Lechia Gdańsk - Śląsk Wrocław 0:0
Kibice Śląska przechodzą obecnie kurs cierpliwości. Muszą się nauczyć, że 11 nowych nabytków w przerwie zimowej nie tylko nie gwarantuje pasma zwycięstw, ale nawet pod koniec kwietnia drużynę można chwalić jedynie za dokonania w defensywie. Można dyskutować, na ile trwająca seria Radosława Janukiewicza jest zasługą umiejętności obrońców Śląska, a na ile nieudolności napastników rywala, czy po prostu taktyki przeciwnej drużyny. Bo przecież przynajmniej dwie okazje, które miała w sobotnim spotkaniu Lechia, powinny być wykorzystane na poziomie znacznie niższym niż druga liga.
Może to też słabość poprzednich przeciwników Śląska, ale zarówno gdańszczanie, jak i Stal Stalowa Wola, trochę nawet Ruch Chorzów, a przede wszystkim Unia Janikowo miały w meczach z wrocławianami tyle okazji, co kot napłakał. Widać więc jakiś postęp w porównaniu z meczami z ŁKS-em Łomża czy Kmitą Zabierzów.
Z kolei dramatycznie wygląda sytuacja po drugiej stronie boiska. Z Ruchem mieliśmy stuprocentową skuteczność, z Unią poza golem tylko strzał Krzysztofa Ulatowskiego w poprzeczkę „pachniał” bramką. W Stalowej Woli miał swoją stuprocentową szansę Kamil Biliński, natomiast w Gdańsku Śląsk nie stworzył ANI JEDNEJ TAKIEJ SYTUACJI BRAMKOWEJ.
- Nie mamy armat – wypalił na konferencji prasowej Jan Żurek. Może więc zamiast 11 nowych graczy trzeba było kupić 1-2 napastników na wyższym poziomie niż Benjamin Imeh, który cały dotychczasowy dorobek to asysta w spotkaniu z Unią.
Poza armatami nie mamy też drużyny zdolnej przejąć inicjatywę w grze ze słabą Lechią. Gospodarze jak na kandydata do awansu zawiedli, co piszę bez satysfakcji. Tym gorszą jednak wystawia to ocenę Śląskowi.
Całe to podsumowanie piszę tylko z dziennikarskiego obowiązku, bo obok meczu na boisku trwało widowisko na trybunach. Dodam, że widowisko na poziomie godnym mistrzostw Europy, które już za 5 lat rozegrane zostaną miedzy innymi w Gdańsku i we Wrocławiu. Kiedy w tych miastach doczekamy drużyn na poziomie choćby polskiej ekstraklasy?
FPP
Lechia Gdańsk - Śląsk Wrocław 0:0
Lechia Gdańsk: Bąk, Fechner, Brede
, Manuszewski, Łożyński
, Rogalski (Buzała 77'), Szulik
(Kalkowski 59'), Trzebiński, Szałęga (Pietrowski 69'), Wojciechowski, Cetnarowicz.
Śląsk Wrocław: Janukiewicz - Pokorny
, Lasocki, Wójcik
, Cap, Szewczuk, Sztylka, Pajączkowski (Wan 90+1'), Dudek(Rudolf 90+2') - Ulatowski, Imeh (Morales 77').
Sędziował: Mariusz Trofimiec (Kielce)
Widzów: 9000.
źródło: FPP