KKN wrócił na szlak! (RELACJA Z WYJAZDU)
fot.: Paweł Lipnicki
Ostatni wyjazd KKN-u do Warszawy odbił się sporym zainteresowaniem. Kilka osób odezwało się jak było na meczu, jak trasa... No więc tak to mniej więcej wyglądało moim okiem.
Opcja wyjazdu pojawiła się w późny piątkowy wieczór. Szybka mobilizacja gotowych do wyjazdu i planowanie, czyli dla KKN-u norma. I tu należą się podziękowania dla Pani Małgorzaty Korny i Pana Piotra Waśniewskiego, którzy pomogli w załatwieniu wejścia na warszawski stadion grupie kibiców niepełnosprawnych.
Ze strony Legii szybko wyciągnięto pomocną dłoń i wyjazd stał się faktem. Jak na zamieszanie spowodowane obostrzeniami w organizacji meczów, wszystko poszło wyjątkowo sprawnie. Zasługa w tym spora kierownika ds. bezpieczeństwa Legii Warszawa oraz Bartka Pawlisiaka, szefa SKN "Niepełnosprawni Fanatycy" Legii Warszawa.
Zbiórka wyznaczona na 12.00 w niedzielę. Wszyscy stawiają się punktualnie, co przy trzech osobach na wózkach pozwala nam ruszyć 30 minut później. Droga idzie dość gładko. Dwa postoje toaletowo-kawowe, na jednym z nich pod Łodzią spotkamy ekipę Media Klub Śląska Wrocław. Szybka wymiana czułości i ruszamy dalej.
Trasa poszła nam wyjątkowo sprawnie. W Warszawie meldujemy się o 16.00. Pod stadionem Legii czeka już na nas Bartek z ogrodzonym miejscem parkingowym przy samym wejściu na trybuny. Klasa Bartek! Montaż wózków, szybki „rozładunek” i pewnym krokiem ruszamy na trybuny. KKN oczywiście ubrany w barwy Śląska przemaszerował przez trybuny Legii.
I tu chciałbym oddać honor kibicom, nie tylko Legii ale i wielu klubów. Przemierzam jako wolontariusz z kibicami niepełnosprawnymi niemal całą Polskę w wzdłuż i w szerz, nie zdarzyło się praktycznie ani jedna sytuacja, w której czułbym obawy o ekipę wyjazdową. Oczywiście złośliwości i kąśliwych kibicowskich tekstów jest co niemiara, ale taki urok piłki nożnej. Poza tym pełna kultura i szacunek. Często fanatycy mający na koncie lata wyjazdów podchodzą oddać szacunek, bo każdy kto jeździ za swoją drużyną, wie jakie to poświęcenie, a tym ludziom jest „odrobinę” trudniej. Często powtarzane „ponad podziałami” imponuje mi za każdym razem kiedy widzę takie sytuacje.
Miejsca na trybunie mamy pośród kibiców Legii. Wymieszane okrzyki kibiców Śląska z „uprzejmościami” gospodarzy nie słabły mimo spadających szans na wygraną naszej drużyny. Po końcowym gwizdku musieliśmy czekać na naszego opiekuna, w tym czasie wychodzący Legioniści okazywali dużo sympatii wyjazdowiczom z Wrocławia. Dodatkową atrakcją naszej ekipy był Tomek, najsłynniejszy kibic z Polski w ostatnim czasie. Szybko został rozpoznany i obsypany komplementami za wyczyn w Płocku. Tym razem wizyta Tomka na meczu Śląska obyła się bez specjalistycznego sprzętu, ale jak zawsze jego pomoc jest nieoceniona przy wyjazdach KKN.
Pakujemy się do busa i ruszamy do domu. Po drodze późna kolacja w KFC, gdzie nachodzimy spora grupę kibiców… Widzewa. Po wejściu do lokalu przypomniała mi się scena z Foresta Gumpa „shit happens”, ale jak już wcześniej pisałem, kibice niepełnosprawni są uprzywilejowani i tu również obyło się bez przygód. Kończymy posiłek i jedziemy dalej.
O 23.30 kończymy naszą podróż we Wrocławiu, gdzie natykamy się na autokar Śląska. Pozdrawiamy zawodników i rozpoczynam „kolportaż” pasażerów po Wrocławiu.
Wyjazd bardzo udany, choć stawialiśmy na inny wynik. Ten jest jaki jest, bywa. Najważniejsze, że KKN wrócił na szlak. Dzięki piłce ludzie wychodzą z domu, zwiedzają i dobrze się bawią szlifując miłość do swojej drużyny. Hej Śląsk!