''Kibicom należą się wielkie brawa'' - W. Górski

Wrocławianie w środowym meczu 1/16 finału Pucharu Polski z Wisłą Kraków zdołali odrobić dwie bramki straty, a że podczas 30 minut piłkarzom żadnej z drużyn nie udało się trafić do siatki, o losach awansu miały zadecydować rzuty karne. Gdy piłka uderzona z 11 metrów 9 razy wpadła so siatki, do wykonywania rzutu karnego, od którego zależało dalsze być albo nie być zespołu Śląska, szykował się Wojciech Górski. Zawodnik w poprzednim sezonie jeszcze w barwach Górnika Polkowice trzykrotnie pewnie wykorzystał „jedenastki”, tym razem się jednak pomylił i to piłkarze „Białej Gwiazdy” mogli cieszyć się z pozostania w grze o puchar. Pechowy strzelec w czwartek poświęcił kilka chwil na rozmowę z nami.
Komentowaliście dzisiaj podczas pomeczowej odnowy biologicznej wydarzenia ze środowego meczu?
W. Górski: - Dzisiaj nie rozmawialiśmy jakoś specjalnie o pojedynku z Wsiłą, przeglądaliśmy prasę i to wszystko. Ten mecz jest już za nami, a teraz skupiamy się na najbliższej potyczce na drugoligowym froncie - z Polonią Warszawa. Chyba jednak trochę szkoda, bo była duża szansa na awans?
- Na pewno szkoda, była okazja żeby utrzeć nosa jednej z najlepszych drużyn w polskiej lidze. Nie ma co jednak nad tym się rozwodzić, musimy szybko zapomnieć o tym meczu i skoncentrować na się na walce w drugiej lidze.
Zdarzało się Panu wcześniej brać udział w serii rzutów karnych?
-To nie przerywszy taki przypadek, już trzeci raz brałem udział w serii jedenastek. Wcześniej udawało mi się trafiać do siatki i wygrywaliśmy. A teraz w tym chyba najważniejszym w mojej karierze strzale z rzutu karnego się nie powiodło. Szkoda tej straconej szansy, ale trzeba się szybko pozbierać i o tym zapomnieć. Szczególnie mówię tu o sobie, bo nie ukrywam, że jest to ciężkie przeżycie.
Koledzy chyba nie mieli pretensji za to pudło?
- Nikt nie miał pretensji, ani trenerzy ani koledzy. Nawet mnie pocieszali i jestem im za to wdzięczny, że nie dali mi odczuć w żaden sposób, że to moja nietrafiona jedenastka zadecydowała o naszej porażce. Przecież gdybym strzelił, bylibyśmy dalej w grze. Jestem dla nich pełen uznania, za to że się tak zachowali.
Na konferencji prasowej trener Skorża komplementował grę środkowych pomocników Ślaska – Pana i Dariusza Sztylki. Choć wiele osób zastanawiało się, czy piłkarz w takim wieku będzie w stanie pomóc drugoligowemu Śląskowi, to chyba udowodnił Pan, że może także być graczem pierwszoligowego WKS-u!
- Są to miłe słowa, szczególnie z ust trenera Skorży. Jest to dla mnie motywacja na przyszłość do jeszcze lepszej gry. Z Darkiem Sztylką z meczu na mecz nam się coraz lepiej współpracuje, ale uważam, że wszystkim zawodnikom należą się słowa uznania za występ przeciwko Wiśle. Pokazaliśmy, że Śląsk potrafi grać w piłkę, a nasze wyniki i odpowiadające im miejsce w tabeli nie są przypadkowe. Wszystko idzie w dobrym kierunku i miejmy nadzieję, że na koniec sezonu będziemy cieszyć się z awansu do ekstraklasy.
Piłkarzom chyba pomogła atmosfera jaką zgotowali kibice, dawno na Oporowskiej nie było takiego piłkarskiego święta.
- Był to wspaniały mecz, szkoda tylko, że nie zakończył się naszym sukcesem. Jak sięgam pamięcią, a grałem na wielu stadionach, to ciężko przypomnieć mi sobie podobną atmosferę. Taka otoczka towarzyszy chyba tylko meczom na stadionach Legii, Wisły i Lecha. Jest do dodatkowy bodziec do jeszcze lepszej gry, a nam piłkarzom w takiej atmosferze jakby przybywało na boisku sił. Kibicom za to nalezą się wielkie słowa uznania.
