Kto liderem jest??? Śląsk Wrocław - Szczakowianka Jaworzno 1:0 (1:0)

Zwycięzców nie powinno się sądzić, jednak po meczu ze Szczakowianką, choć wygranym, nie można przejść obojętnie wobec tego, co zaprezentowali zawodnicy Śląska. Paradoksem jest fakt, że mimo słabszej dyspozycji WKS został liderem (choć trzeba pamiętać o zaległym meczu Jagiellonii). Znów w odpowiednim czasie i miejscu znalazł się najlepszy strzelec Śląska – Marek Kowal i jego trafienie dało WKS-owi trzy punkty. Mecz poprzedziła minuta ciszy ku czci niedawno zmarłego wielkiego kibica i członka zarządu Lechii - "Duffa". Fani wywiesili także specjalny transparent upamiętniający ikonę gdańskiego klubu. W trakcie spotkania zbierano także pieniądze na rehabilitację 18- letniego Oskara. Rok temu podczas lekcji WF-u uległ on ciężkiemu wypadkowi, w skutek którego został sparaliżowany.
Pierwsi groźnie zaatakowali gospodarze, jednak uderzenie Rosińskiego zostało zablokowane. W odpowiedzi Janukiewicz musiał dalekim wyjściem ratować sytuację, bowiem w dogodnej pozycji mógł znaleźć się Sikora. O dziwo Szczakowianka, która do tej pory nie wygrała w tym sezonie jeszcze meczu na wyjeździe , wcale nie zamierzała bronić tylko dostępu do własnej bramki. W 10 minucie Śląsk przed stratą bramki uratował Rudolf, który wybił głową piłkę tuż sprzed linii bramkowej. Chwilę później Janukiewicz popisał się refleksem i sparował piłkę na rzut rożny po groźnym uderzeniu. Gra w pierwszych minutach była szybka i raz jedna, raz druga drużyna konstruowała groźną sytuacje pod bramką rywala. Dobrą okazję w 11 minucie zmarnował Kowal. Napastnik Śląska otrzymał podanie od Ulatowskiego, ale został zablokowany. Goście nie byli jednak dłużni. Kilka minut później prostopadłym podaniem uruchomiony zostaje Sikora. Aktywny zawodnik z Jaworzna próbuje lobować Janukiewicza, ale nie trafia w bramkę. Emocji nie brakowało, co cieszyło kibiców, jednak mniej trenerów. Oba zespoły słabo spisywały się w defensywie, brakowało agresji w środku pola, na boisku panowało dużo chaosu, zawodnikom zdarzało się sporo błędów i niedokładności. Ryszard Tarasiewicz często stał koło linii bocznej i pokrzykiwał na swoich podopiecznych.
Wrocławianie byli bliscy objęcia prowadzenia w 17 minucie, jednak Ulatowski trafił tylko w boczną siatkę. Pięć minut prawym skrzydłem popędził Budka i odegrał futbolówkę do tyłu, tam nadbiegał Kowal, jednak uderzył zbyt słabo, by pokonać bramkarza. Wrocławianie z każdą minutą osiągają coraz większą przewagę, jednak bramka Szczakowianki była jak zaczarowana. W 33 minucie Ulatowski mija trzech obrońców, wpada w pole karne, ale tam zatrzymuje go Prażmowski, choć gospodarze sygnalizowali, że pomógł sobie przy tym ręką. Chwilę później Budka znów uciekł obrońcom i zagrał do Kowala, ale ten nie zdołał opanować piłki. Z dystansu golkipera w Jaworzna próbował pokonać Flejterski, ale zabrakło mu precyzji. Na bramkę uderzał także Ignasiak, ale jego strzał głową był zbyt lekki. Gdy wydawało się, ze w pierwszej połowie bramki nie padną, w doliczonym czasie gry Śląsk wreszcie trafił do siatki. Dudek zwiódł obrońcę i uderzył na bramkę, Budka zdołał sparować piłkę, jednak dopadł do niej Kowal i silnym uderzeniem wpakował ją do siatki.
Gospodarze zadowoleni z prowadzenia schodzili do szatni, goście nato miast byli niepocieszeni, bowiem tylko sekundy dzieliły ich od utrzymania remisu. Druga połowa mogła rozpocząć się idealnie dla Szczakowianki. Skiksował Flejterski i przed szansą na wyrównanie stanął Sikora, ale zamiast uderzać próbował odegrać do kolegi i wrocławianie zdołali zażegnać niebezpieczeństwu. Śląsk nie zadowolił się jednobramkowym prowadzeniem i nadal atakował. Bliski szczęścia był Rosiński po zaskakującym uderzeniu z rzutu wolnego, ale futbolówkę zdołał odbić Budka. Goście także konstruowali groźne akcje. W dogodnej sytuacji znalazł się Cygnar, ale piłka po jego soczystym uderzeniu poszybowała nad poprzeczką. Chwilę później gorąco było pod bramką Jaworznian. Najpierw kilka metrów przed bramką z piłka mija się Kowal, a potem Rosiński do bramki nie trafia Rosiński. Golkiper WKS-u także miał sporo roboty. W 57 minucie oko w oko staje z nim Antczak, ale dobrze ustawiony Rudolf wybija piłkę na róg. Goście próbowali odrobić straty, ale brakowało im szczęścia i precyzji. Tak było choćby w 61 minucie, gdy piłka po technicznym uderzeniu Chudego przeleciała tuż nad poprzeczką. Chwilę później gracz Szczakowianki bliski był trafienia do własnej bramki. Ulatowski długim podaniem obsłużył Wielgusa, ten zacentrował w pole karne, tor lotu piłki przeciął Chudy, a futbolówka poszybowała tuż obok słupka. Śląsk próbował strzelić drugiego gola, by uniknąć nerwowej końcówki, jednak Budka po raz drugi nie chciał skapitulować. W 68 minucie wyręczył o jeden z obrońców i wybił futbolówkę zmierzającą do bramki po uderzeniu głową Ulatowskiego.
Obaj trenerzy podczas meczu wykorzystali limit zmian, jednak nowi gracze nie zmieniali znacząco obrazu gry, choć tuż po wejściu na murawę próbować uderzali zarówno Witkowski, jak i Hajdamowicz, to rezultat nie uległ zmianie. Piłka ponownie wpadła do siatki w 80 minucie, jednak Czerwiec znajdował się na pozycji spalonej.
Oba zespoły nie mogą zaliczyć tego występu do udanych. Drużyny zagrały słabo w defensywie, pozwoliły rywalom stworzyć wiele sytuacji strzeleckich. Jednak niewiele z tych akcji wynikało, bowiem zawodnicy razili nieskutecznością. Widać było brak w środku pola Krzysztofa Szewczyka, który musiał pauzować za nadmiar żółtych kartek. Niestety w kolejnym meczu wrocławianie znów nie będą mogli wystąpić w optymalnym zestawieniu, bowiem tym razem pauzować będzie musiał Dariusz Sztylka.
Śląsk Wrocław – Szczakowianka Jaworzno 1:0 (1:0)
1:0 – Kowal 45’+ 2
Śląsk Wrocław: Janukiewicz - Sztylka
, Rudolf, Ignasiak - Budka (62' Wielgus), Dudek
, Rosiński, Flejterski
, Wan (80' Hajdamowicz) - Ulatowski, Kowal (75' Witkowski).
Szczakowianka Jaworzno: Budka - Adamus, Mrozek
, Boś (46' Antczak), Prażmowski, Czerwiec
, Morawski (58' Piegzik), Chudy, Cygnar, Sikora (71' Jarzynka), Krauze.
Sędzia: Adam Łyczmański (Bydgoszcz)
Widzów: 5500
źródło: własne
