Kto najlepszy w Kielcach?

Oto oceny, na które naszym zdaniem zasłużyli gracze Śląska za mecz z Koroną. Skala 1-10.

Wojciech Karczmarek 3- już na początku mógł zawalić mecz wypuszczając piłkę z rąk po prostej wrzutce w pole karne. Wyszła tym samym po raz kolejny jego słabość w grze na przedpolu. Przy bramce również koszmarny błąd, ale tym razem mniej oczekiwany- jak do tej pory na linii spisywał się bez zarzutu. Piłka wprawdzie skozłowała mu przed rękoma, ale nie zmieni to faktu, że zachował się fatalnie.


 

Mariusz Pawelec 6- początkowo nienajlepiej, kilkukrotnie dał się zaskoczyć dopuszczając do dośrodkowania. Później wszystko wróciło do normy, ponownie bardzo dobra postawa w defensywie (choć zarzut ze zbyt małą liczbą piłek przejętych nadal aktualny) oraz kilka akcji wspomagających. Cieszy, że coraz bardziej przemaga się do przekraczania linii środkowej boiska. Puka do kadry coraz głośniej, może p.o. selekcjonera usłyszy.

Amir Spahić 6- można ze spokojem powiedzieć- filar defensywy. Mnóstwo przerwanych akcji Korony, błędów niewiele, w tym żadnego o istotnym znaczeniu. O ile zawsze zdarzały mu się widoczne wpadki, tak tym razem nawet jeśli się ich nie ustrzegł, to naprawiał własne błędy. Naprawiał też te, które popełniali inni, dobrze łatał dziury, których przy eksperymentalnym ustawieniu defensywy robiło się dość sporo.

Piotr Celeban 6- grał za dwóch, asekurując Sochę. Rozdwoić się nie mógł, toteż robiła się dziura, którą z kolei łatał Spahić. Poza złamaną linią spalonego na początku gry ewentualne błędy wynikały z konieczności ubezpieczania flanki. Oprócz tego bardzo dobry występ, świetnie czytał grę i był tam, gdzie się znajdować powinien. Trudno oceniać zachowanie przy czerwonej kartce, skoro już sędzia Małek dopatrzył się faulu pokazać ją musiał, ale zdania czy ta przepychanka była tego warta będą podzielone.

Tadeusz Socha 2- niestety, katastrofa. Brak gry chyba jednak robi swoje i Pan Tadeusz srodze zawiódł w tym spotkaniu. W defensywie Sobolewski obnażył wszystkie jego bolączki i mijał niemiłosiernie, często zaś obrońca Śląska zapuszczał się za bardzo na połowę Korony i gdy wracała kontra nie zdążał za akcją. Dodatkowo można odnieść wrażenie, że boi się piłki, przy każdym strzale i dośrodkowaniu (nawet markowanym) odwraca się od futbolówki. Od kompletnej kompromitacji ratują przejawy niezłej gry w ofensywie i asekuracja ze strony Celebana. Oby to był wypadek przy pracy, pokazywał, że potrafi dużo grać dużo lepiej.

Janusz Gancarczyk 4- robił prawie to co zwykle, ale z innym niż zwykle skutkiem. Kilkukrotnie decydował się na podanie, ale chyba trochę od nich odwykł, bo zwykle były niecelne. Poza tym to, co zawsze- dryblingi z trochę lepszym rezultatem, głównie z uwagi na to, że gracze Korony zostawiali mu sporo miejsca. Na plus kilka prób zejścia ze skrzydła do rozegrania piłki w środku. Aż się prosi o więcej...

Antoni Łukasiewicz 4- do momentu, kiedy grał jako defensywny pomocnik bardzo dobrze wywiązywał się z zadań w destrukcji. Przy rozgrywaniu piłki tradycyjnie słabo, wprawdzie od tego są Dudek i Ulatowski, ale jeśli już im ewidentnie nie idzie, mógłby choć spróbować wziąć ciężar gry na siebie. Jako obrońca nie przekonał, słabo się ustawiając i grając klasę gorzej od Celebana

Krzysztof Ulatowski 4- poprzednio to on ciągnął grę Śląska, tym razem mimo kilku prób nawet jemu się to nie udało. Wyszło wprawdzie kilka rozegrań z Szewczukiem i z Dudkiem, ale efektem nie były nawet strzały. Te udawało mu się tylko oddawać wykorzystując odrobinę miejsca i holując nieco piłkę. A i tak oddawał je bardziej z powodu braku innej możliwości finalizacji akcji niż realnych szans na powodzenia tego typu rozwiązania.

Sebastian Dudek 3- gaśnie w oczach, trzy składne akcje na cały mecz to za mało jak na kogoś, kto uchodził za playmakera Śląska. I to akcję nie będące jego inicjatywą, jedynie takie, w które sensownie rozwinął. Niestety sporo strat przy grze na małej przestrzeni i wiele nieudanych prób zdobycia terenu. Martwi to tym bardziej, że w porównaniu z meczem z Legią miejsca w środku pola było naprawdę sporo.

Marek Gancarczyk 3- zupełnie niewidoczny. Raptem jedno dobre wyjście na prostopadłą piłkę to tyle co nic jak na zawodnika, którego główną bronią była kreatywność. Próby dryblingu w większości były nieudane, zaś podania wyjątkowo jak na niego czytelne. Najbliższe tygodnie to nie tylko powrót do zdrowia, ale też czas przypomnienie sobie niemałych kompetencji w grze kombinacyjnej.

Tomasz Szewczuk 5- w pierwszej połowie był kluczową postacią ofensywy Śląska. Pod tym dumnym tytułem kryje się fakt, że wszystkie długie piłki szły w jego okolice. Sam Pan Tomasz zdając sobie sprawę z beznadziei sytuacji zaczął grać wyżej, na tyle wysoko, by piłka nie została stracona jeszcze przed dotarciem do niego. Jedyna akcja w pierwszej połowie to jego autorskie dzieło, ale prawykonanie Dudka nie zakończyło się powodzeniem. W drugiej części było widać, że szpica to nie jego powołanie. W pomocy robił więcej szumu niż zastąpiony przez niego starszy z braci, być może warto zastanowić się nad ustawieniem Pana Tomasza na skrzydle albo jako cofniętego napastnika.

Vuk Sotirović bez oceny- czystej postaci inzaghizm, 27 minut na boisku, prawie nic z gry, a gdy przyszło co do czego dostawił nogę i zapewnił Śląskowi punkt

Sebastian Mila bez oceny- za tydzień prawdopodobnie w pierwszym składzie z powodu absencji braci. Jeśli się nagle nie przebudzi, wyraźny skok jakościowy trudno sobie wyobrazić

Jarosław Fojut bez oceny- w pół minuty trudno przyczynić się do popularyzacji futbolu na kuli ziemskiej

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.