Kiereś: Oba zespoły pokazały charakter
fot.: Paweł Kot
Wypowiedź Kamila Kieresia, trenera Górnika Łęczna, po zremisowanym spotkaniu ze Śląskiem Wrocław.
Kamil Kiereś: Żeby podsumować to spotkanie, na pewno trzeba odnieść się do tych warunków, które dzisiaj nas zastały. Już trochę lat pracuje w zawodzie trenera i nie pamiętam, żebym ze swoją drużyną w takich warunkach rozgrywał mecze o punkty, tym bardziej mecz w ekstraklasie. Z początku meczu, z podejścia do meczu wydawało się, że dużo przypadku będzie rządziło w tym spotkaniu, ale wydaje mi się, że zawodnicy Górnika i Śląska na pewno nie znudzili kibiców, bo mimo takich warunków, te dwa zespoły pokazały charakter, obydwa zespoły dążyły do tego, by wygrać. Stawką były trzy punkty,
Ocena meczu? Pierwsza połowa, początek dla Śląska, Śląsk nas bardziej zepchnął na naszą połowę, wiadomo, że ta gra się toczyła tak naprawdę bez fajerwerków, chodziło o to rozprowadzić piłkę długim podaniem, co zresztą obie drużyny robiły. Od około 15 minuty, do 45, jako drużyna, jako Górnik Łęczna znaleźliśmy sposób, odnaleźliśmy się na tym boisku, na tych trudnych warunkach śniegowych. Zaczęliśmy tworzyć fajne sytuacje, strzał Banaszaka, później dobitka, kolejna sytuacja była niezła w naszym wykonaniu. Dopięliśmy swego w 43 minucie, Sergiy Krykun był tam, gdzie powinien, i przyczynił się do tego, że ta bramka na 1:0 padła. Wydawać się mogło, że będziemy kontrolować ten mecz w 2 połowie, tak staraliśmy się to robić, na początku 2 połowy mieliśmy niezłe okazje, kilka dobrych strzałów, Śląsk też starał się odgryzać.
Kluczowa dla wydarzeń finalnych była ta czerwona kartka, wymuszone zmiany. Naszą drużynę trzeba mocno pochwalić za tą determinację w końcówce spotkania kiedy graliśmy w 10, kiedy rywal bardziej przycisnął. I mając w głowie ostatni mecz z Wartą Poznań, gdzie w końcówce straciliśmy bramkę. Był to moment bardzo ważny mentalnie dla mojej drużyny, żeby to obronić, ale też trzeba powiedzieć, że grając w 10, też stworzyliśmy sobie sytuacje i nie zrezygnowaliśmy z wyjść z własnej połowy. Mecz odbywał się bez naszych liderów: Macieja Gostomskiego, który w nocy zachorował, Bartka Śpiączki, który pauzował za ósmą żółtą kartkę.
Chciałbym pochwalić postawę zespołu. Jakbym spojrzał z pozycji tych 2 spotkań na to, co przed nami to można powiedzieć, że jest to drugi mecz, w którym prowadzimy 1:0 i jednak kończy się wynikiem 1:1. Mental drużyny jest taki, że nadal nie przegrywamy, że zespół czuje, że jest w stanie do każdego meczu podejść mentalnie, że można grać o zwycięstwo i na tym bym skupił uwagę. Po meczu w takich warunkach na pewno przyda się odpoczynek, bo były to ciężkie warunki.
Na jak duże piwo może liczyć Kostrzewski po tak wspaniałych interwencjach?
Ja jako trener piwa nie stawiam, także na pewno będzie musiał porozmawiać z kolegami, bo na pewno bardzo się odcisnął na tym, że ta bramka druga nie padła.
Biorąc pod uwagę przebieg meczu, czy remis pana satysfakcjonuje?
Nie chciałbym skupić uwagi na niedosycie, bo to nie jest dobre, bo są takie momenty w pracy trenera, że trzeba czasami umieć docenić te małe kroki, oczywiście można się tym frustrować, tak było na wiosnę, kiedy były te remisy, skupiliśmy uwagę, aby pracować dalej, konsekwentnie i tak będziemy podążać dalej.