Kolejne zwycięstwo rezerw
Zespół rezerw Śląska pewnie pokonał 2:0 ekipę ze Zgorzelca, a gdyby wrocławianie wykazali się lepszą skutecznością pod bramką rywala, to wygrana byłaby znacznie okazalsza. Podopieczni trenera Wiesława Urycza przez cały mecz kontrolowali sytuację na boisku, a negatywnymi bohaterami spotkania byli sędziowie. – Od pierwszej minuty było widać, że arbiter sprzyja gospodarzom. Stąd wzięły się żółte i czerwona kartka dla nas, a także niesłusznie podyktowany rzut karny. Myślałem, że takie sędziowanie już się dawno skończyło. Nie wiem, czy wynikało to ze słabości sędziego, czy z czegoś innego – stwierdził po końcowym gwizdku trener rezerw WKS-u. Znów na listę strzelców wpisał się Kamil Biliński, a wynik meczu ustalił Sebastian Dudek celnie uderzając z rzutu wolnego. W kolejnym meczu z rzędu czyste konto zachował Paweł Dąbrowski. Wrocławianie na mecz do Jędrzychowic, gdzie z konieczności w roli gospodarza musieli rozgrywać swój mecz piłkarze Nysy (nie zakończył się jeszcze remont stadionu w Zgorzelcu), udali się w okrojonym składzie. Na treningu nieszczęśliwie upadł Bartosz Błąkała i zwichnął sobie kciuk, z powodów osobistych we Wrocławiu pozostał Bartłomiej Gawron, od dłuższego czasu na kontuzje przywodziciela narzeka Bogdan Gul. Rezerwy zostały natomiast wzmocnione trzema zawodnikami pierwszej drużyny – Andrzejem Ignasiakiem, Sebastianem Dudkiem i Tomaszem Szewczukiem, który z konieczności wystąpił na pozycji środkowego pomocnika, w sumie trener Urycz miał do dyspozycji tylko13 zawodników.
Zespół Nysy, który nie zdołał zdobyć nawet punktu we wcześniejszych siedmiu meczach, niespodziewanie od pierwszych minut nie skupił się tylko na grze defensywnej. Jednak drużyna ze Zgorzelca po odejściu króla strzelców IV ligi Marcina Orłowskiego to już zupełnie inna ekipa, niż w zeszłym sezonie. Na początku spotkania gra toczyła się głównie w środku pola, obie drużyny popełniały sporo błędów, często traciły piłkę i miały problemy ze skonstruowaniem składnej akcji. Duży wpływ na to miała fatalna murawa, która w dodatku zroszona siąpiącym deszczem nie ułatwiała gry. Sporo nerwowości swoimi decyzjami wprowadzał arbiter, do którego sporo pretensji mieli wrocławianie. Trener Urycz został nawet upomniany przez sędziego, że po kolejnym komentarzu zostanie usunięty na trybuny. – Zobaczycie, że podyktuje przeciwko nam rzut karny – dało się słyszeć na wrocławskiej ławce rezerwowych i słowa te były prorocze. Jednak jeszcze zanim do tego doszło w 19 minucie Dudek prostopadłym podaniem uruchomił Bilińskiego, który wbiegł w pole karne i skierował piłkę do siatki. Bramka uspokoiła nieco grę wrocławian, którzy jeszcze przed przerwą wypracowali sobie jeszcze dwie dobre okazje do podwyższenia prowadzenia. W 37 minucie do akcji ofensywnej podłączył się Ignasiak i znalazł się oko w oko z golkiperem Nysy, który szczęśliwie zdołał trącić futbolówkę. Chwilę później ból w mięśniu poczuł Frey i został zmieniony przez Pabiniaka, który w 44 minucie stanął przed szansą zdobycia bramki, ale po ładnym podaniu Dudka będąc w trudnej pozycji posłał piłkę minimalnie obok słupka. Niewykorzystana sytuacja mogła się zemścić, gdy piłka po rykoszecie przeleciała tuż obok bramki.
W drugiej połowie przewaga wrocławian uwidoczniła się jeszcze bardziej, a festiwal zmarnowanych sytuacji bramkowych rozpoczął Kaźmierczak, który w 49 minucie posłał z 8 metrów piłkę nad poprzeczką. Lepiej wyregulowany celownik miał za to Dudek, który w 56 minucie wykorzystał rzut wolny z narożnika pola karnego. Wrocławianie nie cieszyli się jednak długo z dwubramkowego prowadzenia, bowiem po kilkudziesięciu sekundach arbiter dopatrzył się faulu w polu karnym, gdy jeden z graczy Nysy padł na murawę, i podyktował rzut karny, tym samym spełniła się przepowiednia wrocławian z początku meczu. Do piłki ustawionej na 11 metrze podszedł doświadczony Lechowski, ale trafił tylko w poprzeczkę. Niewykorzystana okazja mogła się na gospodarzach po chwili zemścić, gdy Biliński odegrał futbolówkę do Kaźmierczaka, ale jego strzał z 5 metrów zdołał nogą odbić golkiper. Jedną z nielicznych groźnych akcji piłkarze Nysy przeprowadzili w 65 minucie, gdy w pole karne przedarł się Pacak, ale czujny Dąbrowski nie dał się zaskoczyć. Kilka minut później przed kolejną szansą na zdobycie bramki stanął Kaźmierczak, ale z 7 metrów nie trafił w bramkę. W 75 minucie Dąbrowskiego technicznym uderzeniem próbował zaskoczyć Wierzbicki, ale wrocławski bramkarz zdołał trącić piłkę. W 80 minucie po dośrodkowaniu Szewczuka z kilku metrów do bramki nie trafił po raz kolejny Kaźmierczak. Kilka minut później w przeciągu kilkudziesięciu sekund dwukrotnie żółtą kartką został ukarany Tarasiewicz i musiał opuścić murawę. W doliczonym czasie gry gospodarze stanęli przed szansą zdobycia honorowej bramki po rzucie rożnym, ale Pabiniak zdołał wybić piłkę z linii bramkowej.
W meczu z \Nysą sprawdziły się roszady trenera Urycza – na lewe obronie dobrze zagrał Parada, na stoperze Mróz, a w środku pola Szewczuk. Nieźle wprowadził sie także Pabiniak, grając na nietypowej pozycji prawego pomocnika.
Nysa Zgorzelec – Śląsk II 0:2 (0:1) - w Jędrzychowicach
Bramki: Biliński 19’, Dudek 56
Nysa: Struchowski – Monik, Szczęsny, Góral – Kaczan, Kameduła (73’ Wierzbicki), Lechowski,Hołub, Kościuk (67’ Pacak) – Mazur, Panek (77’ Machowski)..
Śląsk II: Dąbrowski – Tarasiewicz, Mróz, Ignasiak, Parada – Pędzich, Szewczuk, Dudek, Frey (40’ Pabiniak)– Kaźmierczak, Biliński.
