Kontrowersyjna akcja z 43 minuty...

Kluczową akcją meczu Śląska z ŁKS-em Łomża mogła być sytuacja z 43 minuty. Wtedy przed szansą trafienia do siatki stanął Rafał Bałecki. Wszystko zaczęło się od tego, że Śląsk miał wznowić grę rzutem wolnym w odległości ok. 35 metrów od bramki strzeżonej przez Radosława Janukiewicza. Futbolówkę przy nodze miał kapitan Śląska Dariusz Sztylka, który kopnął ją lekko przed siebie. Oddajmy głos zawodnikowi: - Nie kopnąłem piłki by wznowić grę, tylko żeby przesunąć ją bliżej środka boiska. Sędzia kazał grać na gwizdek, ja „pacnąłem” futbolówkę, rywal przejął ją i pobiegł na bramkę, a arbiter nie zareagował. Zdziwiony zapytałem się: Co on robi? A sędzia mówił, że myślał, że ja podaje. Odpowiedziałem, że kazał grać na gwizdek, a ja tylko kopnąłem by doleciała w miejsce gdzie był faul. Dlatego arbiter zaskoczył mnie swoją decyzją. Byłem pewny, że tego kopnięcia nie potraktuje jako wznowienie gry. Dziwna interpretacja z jego strony była w tej sytuacji, ale na szczęście nie skończyło się to startą bramki. - po meczu tłumaczył Sztylka. A tak tę sytuację widział gracz z Łomży: - Rywale mieli rzut wolny i piłkarz chciał podać, tracił piłkę i ja to wykorzystałem. Sędzia nie gwizdnął i miałem sytuację na zdobycie gola. Minąłem bramkarza i zwariowałem. Nie wiem jak nie stu, ale tysiąc procentową. Tylko trzeba to jeszcze było strzelić, popełniłem wielki błąd. - po końcowym gwizdku arbitra piłkarz nie krył rozczarowania. Jak na to wydarzenie zareagowali szkoleniowcy? - Ja jestem daleki od ostrych reakcji. Po prostu mam nadzieję, że przy następnej takiej sytuacji wykorzysta okazję. On już sam siebie ukarał nie strzelając tego. Je nie chcę go dobijać. To był pierwszy mecz tego chłopaka w 2 lidze. Powinien ją wykorzystać, ale nie będę go ganić. Jest jeszcze przed nami dużo meczów i mam nadzieję, że się zrehabilituje. Cwanie to zrobił i chwała mu za to, że się znalazł w takiej sytuacji. Cieszę się, że już w pierwszym meczu w 2 lidze tak zagrał, szkoda tylko, że tego nie wykorzystał. - tak na konferencji prasowej stwierdził Czesław Jakołcewicz. Trener Lubos Kubik unikał ocen: - Sztylka przekazał mi, że sędzia stwierdził, że będziemy grać na gwizdek. On chciał odsunąć piłkę do przodu, czekał na sygnał arbitra, a rywal podbiegł i grał dalej. Końcówka tej akcji była, jaka była. Jeśli jednak arbiter mówi, że gramy na gwizdek, to tak powinno być. źródło: własne
