''Klub nie do końca zrobił, co powinien'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Paweł Kot
W sobotnim meczu 32. kolejki ekstraklasy Śląsk Wrocław podejmie Pogoń Szczecin. O coraz mniejszych szansach na mistrzostwo Polski, problemach ze stoperami i podsumowaniu pracy odchodzącego trenera Kosty Runjaicia rozmawiamy z Arturem Dyczewskim, dziennikarzem Radia Szczecin.
Pogoń w poprzednim meczu ligowym pokonała Legię 3:1 przechylając szalę na swoją stronę po czerwonej kartce dla Benedikta Zecha na początku drugiej połowy. Wygrana z charakterem, która pokazuje, że ciągle trzeba się z nimi liczyć w walce o mistrzostwo, tylko czy strata do prowadzących Rakowa i Lecha jest jeszcze możliwa do odrobienia?
W Pogoni na pewno nikt nie rezygnuje z walki o tytuł, natomiast każdy doskonale zdaje sobie sprawę, że nie wszystko zależy już od samych Portowców. Trzypunktowy dystans na trzy kolejki przed końcem, a do tego gorsze bilanse bezpośrednich spotkań zarówno z zespołem Marka Papszuna, jak i Macieja Skorży, jednak Pogoń chce się skoncentrować na swojej robocie – wygrać wszystko do końca, po czym zobaczyć, co to da. Szanse na mistrzostwo patrząc realnie są minimalne, można powiedzieć nawet, że teoretyczne, bo trudno mieć nadzieję, że Raków oraz Lech w trzech ostatnich kolejkach potkną się dwukrotnie. Gdyby miało się to zdarzyć raz, albo dotyczyło tylko jednej drużyny, to może jeszcze tak, ale teraz nie ma się co oszukiwać, takich wpadek nie będzie. Pogoń chce przede wszystkim dobrze zakończyć sezon i choć w klubie podkreślają, że wygranie trzech pozostałych spotkań być może da upragnione mistrzostwo, to takie prawdopodobieństwo jest naprawdę minimalne. Natomiast ostatnia wygrana z Legią pokazała, że Portowcy jak najbardziej nie odpuszczają i walczą do końca. Ten mecz wcale im się nie układał, nie grali zbyt dobrze, na dodatek jeszcze przy wyniku 1:1 była wspomniana czerwona kartka dla Zecha. Pomimo gry w dziesiątkę, Pogoń w tym fragmencie gry była lepsza, zdobyła dwie bramki, a w końcu wygrała pokazując, że ciągle jest groźna i nie rezygnuje.
Zwycięstwo z ustępującym mistrzem Polski zostało okupione nie tylko wyrzuceniem z boiska Zecha, ale i czwartą żółtą kartką w sezonie dla Konstantinosa Triantafyllopoulosa. Ich nieobecność we Wrocławiu na pewno będzie znacząca, dość powiedzieć, że ostatni raz obu w składzie Pogoni zabrakło w marcu 2020 roku przeciwko Rakowowi (0:0). Jaki pomysł na załatanie tych nieobecności ma szkoleniowiec szczecinian?
Można zażartować, że problemy ze stoperami w ekipie Portowców to są od początku rundy wiosennej, bo wcześniej i Austriak i Grek byli kontuzjowani, a grać musieli Igor Łasicki czy Mariusz Malec. Później z powodu urazu wypadł ten ostatni, ale z kolei wrócił Triantafyllopoulos i gdy wydawało się, że wszystko już zmierza w dobrą stronę, a po wyleczeniu urazu w końcówce wielkanocnego meczu w Białymstoku (2:1) wrócił Zech, teraz przytrafiła się ta czerwona kartka. Na szczęście tylko jedno spotkanie pauzy, ale to na pewno jest kłopot dla Kosty Runjaicia przed wyjazdem do Wrocławia. Spodziewam się jednak, że szkoleniowiec Pogoni doskonale sobie z tym poradzi, bo w odwodzie są właśnie Malec i Łasicki, a może też wybrać inny wariant gry obrońcami przesuwając Jakuba Bartkowskiego na pozycję stopera do duetu z Malcem. Na to jedno spotkanie opiekun Portowców z pewnością będzie w stanie zareagować, natomiast wiadomo, że jednoczesna nieobecność Zecha i Triantafyllopoulosa jest osłabieniem drużyny. Nie ma co jednak płakać nad rozlanym mlekiem, bo są godni zastępcy.
Pogoń przyjedzie do Wrocławia w nietypowej sytuacji, bo po wolnym weekendzie z racji grania awansem z finalistą Pucharu Polski Rakowem Częstochowa (1:2) cztery dni przed meczem z Legią. Czy to może mieć jakiekolwiek znaczenie dla zespołu z Pomorza Zachodniego?
Wydaje mi się, że ta przerwa dobrze zrobi Pogoni po intensywnym tygodniu, kiedy trzeba było zagrać trzy mecze, w tym ten kluczowy, niestety przegrany z ekipą spod Jasnej Góry. Była chwila na złapanie oddechu zarówno fizycznego, jak i psychicznego, bo choć, jak sobie powiedzieliśmy, szanse na mistrzostwo są już niewielkie, to kibice oczekują od piłkarzy walki do końca i oni to zapowiadają. Uważam, że ta przerwa pozwoliła odpocząć pod względem mentalnym po tych spotkaniach, które są za Pogonią, a także odpowiednio nastroić się przed tym, co czeka ją w maju. Za nami też finał Pucharu Polski wygrany przez Rakowa z Lechem (3:1), a wiadomo, że przed sezonem największa presja z tego walczącego o mistrzostwo tercetu była na Kolejorzu ze względu na stulecie klubu. Po poniedziałkowym meczu na Stadionie Narodowym wszyscy już określili, że to częstochowianie wywalczą złote medale, a zespół Skorży trochę nie wytrzymuje presji, natomiast to są trzy kolejki, terminarze są bardzo zróżnicowane, piłka widziała różne historie. W walce o mistrzostwo nie skreślałbym Pogoni, ale jej sytuacja na pewno jest trudna. Ta przerwa w drużynie trenera Runjaicia posłużyła również do wyleczenia mikrourazów, choćby Sebastiana Kowalczyka, który nie grał w dwóch ostatnich spotkaniach. Teraz spokojnie doszedł do siebie i będzie już do dyspozycji opiekuna Portowców. Sądzę, że wolna majówka nie wybije Pogoni z rytmu, a może nawet okazać się zbawienna przed decydującymi meczami.
Nie sposób nie zapytać również o szkoleniowca Portowców, który w marcowej przerwie na kadrę zapowiedział, że ponad czterech latach pracy rozstanie się z klubem. Czy to był dobry moment na taką deklarację? Kiedy Pogoń zaczęła tracić dystans do Rakowa oraz Lecha pojawiły się głosy, że to zaszkodziło zespołowi.
Moim zdaniem to nie była potrzebna deklaracja w trakcie rundy i walki o mistrzostwo Polski. Szkoleniowiec z klubem powinni zachować to w tajemnicy, a Pogoń powinna oficjalnie ogłosić, nawet znając już decyzję Niemca, że do rozmów wrócą po zakończeniu rozgrywek. To w dłuższej perspektywie się nie sprawdziło, chociaż sam klub oraz Kosta Runjaić mają na ten temat zupełnie inne zdanie. Większość osób twierdzi jednak, że to nie było potrzebne i w takim momencie sezonu takiej deklaracji po prostu można było uniknąć.
Czy kadencja Runjaicia kończy się niedosytem? Będzie prawdopodobnie kolejna przegrana batalia o mistrzostwo, Pogoń w tym roku okazywała się też słabsza w bezpośrednich meczach z rywalami z Częstochowy oraz Poznania i to mimo gry przed własną publicznością.
Powiem tak, kiedy ten szkoleniowiec przychodził do Szczecina w listopadzie 2017 roku, jego zespół zajmował ostatnie miejsce w tabeli z naprawdę sporą stratą do bezpiecznego miejsca. Niewielu w ogóle wierzyło w utrzymanie tej drużyny w ekstraklasie, a on też wcale nie rozpoczął pracy od zwycięstwa, tylko przegranej 0:1 z Wisłą w Krakowie, więc na dobre wyniki też trzeba było trochę poczekać. Dopiero po zimowych przygotowaniach, w nowej rundzie, Pogoń Runjaicia zaskoczyła i dość pewnie się utrzymała, a potem z każdym sezonem czyniła postęp. Warto też podkreślić, że Portowcy nie mieli jeszcze w swojej historii okresu, kiedy dwa lata z rzędu zdobywali medal mistrzostw Polski, a teraz to praktycznie przesądzone. Miejsce na najniższym stopniu podium stracą tylko jeśli przegrają trzy pozostałe mecze, a Lechia wygra wszystko do końca, w tym ogra Pogoń 5:0, bo jesienią w Szczecinie okazała się słabsza w stosunku 1:5. Oczekiwania w trakcie tych rozgrywek z pewnością jednak były większe, więc śmiem twierdzić, że srebrne lub brązowe medale na koniec obecnego sezonu nie zostaną przyjęte za sukces, tylko jako porażka, bo nie będzie pierwszego w historii klubu mistrzostwa kraju. Podsumowując kadencję Runjaicia przypomnijmy również, że rozczarowaniem pozostanie Puchar Polski, choćby tegoroczna edycja zakończona już po pierwszym meczu na stadionie drugoligowego KKS Kalisz (1:2), co zupełnie nie przystoi. Niemiecki szkoleniowiec w Szczecinie zrobił wiele dobrego, wprowadził go do krajowej czołówki, to trzeba docenić, ale zawsze można powiedzieć, że mógł troszeczkę więcej i takie postawienie sprawy również będzie prawdziwe. Za jego kadencji drużyna jednak na pewno się rozwinęła, przyjemnie się ją ogląda, rozwinęli się poszczególni piłkarze, sam klub zaczął też inaczej funkcjonować. Brakuje jednak wisienki na torcie w postaci jakiegoś konkretnego trofeum. Moim zdaniem odejście takiego fachowca jest wielką stratą dla Pogoni, pytanie kto go zastąpi, nazwiska ciągle nie znamy, a od tego będzie dużo zależało.
Podium drugi rok z rzędu, ale też drugi rok z rzędu przed startem ligowej wiosny była realna szansa na mistrzostwo.
Z tym, że za to też nie do końca można winić samego trenera. Uważam, że klub popełnił błąd w przerwie zimowej nie wzmacniając odpowiednio drużyny do walki o mistrzostwo Polski w tym sezonie. Raków i Lech pozyskały nowych piłkarzy, a Pogoń niekoniecznie sprzedając za to Kacpra Kozłowskiego, czyli młodzieżowca. Zgoda, zostali Mariusz Fornalczyk, Mateusz Łęgowski czy Maciej Żurawski, ale na takiej pozycji, ale na taką pozycję, na jakiej występował Kozłowski nie sprowadzono odpowiedniego następcy, a to zawodnik, który jesienią wykręcił przecież trzy gole i cztery asysty. Brak kogoś takiego osłabił pole manewru Runjaiciowi, a kiedy się walczy o mistrzostwo Polski, jest się w czołówce, należy jednak dokonywać wzmocnień drużyny, a nie ją osłabiać. Wynik oczywiście idzie na konto trenera, on zrobił wszystko jak najlepiej, natomiast w Szczecinie spore grono osób ma nieodparte wrażenie, że klub nie do końca wykonał wszystko, co powinien, żeby pomóc zespołowi w zdobyciu złotych medali.