jest w strefie konfliktu zbrojnego.

Pierwszym punktem naszej wizyty był Lwowski Miejski Dziecięcy Szpital Kliniczny, który jest częścią największej placówki we Lwowie. Leczą się w niej i dochodzą do siebie ofiary wojny na Ukrainie. Po rozładowaniu zebranych dla szpitala rzeczy, personel medyczny podziękował nam bardzo za przekazane dary. Mimo, że ta pomoc spływa z całego świata potrzeby są cały czas duże. Na wschodzie Ukrainy trwa pełnowymiarowa wojna i wszystko się szybko zużywa.

Po przekazaniu darów zebranych dla szpitala, jedziemy na Cmentarz Orląt Lwowskich, gdzie zapalamy znicze i oddajemy hołd polskim bohaterom. To miejsce szczególne dla narodu polskiego. Byliśmy jednak bardzo zniesmaczeni faktem, że w czasie, kiedy tak wielu Polaków pomaga Ukraińcom, pomniki Lwów zamknięte są w płycie OSB i foliowym worku. Ciężko zrozumieć, że rzeźby, które znajdują się na cmentarzu tak ważnym dla Polaków, są zakładnikami nienawistnej narracji ukraińskich nacjonalistów, którzy zajmują wysokie stanowiska publiczne w zachodniej Ukrainie.

Następnie jedziemy do lwowskiej siedziby Stowarzyszenia Odra Niemen, gdzie przekazujemy resztę darów zebranych dla ofiar wojny, w tym Polaków mieszkających na Ukrainie, którzy również są ofiarami tego konfliktu. Tam rozmawiamy z rodakami o życiu mniejszości polskiej na Ukrainie i w samym Lwowie. Lwowiacy również są pod wrażeniem darów, które przywieźliśmy i złożyli na nasze ręce podziękowania dla wszystkich kibiców Śląska, którzy wsparli naszą zbiórkę. Po pożegnaniu ruszyliśmy w ostatni punkt naszej wizyty, czyli na Lwowski Rynek.

W centrum Lwowa życie toczyło się normalnie. Dużo ludzi na mieście i otwartych usług nie wskazywało, by działo się coś złego. Na alarm przeciwlotniczy nikt nerwowo nie reagował. Jeden z miejscowych zażartował nawet, że to rosyjska ruletka i za 40 minut się okaże, czy alarm jest prawdziwy. Po czasie okazało się, że jednak zagrożenie było realne i w stronę Lwowa leciały rakiety, które zestrzeliła obrona przeciwlotnicza. Jeszcze nie zdając sobie z tego sprawy, po zwiedzeniu Starego Miasta zjedliśmy obiadokolację w jednej z lwowskich restauracji i ruszyliśmy w drogę powrotną. Musieliśmy się spieszyć, ponieważ o 22 zaczynała się godzina policyjna we Lwowie. Podróż powrotna była męcząca, ale minęła bez większych przygód i około 6 rano zameldowaliśmy się we Wrocławiu.

Podsumowując całą akcję, to kolejny raz jako społeczność kibiców Śląska pokazaliśmy swoją siłę i wielkie serca. Mimo wielu spraw, które dzielą nas z sąsiadami zza wschodniej granicy, nie mieliśmy problemu, by wesprzeć ich w walce o wolność. Teraz, gdy Ukraińcy doświadczyli zbrodni na cywilach przez sowiecką swołocz, może w końcu też sami zrozumieją, że Polacy zamordowani przez bandy UPA również zasługują na pamięć i godny pochówek. To absolutne minimum, aby relacje między naszymi narodami były oparte na przyjaźni i sąsiedzkiej solidarności. Na koniec jeszcze raz dziękujemy wszystkim, którzy wspierają nasze inicjatywy. Kolejny raz mogliśmy liczyć na Multiagencję Ubezpieczeniową Grzegorz Drużkowski oraz Trakcje System i Łukasza Żurka. Dodatkowo dziękujemy firmie Dębicki Transport za udostępnienie auta ciężarowego, do którego zmieściliśmy wszystkie dary."

źródło: Wielki Śląsk

Krzysztof Banasik

Autor

Krzysztof Banasik

Ukończyłem dziennikarstwo sportowe i radiowo-telewizyjne. Ta część mojego życia stała się ogromną pasją, którą realizuje w Śląsknecie od 2007 roku. Od 2019 roku jestem redaktorem naczelnym i współwłaścicielem serwisu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.