Łęczyńska wróżba dla Śląska

Łęczyńska wróżba dla Śląska

fot.: youtube.com/EkstraklasaArchiwum

Powtarza się data, rywale, a podobna jest nawet godzina. Śląsk Wrocław w 4. kolejce zagra z Górnikiem Łęczna dokładnie w rocznicę jednego z najbardziej niezwykłych meczów ekstraklasy w ostatnich latach.



 

15 sierpnia 2015 roku Śląsk Wrocław był w sytuacji łudząco podobnej do aktualnej. Również miał za sobą sezon zakończony 4. miejscem w ekstraklasie i awansem do europejskich pucharów, z którymi jednak rozstał się po dwóch rundach kwalifikacji Ligi Europy. W czterech pierwszych meczach na krajowym podwórku drużyna prowadzona przez trenera Tadeusza Pawłowskiego zdobyła pięć punktów (tyle co Śląsk teraz w trzech), a tydzień wcześniej także zremisowała na Stadionie Wrocław z Lechią Gdańsk (0:0). W samym środku ekstremalnie upalnego sierpnia zielono-biało-czerwoni wybrali się do Łęcznej, która wygrała dwa pierwsze mecze nowego sezonu i zajmowała nadspodziewanie dobrą lokatę w ligowej tabeli.

Spryt Picha

Zaczęło się świetnie dla gospodarzy, którzy w krótkim czasie wypracowali sobie dwubramkowe prowadzenie. Po kwadransie gry niefortunną interwencję we własnym polu karnym zanotował Mariusz Pawelec, który wyłożył piłkę Przemysławowi Pitremu, a ten strzałem z bliskiej odległości otworzył wynik spotkania. Górnik Łęczna poszedł za ciosem, dzięki czemu w 18. minucie prowadził już 2:0. Tym razem złe ustawienie Mariusza Pawełka na linii bramkowej dostrzegł Grzegorz Bonin i klasycznym centrostrzałem kompletnie zaskoczył golkipera zielono-biało-czerwonych. Śląsk nie załamał się jednak takim obrotem spraw i chwilę później strzelił gola kontaktowego. Z fatalnego wybicia piłki przez interweniującego na linii bramkowej Sergiusza Prusaka skorzystał Robert Pich, który sprytnym strzałem pokonał golkipera Górnika Łęczna.

Słupek po wolnym

Również wrocławianie tego popołudnia na Lubelszczyźnie nie zamierzali zatrzymać się tylko na jednym trafieniu i w 31. minucie doprowadzili do wyrównania po kolejnym błędzie Prusaka. Tym razem doświadczony bramkarz gospodarzy wypluł niespecjalnie trudny strzał Tomasza Hołoty, a instynktem napastnika wykazał się niezawodny Kamil Biliński, który doprowadził do remisu 2:2. Przed przerwą więcej bramek już nie było, a bez kolejnych trafień bardzo długo przebiegała również druga połowa meczu, choć swoją okazję miał między innymi Krzysztof Danielewicz, który z rzutu wolnego trafił w słupek. W czwartej minucie doliczonego czasu podopieczni trenera Pawłowskiego w końcu dopięli jednak swego! Wzdłuż pola karnego zagrał Hołota, piłkę przepuścił Jacek Kiełb, a niezdecydowanie obrońców Górnika wykorzystał Flavio Paixao. Śląsk wygrał w Łęcznej 3:2, jednak nie napędziło go to na dalszą część sezonu i na koniec musiał walczyć o utrzymanie w grupie spadkowej podobnie jak ekipa z Lubelszczyzny.

Górnik Łęczna 2:3 (2:2) Śląsk Wrocław

Bramki: Pitry 16', Bonin 18' - Pich 22', Biliński 31', Paixao 90+4'

Górnik Łęczna: Prusak - Sasin, Szmatiuk, Bożić, Leandro - Bonin, Nikitović (75' Tymiński), Pitry (46' Piesio), Nowak, Cernych - Śpiączka (65' Świerczok)

Śląsk Wrocław: Pawełek - Pawelec, Celeban, Kokoszka, Dudu - Paixao, Hołota, Hateley, Grajciar (84' Ostrowski), Pich (60' Danielewicz) - Biliński (69' Kiełb)

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.