Kropla goryczy w kielichu zwycięstwa

Jarosław Szandrocho po raz trzeci mógł cieszyć się z awansu Śląska. Masażysta był także członkiem sztabu medycznego, gdy WKS awansował do ekstraklasy w 2000 roku i w 2005, gdy Śląsk wywalczył promocję z III do II ligi. O tym, czym dlaczego tamte sukcesy smakowały inaczej, czemu zdecydował się na obcięcie włosów, skąd wzięła się jego pasja do kolekcjonowania pamiątek związanych ze Śląskiem, na czym polega fenomen trenera Ryszarda Tarasiewicza, dlaczego został usunięty podczas jednego z meczów z ławki rezerwowych i o wielu innych rzeczach, „maser” opowiada w obszernym wywiadzie.



Po świętowaniu awansu na Oporowskiej pojawiłeś się jakiś odmieniony…



- Szczęśliwy... ale zapewne chodzi o fryzurę. W 2002 roku, kiedy spadaliśmy z 1. ligi powiedziałem sobie, że nie zetnę włosów, dopóki nie awansuję ze Śląskiem z powrotem do 1. ligi, a u mnie słowo droższe od pieniędzy. Chłopcy chcieli mi od razu obcinać je po meczu w szatani, ale to mogło się skończyć tragedią i nie miałbym na przykład ucha. Dlatego zrobiła to profesjonalna fryzjerka, która płakała przy tym jak obcinała te długie włosy. Pozostał mi jednak kok na pamiątkę i będzie wisiał razem z obciętymi krawatami trenera Tarasiewicza, Tęsiorowskiego i kierownika Słobodziana.


 




To nie jest twój pierwszy awans. Miałeś swój udział także w ostatniej promocji do ekstraklasy, świętowałeś także awans do 2. ligi. Jak porównasz obecny sukces z poprzednimi awansami?



- Ten awans do 1. ligi w 2000 roku był podobny do tego – szaleńcza pogoń za czołówką. Pamiętam po 8. kolejce mieliśmy prawie 9 punktów straty do lidera i wtedy trener Caliński powiedział, że trzeba podnieść głowy do góry i jak wygramy 8 meczów to będziemy dalej w czołówce. Tak się właśnie stało, wygraliśmy te spotkania. Wtedy były 24 zespoły w 2. lidze i meczów było bardzo dużo i udało nam się zakończyć sezon na pierwszym miejscu. Ten awans smakuje jeszcze bardziej, bo wywalczony został na obcym boisku, gdzie wiadomo jaka była sytuacja. Mieliśmy nóż na gardle, bo wystarczyło żeby inne wyniki nie ułożyły się po naszej myśli i mogło być zupełnie inaczej. Tak samo w kolejce, gdy wygraliśmy z Lechią Gdańsk, to wszystkie wyniki ułożyły się pod nas i wskoczyliśmy na 3. miejsce. Już było widać to światełko w tunelu i zakończyło się super.




Ten sezon obfitował w wiele kontrowersji, a szczególnie wiosna.



- Gdzieś to od początku ciążyło to wszystko na nas. Chłopcy starali się spychać to na dalszy plan, ale pierwsze mecze wiosną pokazały, że coś spowodowało to, że nie mogli „odpalić”. W pierwszej rundzie nie mieli głów zaprzątniętych niczym innym i wszyscy mogli podziwiać ich grę w piłkę. 10:1 z Motorem, czy gra w dziesiątkę z Wisłą Płock, wtedy było widać, że cieszą się z tego, że grają. Ta runda, to tak jak się mówi – im bliżej szczytu, tym bardziej wieje. Z każdą kolejką był coraz większy stres. A praca w takim ciągłym stresie odbija się później na ludziach




Miałeś dużo pracy w tym sezonie?



- Sezon jak sezon, nie ustrzegliśmy się kontuzji – Vlado Ćap miał uraz, były choroby wirusowe, Darek Sztylka zmagał z poważnym urazem brzucha i robiliśmy wszystko, żeby go doprowadzić do odpowiedniego stanu. Na początku grał z bólem, odpoczywał, grał, ale generalnie większych urazów nie było.




Jaka będzie twoja przyszłość? Gry odchodził trener Tarasiewicz, to także odszedłeś ,ale mówiłeś, że jeszcze tu wrócicie. Tak się stało, ale teraz sytuacja może się powtórzyć.



- Jak wszyscy w klubie, ja też nie wiem co będzie dalej. Gdzieś to wieczorami, czy nocami nie daje to człowiekowi spać. Wiadomo mam rodzinę, troje dzieci i trzeba pieniążki zarabiać, żeby je utrzymać. Całe swoje życie zawodowe jestem związany ze Śląskiem, wiadomo w tamtym roku nie było mnie w piłkarskim Śląsku, ale byłem w koszykarskim. Było to dla mnie nowe doświadczenie i do tej pory mam bardzo dobry kontakt z koszykówką i będą im pomagał. Gratulowałem im zdobycia brązowego medalu, bo to duży sukces wrocławskiego sportu. Co będzie dalej, to ode mnie nie zależy. Czekam, nikt ze mną nie rozmawiał i staram się odpychać te myśli na boczny tor. Choć jak się pojawiają, to wiadomo, że człowiek się zastanawia.




Chyba trochę żal tej całej sytuacji, bo ten awans mógł smakować dużo lepiej.



- Wiadomo, że awans jest zawsze słodki, a tu czuć tę krople goryczy w tym kielichu zwycięstwa. Gdzieś się odczuwa niedosyt, taką zadumę i widać było nawet przy tym świętowaniu awansu, że ta radość choć była spontaniczna, ale nie była taka ogromna, czysta, swobodna. Od razu powiedziałem, że włosy obciąłem, a następny raz będzie gdy Śląsk zdobędzie Mistrzostwo Polski. Mam nadzieję, że nie będą zbyt długo rosły.




Jak wspominasz ten sezon, to co zadecydowało o tym, że to właśnie Śląsk znalazł się w tej czołowej dwójce drugiej ligi?



- Powiem, to co kiedyś powiedziałem już w jednym z wywiadów. Nie ma drugiego takiego zespołu w polskiej lidze, który będzie tak grał dla trenera jak Śląsk Wrocław dla trenera Tarasiewicza. Z tego względu, że on cały czas powtarzał każdemu w szatni, że Śląsk Wrocław to jesteśmy my wszyscy i każdy jest tak samo ważny. Każdy element w tej machinie, która nazywa się Śląsk Wrocław jest bardzo ważny. Jest ważny trener, asystent, trener bramkarzy, zawodnicy, maser, doktor, kierownik, gość od sprzętu, od koszenia boiska, wszyscy ludzie z marketingu, zarządu, dziennikarze, kibice, to jest jedna machina, która pracuje, żeby były wyniki. Niech każdy spróbuje sobie wyobrazić ta machinę bez jednego elementu – drużyna bez trenera nie poradziłaby sobie, bez doktora, nie poradziłaby sobie, bez gościa opiekującego się boiskiem trawa po kolana by była, bez dziennikarzy, którzy relacjonują, kibiców, którzy dopingują w trudnych sytuacjach. On pokazał zawodnikom, że do wszystkich muszą mieć szacunek, bo wszyscy pracują na nich, żeby mogli osiągać jak najlepsze wyniki. Dlatego trener Tarasiewicz stworzył taki kolektyw, taką grupę ludzi, która walczyła jeden za drugiego. W tym właśnie była siła, w tej zespołowości, w stworzeniu całej drużyny.




Ten kolektyw często widać było po reakcjach ławki rezerwowych podczas meczów. Zostałeś nawet usunięty na trybuny w jednym z meczów.



- To był pierwszy raz w mojej karierze, bardzo dziwna sytuacja. Ja ruszyłem z ławki, ale nie użyłem żadnego słowa wulgarnego, po prostu zwróciłem uwagę Wachowiczowi z Arki, że nie powinien używać słów wulgarnych do trenera. Obojętnie jaki by to nie był zawodnik ,to nie pozwolę, żeby obrażał mojego trenera. Dlatego tak zareagowałem impulsywnie, ale myślałem, że rozejdzie się wszystko po kościach. Sędzia główny całego zajścia nie widział, ale wyprosił mnie z ławki. Nie chciałem z nim dyskutować, po meczu poszedłem tylko do sędziów i zwróciłem im uwagę, że postąpili niesłusznie, bo jestem osobą funkcyjną, która dba o zdrowie zawodników i jeśli cokolwiek by stało się na boisku, to nie miałby kto udzielić pierwszej pomocy. Po drugie zapytałem o powód takiej decyzji, bo ja uważałem, że nie użyłem słów wulgarnych, poza tym stałem cały czas w dozwolonej strefie i było to nie na miejscu, że tak postąpił.




Jeśli już mówimy o sędziach, to było sporo kontrowersyjnych decyzji.



- Wiadomo jaka była sytuacja z sędziami, jak to wyglądało piłce nożnej do tej pory w kontekście korupcji. Dziwią mnie jednak tłumaczenia pana zarządzanego sędziami, że są niedoświadczeni, że sobie nie radzą. Rozumiem, że są pewne sytuacje na boisku, że trzeba mieć trochę lat doświadczenia, żeby czuć grę. Dobrze by było w ogóle, żeby to byli ludzie, którzy kopali wcześniej piłkę. Ale jeżeli jest sytuacja w Turku, gdy zawodnik strzela z 20 metrów, piłka przechodzi 2 metry od słupka, a sędzia wskazuje na róg, to niech nikt nie mówi, że to jest kwestia doświadczenia. Tak samo Darek Sztylka zagrywa piłkę ręką i otrzymuje żółtą kartkę. Dziesięć sekund później zawodnik Tura celowo zagrywa piłkę ręką i nie dostaje żółtej kartki. To nie jest brak doświadczenia, nie wiem czy to brak dobrej woli, czy sędzia stracił koncepcję sędziowania. Jest wiele sytuacji, gdzie widać na zdjęciach różne rzeczy. W meczu w Katowicach zawodnik naciąga koszulkę Ćapowi na głowę, ten nie może reagować, piłka jest zagrana na 5 metr i Mikulenas strzela do pustej bramki na 1:0. Kto nam później odda punkty i bramki? Potem każdy ocenia trenera za wyniki. W meczu z Wartą w galerii nr 3 na SLASKnecie widać sytuację, gdzie faulowany ewidentnie jest Sebastian Dudek, sędzia stał 1,5 metra od akcji i nie gwizdnął faulu. Dobrze, może tak to zinterpretować, ale nie można dawać mu jeszcze żółtej kartki. Dla mnie to jest zła wola sędziego. W tym meczu było bardzo dużo kontrowersyjnych sytuacji, między innymi rzut karny dla Warty. Może to moje subiektywne odczucia, ale dostawaliśmy kartki za takie sytuacje, ze warto się zastanowić nad pewnymi rzeczami ,ale nie chcę zaprzątać sobie tym głowy. Wiele kartek było naprawdę kontrowersyjnych.




Jesteś znany z dużej wiedzy o historii Śląska, posiadasz też obszerny zbiór pamiątek związanych z WKS-em. Skąd ta pasja?



- Mój ojciec uprawiał różne dyscypliny sportu, grał także w piłkę na poziomie amatorskim i bakcyla sportowego załapałem od niego. Potem zacząłem trenować piłkę nożną, ale uraz kolana nie pozwolił mi, żeby dalej się w to bawić. W latach młodzieńczych chodziłem na mecze, pamiętam trenera Tarasiewicza, jak zdobywał bramki i był idolem dla mnie i wielu innych chłopców. Tak się zaczęło. Mam na strychu gdzieś zeszyty, w których rysowałem jak padały bramki , pisałem składy, zbierałem artykuły, spisywałem jak przebiegały akcje, kto do kogo podawał. Potem zacząłem zbierać proporczyki ,wycinki i tak zaczęło się zbieranie pamiątek. A jak już zacząłem pracować w Śląsku, to już w ogóle było dla mnie wielkie przeżycie, że mogę być częścią tego klubu, któremu tak kibicowałem. Zawodnicy, trenerzy się przewijali, każdy zostawiał jakieś pamiątki. Przeszukiwałem też rzczy, które zostały w starym WKS-ie, bo zaczynałem pracę jeszcze jak klub był wojskowy. Te pamiątki zajmują już dużo miejsca. Na dole w „maserni” była wystawiona część mojej kolekcji, a moim marzeniem jest, żeby na nowym stadionie Śląska powstała taka sala pamięci. Każdy klub szanujący się w Europie ma coś takiego i tym się szczyci. Tak jak kiedyś powiedziałem – Śląsk jest jednym z najbardziej utytułowanych klubów w polskiej lidze i powinien się tym szczycić i to pokazywać i być z tego dumny. Śląsk oprócz mistrzostwa i pucharów, wychował wielu reprezentantów Polski, grał w europejskich pucharach , zajmował czołowe miejsca w lidze i tworzył historię polskiej piłki nożnej. To jeden z wielkich klubów w Polsce.



Czas zatem, żeby wrócił na należne mu miejsce.


- Mam nadzieję, że tak będzie, że ta patyna zostanie gdzieś tam starta i zacznie lśnić swoim blaskiem, mam nadzieję, że złotym. I znów będzie można obcinać włosy…

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.